Austriacka Szampania i piramida

Produkcja win musujących zawsze była oczkiem w głowie austriackich winiarzy, zwłaszcza od kiedy tanie włoskie wina musujące zainstalowały się na dobre na półkach miejscowych sklepów. Austriacy postanowili dać im odpór i poszło im całkiem składnie.

Z uwagi na wiedeński dwór, wina z bąbelkami miały w stolicy wielki zbyt. Jednak często musiano polegać na piwnicznych zapasach – XIX wiek nie był, mówiąc oględnie, najlepszy dla austriacko-francuskiej wymiany handlowej. Częściej wymieniano się uwagami na polach bitewnych. Sława szampana była tu jednak tak wielka, że coraz to nowi przedsiębiorcy zabierali się za wyrób podobnych win – win robionych metodą szampańską. Jest to dość ciekawe zjawisko, bowiem wpływy austriackie w Veneto i Lombardii były jeszcze długo mocne, ale Wiedeń właściwie nie interesował się włoskimi osiągnięciami na tym polu. W czasach nam współczesnych zemściło się to nieco, bowiem Austria stała się jednym z najpoważniejszych importerów włoskich win tego typu. Jednak nie są to wina wielkie – zwykle najprostsze wina gazowane, a ostatnio prosecco zalegają półki wszystkich supermarketów.

fot. archiwum W. GogolińskiWażniejsze jest jednak, że już w XIX wieku położona wokół Wiednia Dolna Austria stała się wielkim ośrodkiem produkcji win musujących robionych metodą szampańską, a wkrótce i centrum ich eksportu. Osobą, która stworzyła rodzime „szampany”, był szwabski Niemiec, Robert Schlumberger, który sztuki ich wyrobu uczył się w Szampanii. Podróżując później po Europie, poznał przyszłą żonę, Austriaczkę. Wkrótce małżonkowie kupili winnice w Bad Vöslau pod Wiedniem i osiedlili się w stolicy monarchii, gdzie Robert otworzył w roku 1842 wytwórnię champagnerów – bo tak wówczas określano wina musujące. I choć założyciela firmy uważano początkowo za niegroźnego, „zwariowanego barona”, to 50 lat później w firmie pracowało już 150 osób, a wina eksportowano do Indii, Australii, a nawet Ameryki Południowej. Wytwórnia istnieje do dziś w Wiedniu w gigantycznym, modernistycznym budynku przy słynnej Heiligenstädter Straße.

Ale chętnych do wyrobu win z bąbelkami (sekt(niem.) wino musujące, wytw. gł. metodą tradycyjną lub m... (...)) nad Dunajem jest wielu, dlatego władze winiarskie od kilku lat porządkują zasady ich produkcji i oznaczeń na butelkach. Powstała ich swoista piramida jakościowa i dotyczy wyłącznie win tego typu. Wszystkie wina muszą posiadać apelację, czyli kontrolowaną nazwę pochodzenia – Geschützter Ursprung, co w skrócie oznacza się na etykietach jako Sekt g.U.

W tej grupie wina dzielą się na dwie grupy – Sekt g.U. Klassik oraz Sekt g.U. Reserve. Pierwsze może być wyrabiane metodą tradycyjną lub zbiornikową, ale musi spędzić nad osadem co najmniej dziewięć miesięcy. Drugie, reserve, można robić wyłącznie z owoców zbieranych ręcznie, przerabianych metodą szampańską oraz musi spędzić nad osadem aż osiemnaście miesięcy.

Na przyszły rok przewiduje się debiut najwyższej kategorii austriackich win musujących – Sekt g.U. Große Reserve. I już nie mogę doczekać się pierwszych próbek tych win.