Absolutny FENOMEN. Wywiad z Yael Gai

artykuł ukazał się w wersji drukowanej w „CW” nr 92, kwiecień – maj 2018

Z Yael Gai, szefową eksportu Golan Heights Winery, o zdumiewającej popularności win izraelskich rozmawia Michał Bardel

Kierowanie eksportem win izraelskich spod znaku Yardena to chyba nie jest najtrudniejszy zawód świata?
No masz. Kiedy zaczynam prezentację naszych win w jakimś nowym miejscu, zawszę mówię na początku, że zajmuję się podróżowaniem po świecie, spotykaniem wspaniałych ludzi, bywaniem w najlepszych restauracjach i popijaniem świetnych win (czyli naszych), a do tego ktoś mi za to wszystko co miesiąc płaci (śmiech).
Tak, to naprawdę miły i interesujący zawód, ale handel i promocja win izraelskich to jest dla mnie także rodzaj wyróżnienia – Izrael jest wyjątkowym krajem, o którym większość ludzi nie ma zielonego pojęcia, a ci, którym wydaje się, że coś wiedzą, czerpią informację z mediów, które w 99 procentach opowiadają bzdury. Dlatego właśnie traktuję moją pracę w kategoriach misji i przywileju – mogę dzięki niej opowiadać w świecie o moim kraju i o naszych winach, a one są najlepszymi ambasadorami, na jakie przemysł winiarski Izraela może sobie pozwolić. To ciekawa i wciągająca praca, choć nieco wyczerpująca fizycznie…

fot. archiwum Yael GaiCiekaw jestem, czy ostatnie lata przyniosły jakąś istotną zmianę, czy dziś sprzedaje się wina izraelskie łatwiej niż – na przykład – dziesięć lat temu?
O tak! Kiedy zaczynałam, mało kto słyszał o naszych winach, a zajmuję się nimi od jedenastu lat. Myślę, że przynajmniej od trzech lat spotykam się w świecie z ludźmi o znacznie większej wiedzy i doświadczeniu, jeśli chodzi o wina z Izraela. Coraz częściej słyszę „tak”, kiedy zadaję pytanie, czy ktoś już kiedyś miał z nimi do czynienia. Jest zatem coraz lepiej, ale to wcale nie znaczy, że nie mamy już nic w tym względzie do zrobienia.

Przywykliśmy myśleć, że swój sukces wina izraelskie w dużym stopniu zawdzięczają potężnej diasporze stanowiącej naturalną grupę odbiorców win koszernych. Ale jeśli popatrzymy na to, co się wyrabia w Azji, a nawet u nas w Polsce, okazuje się, że koszerność wcale nie musi mieć tu wielkiego znaczenia…
Pracuję na rynkach całego świata z wyjątkiem Ameryki Północnej i zdecydowana większość moich odbiorców i partnerów nie ma nic wspólnego z żydowskim pochodzeniem czy koszernością. Wspomniałeś o Azji – no właśnie: Japonia, Chiny to są miejsca, gdzie nasze wina trafiają po prostu do najlepszych restauracji i wybranych specjalistycznych sklepów, i klubów wina. Tak samo jest w Polsce, która jest fantastycznym rynkiem, z którym współdziałamy od 2000 roku. I znów nie ma to nic wspólnego z koszernością i religią czy narodowością żydowską. A takich przykładów mam więcej, choćby Kenia.

To jak Ty sobie tłumaczysz sukces Waszych win na polskim rynku?
Od lat zadaję sobie to pytanie i szczerze mówiąc nie mam dobrego pomysłu na odpowiedź. Wiesz, kiedy rozmawiam z Polakami czuję ich wielką fascynację Ziemią Świętą, jej historią i związkami z historią biblijną. Ludzie tu są bardziej religijni lub przynajmniej posiadają większą świadomość religijną i historyczną niż w większości krajów Europy. Poza tym dzisiejszy Izrael postrzegany jest jako państwo bardzo nowoczesne i bywa, że klientów, także w Polsce, ciekawi jak ten high-tech wpływa na nasze produkty, w tym także i wina.
W ogóle nasze związki z Polską stają się coraz to mocniejsze. Odwiedza nas, w Golan Heights Winery, mnóstwo polskich turystów, nie tylko zresztą pielgrzymów. Dla nich winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) jest częścią tej kultury, sztuki kulinarnej Izraela.

Pamiętasz, jak to się stało, że zaczęliście w pewnym momencie wysyłać wina do Polski?

Jasne, to bardzo ciekawa historia. Mieliśmy swego czasu dyrektora, Shaloma Blayera, który natychmiast po objęciu stanowiska postanowił otworzyć polski rynek na nasze wina. Shalom urodził się i wychował w Polsce, a do Izraela trafił jako nastolatek. Znał więc Polskę, znał język i miał w tym kraju rodzinne kontakty. Polska stała się jego misją: jako dyrektor zarządzający pracował jednocześnie jako export manager na Polskę. Kiedy zaczęłam pracę jako szef eksportu powiedział mi: „Odpowiadasz przede mną jako dyrektorem, ale w tej jednej rzeczy – eksporcie do Polski – to ja będę odpowiadał przed Tobą” (śmiech). Kiedy zakończył pracę w Golan Heights Winery, także i ten kierunek mi przekazał.

Wasze wina sprzedają w świecie potężni i znani gracze. Macie Gaję we Włoszech, AMKA w północnej Europie. Jak duże znaczenie ma dla Was to, kto sprzedaje wina Yardena w różnych częściach świata?
Ogromne! Importer musi mówić podobnym językiem, mieć tę samą lub zbliżoną filozofię handlu winem. Wiesz, wino to jest praca na styku człowiek-człowiek, szczególnie jeśli mówimy o winach wysokiej jakości, o winach klasy premium. Dlatego znalezienie odpowiedniego partnera ma tu kluczowe znaczenie: chodzi o to, by stał się on prawdziwym ambasadorem Golan Heights Winery, twarzą naszej winiarni. Gaja, AMKA, ale też Millesimes w Japonii czy Dom Wina w Polsce to doskonałe przykłady takiej współpracy. Oczywiście one same różnią się między sobą w wielu aspektach, bo działają na różnych rynkach, ale ze wszystkimi łączy nas wspólny język i wspólna filozofia.

Który kraj jest największym waszym importerem w Europie?
Sądzę, że Francja lub Niemcy. Potem mamy kraje skandynawskie, Polska – jak wspomniałam – stała się także bardzo ważnym odbiorcą…

Z tego, co mówisz, ktoś mógłby wyciągnąć wniosek, że można porównać eksport do Polski z tym do Francji czy Niemiec…
Ależ nie, nie w sensie podobnych liczb, do tego jeszcze daleko! Francja i Niemcy to ogromne i bardzo stabilne rynki. Nad Polską musimy jeszcze odrobinę popracować.

Fot. shutterstock/Noam ArmonnA wspomniane Chiny? Dla wielu francuskich producentów to dziś kierunek numer 1. Mam kilka wizytówek burgundzkich winiarzy w chińsko-angielskich wersjach językowych. Też takie macie?
(śmiech) Chiny to nieco odmienny, wyjątkowy rynek i osobna historia. Jeśli chodzi o Azję, to dla Golan Heights Winery najważniejszym krajem jest dziś Japonia, z bardzo stabilnym, dobrze ugruntowanym rynkiem. Z Chinami zaczęłam współpracę jakieś 8–9 lat temu i krok po kroku, bardzo ostrożnie, od podstaw, pielęgnuję ją, dbając o to, by nie dać się wpuścić w jakiś niebezpieczny kanał. Sporo się w Chinach zmienia, ale przez te kilka lat mieliśmy już dwa dość problematyczne okresy. Nie jest to dla nas, na razie, kluczowy kierunek, ale obserwujemy zmiany, które tam zachodzą i patrzymy na nie z optymizmem.

A ja myślałem, że powiesz jak kiedyś Adam Montefiore: „Gdybyśmy sprzedali nasze wino do jednej jedynej chińskiej wioski, moglibyśmy spokojnie pójść na emeryturę”.
Zapomnij. Wszystkie wina Izraela, łącznie z tanimi winami sakramentalnymi, nie wystarczyłyby, żeby zaspokoić jakąkolwiek znaczącą część chińskiego rynku. A Chiny są dziś przecież także wielkim producentem własnego wina. Szczerze mówiąc zresztą, taka masowa ekspansja nigdy nie była naszym celem. Nie zależy mi tak bardzo na ilościach – szukam miejsc, gdzie nasze wina będą odpowiednio wypoziomowane, odpowiednio promowane. Nie sądzę, by jakakolwiek inna izraelska winiarnia próbowała sprzedawać wina w wielkich wolumenach, na wzór potężnych nowoświatowych producentów. Wszyscy szukamy raczej odpowiednich nisz dla naszych produktów.

A kiedy znajdujecie już te nisze, nowe kierunki, kiedy zwiększacie eksport – potrzebujecie wówczas więcej wina. Skąd je bierzecie? Zmniejszacie alokacje lokalne? Dokupujecie winogrady? Owoce?
Całkiem szczerze powiedziawszy: od kilku lat wcale nie zwiększamy naszej produkcji, nie ma takich planów. Wytwarzamy rocznie około 5,5 miliona butelek i staramy się utrzymać ten poziom. Jeśli trzeba, dokonujemy przesunięć w zakresie eksportu. Dla przykładu wiele lat temu do USA trafiało jakieś 50–­60 procent całego eksportu, a dziś to Europa i Azja stanowią jego większość. W przeszłości Golan Heights Winery eksportowało jakieś 15–20 procent swojej produkcji, dziś jest to około 25 procent. Zmienia się więc powoli relacja między rynkiem krajowym a zagranicznym. Od czasu do czasu muszę powalczyć z managerem sprzedaży lokalnej, wyrwać mu kilka palet dla nowych importerów.    

Przygotowujecie jakieś nowe etykiety? Zaskoczycie nas czymś w 2018 roku?
Zacznę od tego, że od samego początku istnienia winiarni mieliśmy ambicje być przedsiębiorstwem innowacyjnym i nowoczesnym – także jeśli chodzi o wprowadzanie do Izraela nowych odmian winorośli. Gewürztraminertraminer.., sangiovesewłoska odmiana czerwonych winogron.Jest to jedna z najważn... (...) czy viognier to już stare dzieje, ale to Golan Heights Winery zainicjowała ich uprawę. Jako pierwsi zaproponowaliśmy wino musującewino zawierające dwutlenek węgla.CO2 może znaleźć się ... (...) wytworzone metodą tradycyjną (do dziś prawie nikt poza nami nie robi go w Izraelu) czy wino lodowe. Potem pojawiły się odmiany portugalskie – tinto cão i touriga nacional, coraz popularniejsze w świecie. Ostatnio wprowadzamy także pinot gris, ale w bardzo niewielkich jeszcze ilościach.
Dostrzegamy także światową modę na wina różowe i chcemy zdobyć tu przyczółki – stąd pojawiło się nowe wino w linii Mount Hermon – stuprocentowy różowy syrah – ciemniejszy i bardziej owocowy niż większość win tego rodzaju. Mam nadzieję, że dorówna pod względem popularności swoim biało-czerwonym braciom spod znaku góry Hermon.