Bogu co boskie

Łukasz Wojnarowicz27.07.2016 10:20

Każda rzecz i czynność na świecie ma swojego patrona. Dziś są nimi święci, kiedyś byli to bogowie. Wino nie może być tu wyjątkiem, ponieważ jego rola była kluczowa dla rozwoju naszej cywilizacji. A bogowie, tak jak ludzie, też lubią się napić i dobrze bawić. Zatem pijmy i chwalmy pana lub panią wina przez kolejne tysiąclecia.

Pierwszego boga wina nigdy nie uda nam się poznać. Przyczyna jest prosta – w owych odległych epokach ludzie byli niepiśmienni i poza sztuką symboliczną nie przekazali wyraźnych wskazówek co do tożsamości hipotetycznego bóstwa. Zdobywanie jedzenia i codzienna walka o przetrwanie nie pozostawiały wielu sił, które można było poświęcać zabawie i piciu wina. W ich ciężkim życiu boska opieka była bardzo potrzebna, więc chętnie się jej polecali, uczestnicząc w składaniu ofiar i modłach. Wino było jednym z wielu darów składanych na ołtarzu. Jako owoc natury i rąk ludzkich w naturalny sposób znajdowało się w kręgu zainteresowań bogów wegetacji. Matka ziemia czy bóg deszczu i piorunów mieli wpływ na powstanie wina i to przede wszystkim im należało się ono w ofierze. Ich uniwersalny charakter zawierał w sobie wiele aspektów, które później rozdzielono pomiędzy bardziej wyspecjalizowane bóstwa. Zanim wyznaczono odpowiednio temperamentnego boga, którego domeną było przede wszystkim wino, musiało minąć kilka tysięcy lat.

Sumeryjski początek
Fot. shutterstock.com / hallam creationsBogowie – na obraz ludzi – mieli swoje słabości i przywary. Ich burzliwe i gwałtowne życie rodzinne odzwierciedlało życie śmiertelnych. A w nim zawsze gdzieś obecne było wino i inne napoje alkoholowe. Słabość do piwa i wina daktylowego miał sumeryjski bóg Enki. W jednym z mitów podczas wizyty na wyspie Dilmun, dziś nazywanej Bahrajnem, folguje sobie w niepohamowany sposób. Odurzony znaczną ilością alkoholu, płodzi bez opamiętania w serii kazirodczych aktów swoje potomstwo, na każdym poziomie pokrewieństwa. Ostatecznie kres tej orgii kładzie pierwsza żona Enkiego, bogini Ninhursag, której przydomek brzmiał Matka Wszystkich Istnień, podobnie jak biblijnej Ewy.
To dość naturalne i oczywiste połączenie bogów, wina, seksu i powstania nowego życia będzie miało bardzo długą historię, zakończoną dopiero pojawieniem się posępnego i surowego chrześcijaństwa.
Pierwszą boginią, której jednym z atrybutów było piwo i wino, została sumeryjsko-akadyjska Siduri. W późniejszych okresach utożsamiana z Ishtar, żywiołową panią wojny i miłości. Sama Siduri była karczmarką, która próbowała zainteresować Gilgamesza korzystaniem z uciech życia, a nie szukaniem wiecznego życia. Cechy obu bogiń z czasem zlały się w jedno i pozostały w pamięci ludów Bliskiego Wschodu, by w kilka wieków później zrodzić najbardziej znanego boga wina – Dionizosa.

Bes i Ozyrys
Wszystkie ludy starożytnego Bliskiego Wschodu uważały, że Egipcjanie są jacyś dziwni. Pewnym potwierdzeniem tej obserwacji był przykład egipskiego boga wina. Nie była to zgrabna, namiętna bogini, ale groteskowy, choć równie zapalony karzeł Bes. Z jego charakterystycznymi krzywymi nogami, długim jęzorem i równie okazałym fallusem daleko mu było do egipskiego kanonu piękna. Jego przedstawienia en face, w przeciwieństwie do klasycznego profilowego ukazywania bogów i ludzi, sugerują obce pochodzenie. Ale nie przywędrował on z dworu bogini Ishtar ze wschodu, skąd zresztą dotarło do Egiptu wino w IV tysiącleciu p.n.e. Bes dotarł z dalekiego południa, z terenu dzisiejszego Sudanu. Mały bóg bardziej jednak skupiał się na piciu wina niż jego wytwarzaniu. To pozostawało w gestii Ozyrysa, głównego boga egipskiego panteonu, zmartwychwstającego co roku zgodnie z rytmem wegetacji. Gdy nastawał czas wylewu Nilu, rolnicy mieli czas zająć się położonymi wyżej na zboczach doliny winnicami. Każdy z owoców ziemi zawdzięczał swoje powstanie Ozyrysowi, więc należał mu się również w ofierze. Odpowiednie ilości zbóż i wina przyjmowali w jego imieniu pokorni kapłani.

Dionizyjski szał
Fot. shutterstock.com / alessandro0770Grecki Dionizos, jak już wiemy, pochodził ze wschodu. Zawsze był uważany za młodego boga i tak mogło być w rzeczywistości, ponieważ w greckim panteonie pojawił się dopiero w I tysiącleciu p.n.e. Jako syn Zeusa z nieprawego łoża nie miał łatwych relacji z jego żoną Herą. Postarała się ona, by jego matka Semele zginęła w męczarniach, w dodatku na własną prośbę, spalona widokiem prawdziwego oblicza Zeusa. Sześciomiesięczne dziecko zostało uratowane przez ojca, który zaszył je sobie w udzie. Po drugich narodzinach losy małego Dionizosa nie wyglądały lepiej. Jakiś czas później, gdy Hera w końcu go odnalazła, zesłała nań szaleństwo. Młody Dionizos tułał się niespełna rozumu po całym Bliskim Wschodzie do czasu spotkania potężnej frygijskiej bogini Kybele, która go odczarowała oraz nauczyła swoich misteriów. Powrócił wtedy triumfalnie do Grecji i został uznany przez bogów, choć przez swoje doświadczenia życiowe bardzo się od nich różnił. Jego rydwan prowadzony przez pantery, pamiątka po wyprawie do Indii, budził grozę w całej Grecji. Towarzyszący mu orszak był na nieustannym rauszu. Napotykane kobiety chętnie do niego dołączały, zrzucając z siebie odzienie oraz wszelkie nakazy życia rodzinnego i w szale biegając po całej okolicy. Stawały się gotowymi na wszystko bachantkami, zdolnymi na rozkaz boga rozszarpać jego wrogów gołymi rękami. Królowie wycinający poświęconą mu winorośl lub sprzeciwiający się udziałowi swoich córek w bachanaliach, źle kończyli. Gdy gniew Dionizosa spadał na całe królestwa, nawet niemowlęta nie mogły być pewne jutra.

Owoce kultu Dionizosa
Gwałtowny charakter boga na szczęście nie objawiał się zbyt często. A i jego kult nie polegał wyłącznie na pijaństwie i orgii. W starożytnej Grecji aż cztery razy w roku obchodzono święta ku czci Dionizosa. Lenaje, z okazji tłoczenia wina, były okazją do wystawiania inscenizacji mitów związanych z patronem, włączając w to elementy mniej poważne i przystojne. Kolejne w kalendarzu były Małe Dionizje, urządzane z okazji otwierania amfor z młodym winem. Antesterie to już święto związane z inauguracją nowego rocznika. A najważniejsze Wielkie Dionizje, obchodzone wiosną, wiązały się z procesją z posągiem Dionizosa i świętem państwowym. To wtedy odbywały się misteria, poprzedzone hałaśliwymi śpiewami, tańcami i przemarszem orszaku młodego boga przez miasta. Dytyramby, czyli pieśni wykonywane przez przebranych za kozły akolitów, prezentowały mity Dionizosa w formie zarówno komicznej, jak i tragicznej. Przedstawienia te z czasem uniezależniły się od procesji religijnej i dały początek sztukom teatralnym. Sacrum i profanum obecne w kulcie Dionizosa, dały początek najważniejszemu wątkowi kultury grecko-rzymskiej. To właśnie teatr grecki jest wspólnym mianownikiem każdego aspektu kultury, która nas dziś otacza. Dzięki niech będą Dionizosowi.

Rzymski Bachus
Rzym z początku opierał się kultowi chaotycznego boga wina, ale ostatecznie przyjął go jeszcze w okresie Republiki. Choć zawsze istniała duża opozycja prawych obywateli, strzegących prawdziwie rzymskich wartości. Podobnie jak kiedyś w Grecji, choć wtedy te tradycje nazywano prawdziwie greckimi. Jednak skoro sam Juliusz Cezar był wielkim entuzjastą misteriów dionizyjskich, tym łatwiej wesoły kult rozprzestrzenił się na nowych terenach. Grecki bóg stał się Bachusem i w ramach Cesarstwa jego działania oraz liczba wyznawców uległy zintensyfikowaniu i zwielokrotnieniu. Misteria i niezależne już od swojej religijnej genezy sztuki teatralne były bardzo popularne w całym Imperium. Z czasem dawne ceremonie ku czci Dionizosa-Bachusa zastąpiono zwyczajnym piciem wina w gronie znajomych. A hałaśliwa procesja orszaku młodego boga ograniczała się do okrążania sceny teatru, gdzie dalej odgrywano jego mity. Aż do czasu, gdy ze wschodu nadeszło chrześcijaństwo i diametralnie zmieniło podejście ludzi do religii i sztuki.

Zdjęcia

FB