Casa de la Ermita

Michał Bardel16.04.2018 12:27

Degustacje w ciemno to nie tylko świetna zabawa dla kiperów.

Fot. ArchiwumTo także okazja, by nieustannie zdawać egzamin zawodowy: bezcenna bywa mina dziennikarza, który z podróży po wielkim winnym świecie sprowadza próbki win, o niczym innym jak o ich doskonałości rozpowiadając po całym zakładzie, po czym sam, osobiście, bez niczyjej złośliwej pomocy, ocenia je w ciemno jako „ledwo pijalne”… Ale bywa i na odwrót. Przeglądając stare moleskiny z tysiącami not degustacyjnych z ostatnich lat, trafiłem bowiem niedawno na pewną degustację w ciemno win hiszpańskich, w której zdumiewająco wysoko, bo na 88 punktów, oceniłem dwa wina z tej samej winiarni. Zdumiewająco zważywszy na fakt, że są to wina z tzw. entry level, a więc najbardziej korzystne cenowo. Z jakiegoś tajemniczego powodu wina te nie pojawiły się w naszych zestawach (a może się pojawiły, tylko pamięć mnie zawodzi). Jakby nie było, postanowiłem je odgrzebać i pokazać Państwu w naszych specjalnych zestawach redaktorskich. Po kilku latach mają już nieco inną etykietę, inny – rzecz jasna – rocznik za nimi stoi, niemniej pozostają w stylu, który zapamiętałem z tamtej degustacji.

Casa de la Ermita Blanco to stuprocentowe macabeo (w regionie Rioja mówią „viura”, ale brzmi to nieładnie, sucho jakoś, poza tym nie jesteśmy w Rioja, a w Jumilli), ale macabeo szczególne. Przez osiem godzin maceruje się je bowiem ze skórkami, wyciągając z nich całą masę dodatkowych silnych aromatów, a przy tym nabierając nieprawdopodobnej krzepy. Brzoskwinia, gruszka, ananas i marakuja (w Polsce mówią „męczennica jadalna”, ale kto by jadał męczennice…) w pierwszym szeregu, w drugim trochę kwiatów (jaśmin?) i pomarańczy. Wszystko ładnie zrównoważone, eleganckie, zupełnie nie pasujące do gorącej Jumilli.

Casa de la Ermita Joven Ecológico to z kolei równie stuprocentowy monastrell (Francuzi mówią „mourvèdre”, ale czego oczekiwać, skoro na komputer mówią „ordinateur”). Niby wciąż jeszcze młody, ale już tłusty i mięsisty (taka odmiana), przyjemnie miękki na podniebieniu, w nosie zaś mile kwiatowo-lukrecjowy. Wytrawny, ale w otoczce upajającej słodyczy.

Obydwa wina mogłyby z powodzeniem wylądować na półce (albo i dwóch) wyżej, ale Casa de la Ermita straciłaby wówczas swój zasadniczy rys charakterologiczny. Jest to bowiem w całej Walencji producent o zdecydowanie najlepszej relacji jakości do ceny.

Czas Wina nr 90

Zdjęcia

FB