Château Haut-Brion 2004

Marek Bieńczyk20.06.2012 13:34

Château Haut-Brion, leżący dziś w apelacji Pessac-Leognan, różni się od pozostałych premiers grands crus classés zarówno swym położeniem geograficznym, jak i stylem.

Można powiedzieć, że tutejsze wino jest miejskie: miasto Bordeaux rozrosło się do tego stopnia, że otoczyło winnice swymi domami i drogami. Najwygodniej jest tu dojechać z nieodległego centrum tramwajem.

Co do stylu, najłatwiej zacząć od stwierdzenia, że Haut-Brion nazywano kiedyś winem intelektualistów. Niewiele to ostatecznie znaczy, ale określenie sugeruje, że epatuje ono subtelnościami i głębiami, miast siłą i potęgą – w przeciwieństwie do Latoura czy Moutona-Rothschilda. Kilka jego dawnych roczników przeszło do dziejów. Sam przyznam, że rocznik 1989, pity przeze mnie trzy lata temu, pozostaje dotąd moim winem życia.

Historia posiadłości jest wyjątkowo długa; wiadomo dobrze, że w chwili, gdy Anglicy zaczęli poważnie podchodzić do wina, czyli od XVII wieku, cieszyło się ono największą estymą w Londynie i wspominał już o nim w swych słynnych dziennikach Samuel Pepys. Odkryłem sporo butelek Haut-Brion w hrabiowskiej kolekcji Zygmunta Krasińskiego, jednego z trzech naszych „wieszczów”. Tyle że wówczas wino nosiło imię ówczesnego właściciela, de Pontaca. Fama wina i jego ceny były tak wysokie, że jako jedyne wino spoza Medoku znalazło ono miejsce – i to od razu najwyższe – w klasyfikacji z 1855 roku.

Fot. Domaine Clarence Dillon SASNajnowsza historia posiadłości wiąże się z dwoma rodami. Rodzina dzisiejszych właścicieli to potomkowie amerykańskiego bankiera Clarence’a Dillona, który kupił Haut-Brion w 1935; wśród nich jest książę Robert Luksemburski, który sprawuje obecnie rządy. Ale drugie nazwisko – rodu Delmasów – jest nie mniej ważne. Delmasowie to z ojca na syna zarządcy posiadłości i właściwi autorzy wina. Jean-Bernard Delmas, jedna z najbardziej cenionych postaci w najnowszych dziejach Bordeaux, jako pierwszy wprowadził do winifikacji kadzie stalowe wyprodukowane według jego własnego projektu. To on czuwał nad winem przez ponad 40 lat i to on stał na straży tradycyjnego stylu, o którym była mowa na początku. Kilka lat temu ustąpił miejsca swemu synowi Jean-Louis’owi, który, nie zmieniając gruntownie wizji Haut-Brion, jaką miał jego ojciec, wino nieco unowocześnił, co znaczy, że dodał mu nieco koncentracji.

Rocznik 2004, bardzo obfity, nie uchodzi dziś za tak wybitny jak 2005 czy 2009 i 2010, lecz koneserzy go cenią. Przyniósł on wina eleganckie i harmonijne, nawet jeśli nie tak bardzo cielesne jak we wspomnianych rocznikach. Piłem Haut-Brion 2004 (61 proc. merlot, 20 proc. cabernet sauvignon i 19 proc. cabernet franc) na miejscu, w obecności Jean-Louis Delmasa, w 2006 roku, tuż po zabutelkowaniu. Miało swój typowy bukiet, cichy na początku, z czasem się otwierający i uderzający tutejszą specialité de la maison, czyli nutami palonymi (cygara, kawy, czekolady), a także, obok oczywiście świeżych owoców leśnych, aromatami lukrecji. Usta są delikatne, potoczyste, w stylu klasycznym, z pięknymi garbnikami, które powinny się szybko wtopić i dać gładki, aksamitny finisz. To wyrafinowane, rasowe wino dla zwolenników bardziej klasycznego bordeaux, w mniejszym stopniu dla amatorów mocarnych win z Prawego Brzegu.

Haut-Brion świetnie się starzeje, rocznik 2004 będzie dobrze się sprawował do roku 2025 co najmniej, lecz nie należy w mym odczuciu zbyt długo zwlekać. Butelkę można otworzyć już w okolicach roku 2013–14. Robert Parker ocenił wino na 92 punkty (na 100), Wine Spectator na 95, Jean-Marc Quarin na 17,5 (na 20).


Marek Bieńczyk
pisarz i krytyk winiarski, autor Nowych kronik wina; stały współpracownik „ Magazynu Wino”, „Forbesa” oraz wininicjatywa.pl.

Czas Wina nr 56

Zdjęcia

FB