Czerwona bomba Europy

Środkowy i Południowy Burgenland to miejsca ciągle zapomniane. Oczywiście nie przez tych, którzy wiedzą, czym się różni winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) czerwone od wina czerwonego właściwego.

Producenci tych najlepszych na świecie cieszą się tylko z jednego – że Burgenland, ten na południe od Jeziora Nezyderskiego, ma zbyt mało winnic, by im zagrozić. W przeciwnym razie burgenlandzkie czerwone petardy narobiłyby wiele szkód w zarezerwowanych dla nich piwniczkach kolekcjonerów.

Mówiąc przekornie, Środkowy i Południowy Burgenland leżą tam, gdzie kończą się wpływy Gerharda Rettera i Williego Balanjuka. Pierwszy to ekspert od Styrii, a prócz tego właściciel baru w Berlinie i knajpy w Hamburgu. Willi z kolei to niezmordowany propagator win burgenlandzkich, ale bardziej tych z obu wybrzeży Neusiedler See, a ostatnio także szef działu winiarskiego najważniejszego niemieckiego miesięcznika kulinarnego „A la Carte”. Oczywiście, przekornie, bo obaj świetnie się znają na flaszkach z całego Burgenlandu, ale faktem jest też, że ten obszar nie ma swojej prasowej twarzy. Oprócz samych winiarzy, rzecz jasna.

fot. Bernhard SchrammOba okręgi nie są turystycznymi wizytówkami Austrii, czasem mijamy je, mknąc do Włoch, czasem zajrzymy tu, wędrując po sąsiednich Węgrzech. Życie płynie tu „płasko” i „zielono” – nie ma tu ani gór, ani zbiorników wodnych. Nieliczne pagórki w oczach miejscowych urastają do roli potężnych grani, a wiosko-miasteczka traktowane są niemal jak wielkie metropolie. Skusić to może tylko rowerzystów i bardzo zadeklarowanych ekowakacjowiczów, bo nawet nie krwistych ekologów – jest tu tak zielono, naturalnie i pierwotnie, że nie ma się o co ani z kim bić. Pofolgować mogą sobie tu jedynie modni ostatnio dietetyczni coache – piecznie i gulasze, szynki, specki i wędliny (a wszystko z kapustą i ziemniakami!) to podstawa miejscowego menu. No i jeszcze prawdziwe kiszeczki. Ale „trenerzy” od diety jakoś dziwnie trzymają się jednak wielkich miast i telewizji śniadaniowych. I niech tam zostaną.

Burgenland (choć niemieckojęzyczny) należał w cesarsko-królewskiej monarchii do Królestwa Węgier, zaś w jego granicach – do magnackiej rodziny Eszterházy, od XVI do XX wieku najwierniejszych druhów cesarskiego tronu. Ich posiadłości obejmowały niemal wszystkie ziemie uprawne tego landu, będącego spichlerzem zbożowym całej monarchii. Wina robiono tu niewiele, bo i tak w kraju było go aż nadto.

Sprawy zaczęły przybierać zupełnie inny obrót po traktacie w Trianon, kiedy w malutkiej już Austrii białego wina było w bród, zaś czerwonego trzeba było szukać ze świeczką. Zaczęto sadzić wszędzie dopiero co wymyślonego zweigelta, pojawił się blaufränkischaustriacka odmiana czerwonych winogron, uprawiana głównie ... (...). Wina czerwonego było jednak tak mało, zaś technika tak wątła, że rynek zalały masy czerwonawego, podłego wina, za to na każdą kieszeń. Wkrótce okazało się, że tych odmian nie można sadzić wszędzie – najlepiej do tego nadawał się właśnie Środkowy i Południowy Burgenland, a przyczyna była prosta – to najcieplejsza część Austrii.

Kres takiemu podejściu położyły dwie ostatnie dekady ubiegłego wieku. Nie chodziło już o jakieś czerwone wino, bo to akurat stało się modne na całym świecie, a i w Austrii go nie brakowało – szeroką i swobodną strugą lało się przez italską i madziarską granicę. Austriackie białe wino stało się już wizytówką Europy Środkowej, wielce interesował się nim cały świat, pisała o nim Jancis Robinson. Przyszedł czas na czerwoną rewolucję. I ta się dokonała.

Dziś południowego Burgenlandu już nie ma – stał się w całości nową apelacją DAC Eisenberg. I choć to największa część administracyjna regionu, winoroślVitis vinifera.. uprawia się tu jedynie na niewielkim obszarze (515 hektarów) ciężkich gliniastych gleb. Winnice ulokowane są tylko we wschodniej części okręgu, na granicy z Węgrami i skupiają się w dwóch ośrodkach: w okolicy miejscowości Eisenberg (stąd apelacjakontrolowana nazwa pochodzenia..) i Deutsch-Schützen oraz miasteczka Rechnitz. Dominują tu odmiany czerwone blaufränkisch i zweigelt, dające aksamitne, delikatne i wytrawne wina. Coraz częściej jednak można tu trafić na atramentowe, potężne wina, czasami wręcz ekstraktywne bomby (Krutzler!). Białe szczepy to tylko margines czerwonej produkcji.

Z kolei niewielki Środkowy Burgenland (ponad 2 tys. hektarów) to obszar, gdzie wybuchła austriacka czerwona rewolucja. Czerwone odmiany uprawia się tu aż na 70 procentach tutejszych winnic, rozciągających się na równinnych ilastych terenach wciśniętych pomiędzy Alpy a Węgry.

Trudno się więc dziwić, że oba okręgi często określa się mianem „Blaufränkischland”, czyli „kraj blaufränkischa”. Oprócz niego rozpowszechniona jest inna czerwona odmiana – zweigelt. Głęboka pokrywa glebowa dobrze trzymająca wilgoć oraz powodująca niskie zbiory (około 50 hl/ha) sprawia, że wina te posiadają swój rys – są wytrawne, ekstraktywne i nadają się do długiego przechowywania. Wiele z nich trafia dziś na kilka lat do dębowych beczek, co dodatkowo podkreśla ich charakter i wyznacza nowy kierunek wśród austriackich win czerwonych. Także wina ze środkowego Burgenlandu posiadają prawa do własnej apelacji – Mittelburgenland DAC – oczywiście, jeśli powstały z odmiany blaufränkisch!