Afrykańska perełka

Michał Bardel07.03.2017 07:48

„Paarl”, na co wpadnie każde chyba dziecko, oznacza po holendersku „perłę”. Nazwa przylgnęła do gołej skały wznoszącej się nad miastem o tej samej nazwie, stolicy dystryktu o tej samej nazwie, albowiem po deszczu – podobno – lśni ona niczym najczystszy klejnot.

Byłem w Paarl kilka razy, ale nigdy nie lśniła. Bo też o deszcz (poza miesiącami zimowymi) tutaj wcale niełatwo.

Winnice dystryktu Paarl, wciśniętego między Swartland, Wellington, Stellenbosch i Franschhoek, położone są w trzech niezwykłych miejscach: na północnych stokach góry Simonsberg, pod samą Pearl Rock i w malowniczej dolinie rzeki Berg. Szczególnie pierwsze dwie lokacje pozwalają winoroślom wyjątkowo głęboko penetrować bogatą w granit i iłołupek (ale nic poza tym) glebę, co – jak wiadomo – wychodzi im tylko na dobre. To kraina niemal stworzona dla shiraza. Rośnie go tu tyleż samo co drugiej doskonale tu rodzącej odmiany, czyli cabernet sauvignon, choć obydwie je bije na głowę steen, czyli chenin blanc. Powoli zaś rośną w siłę (na zdecydowanie najcieplejszych stanowiskach) viognier i mourvèdre.

Fot. ArchiwumW pewnym sensie tu właśnie bije historyczne serce nowoczesnego winiarstwa przylądkowego. W Paarl do dziś ma swoją siedzibę i potężne piwnice słynna kooperatywa KWV, tu także robią swoje wina takie legendarne wytwórnie jak Nederburg (3 miliony skrzynek rocznie, ale ile przy tym międzynarodowych nagród!) czy Fairview (trzy dekady nieustających sukcesów, wspaniałe sery!) – żeby wspomnieć tylko o tych największych. Na południe od miasta Paarl swoją winiarnię i winnice ma także butikowa Vilafonté nadzorowana przez niezwykle utytułowaną amerykańską winemakerkę Zelmę Long uznawaną za pionierkę kalifornijskiego winiarstwa (jest także współwłaścicielką jednej z tamtejszych wytwórni), zaś jadąc jeszcze kilka kilometrów na południe, trafimy do równie słynnej posiadłości Rupert & Rotshchild, założonej we 1997 roku przez Antona Ruperta i barona Edmunda de Rotshchilda (uwaga: Edmunda Adolfa! Nie jego dziadka, Edmunda Jamesa, o którego winnych zasługach dla państwa Izrael piszemy także w tym numerze), a dziś pozostającej w rękach synów obydwu założycieli.

Obecność Francuzów lub tylko francuskich nazwisk i nazw własnych w Paarl nie powinna nikogo nadmiernie dziwić. Niemal natychmiast po założeniu tu pierwszych farm (1687) na mocy dekretu gubernatora Simona van der Stela nad brzeg rzeki Berg przybyli hugenoccy rolnicy. Zwabiły ich tu iście śródziemnomorski klimat i wspaniałe warunki do uprawy nie tylko winorośli, ale również wielu innych owoców i warzyw. Do dziś ogromna część tego asortymentu na południowoafrykańskim rynki pochodzi z dystryktu Paarl.

Paarl uznawane jest także za kolebkę języka afrikaans – owej szczególnej mutacji języka holenderskiego, która przyjęła wpływy miejscowe (języki khoisan), niemieckie i malajskie. Tu powstało w 1875 roku Genootskap van Regte Afrikaners (Towarzystwo Prawdziwych Afrykanerów) i zaczął ukazywać się miesięcznik (a wkrótce tygodnik) „Afrikaans Patriot”. Wreszcie w tym właśnie mieście zakończył odbywanie dwudziestosiedmioletniej kary więzienia Nelson Mandela. 11 lutego 1990 roku opuścił on mury Drakenstein Correctional Centre, by w ciągu czterech lat doprowadzić do pierwszych wyborów z udziałem czarnoskórych obywateli i objąć stery władzy w RPA.

Paarl

Klimat – śródziemnomorski, z bardzo niewielkim wpływem zimnych prądów znad False Bay. Długie, gorące lata, deszczowe zimy.
Gleba – różnorodna, na najlepszych działkach przeważają granity, łupki ilaste, piaski.
Uprawiane odmiany: chenin blanc, cabernet sauvignon, shiraz, pinotage, chardonnay, merlot.
Powierzchnia winnic: około 16 tys. ha.

Czas Wina nr 84

Zdjęcia

Twój komentarz
FB