Długa noc

Wojciech Gogoliński19.08.2016 13:50

Pułkownik Redl — zdemaskowany!

— Kobitki, kobitki… — zrzędził baron Giesl, który nagle wyprostował się jak struna, przywołując samego siebie do powagi . Pokój w Pradze istotnie przypominał damski buduar, ale baron miał do towarzystwa przysłanego z Wiednia sędziego Wortischkę, by obaj zrewidowali mieszkanie samego Alfreda Redla, szefa austro-węgierskiego wywiadu, w dodatku podejrzanego o intymne kontakty z młodszym oficerem.

Fot. Archiwum— Styryjski, a przedni — agenci Ebinger i Steidl wolno i ze smakiem sączyli rieslinga (1). Od kilku tygodni siedzieli w kanciapie głównego urzędu pocztowego w Wiedniu, czekając, aż ktoś podejmie przesyłkę złożoną na poste restante na hasło „Bal w operze 13”. W dwóch kopertach było 14 tysięcy koron — władze austriackie podejrzewały łapówkę lub szpiegostwo.
Z marazmu wyrwał ich tajny, acz przeraźliwy dzwonek, uruchomiony przez kasjera w okienku, kiedy interesant już opuszczał pocztę. Rzucili się za nim, zdołali jednak tylko zanotować numery taksówki.
— Na psa urok! Na kij nam w nocy ten numer — wycedził jeden z agentów. Wiedeń tonął już w zmierzchu, nad operą rysowała się misa księżyca. Była sobota 24 maja 1913 roku.
Tego dnia sprzyjało im jednak szczęście. W ich pobliże podjechał ten sam wóz.
— Gdzie gość, dokąd pojechał, jak się zachowywał?! — naciskają szofera, jednocześnie lustrując pojazd.
— Nerwowo otworzył scyzorykiem koperty, przejrzał zawartość i kazał się wieźć do cukierni Kaiserhof.
— Dawaj pan, jedziemy tam!
W drodze agenci znajdują futeralik od oficerskiego scyzoryka. Wszystko zajęło raptem pół godziny, ale w kawiarni gościa ubranego po cywilnemu już nie ma.
— Zamówił achterka najlepszego tokaju (3) i mokkę — nerwowo tłumaczy kelner. — Panie, to uważany lokal! — wyszeptał jeszcze na dość obcesowe zachowanie tajniaków.
— Ten pan posmakował wolno wina, szybko wypił kawę i wyszedł — szepnął stróż, mrugając okiem tajniakowi. — Zażądał do hotelu Klomser.
Agenci pobiegli tyłami opery, koło Sachera i Albertiny, by po chwili wpaść do Klomsera i przydusić portiera:
— Kto stoi w hotelu? — wycedzili. — Mów!
— Dyć dwóch bogatych kupców z Bułgarii, panie władzo. Z Kolarova są, jak zwykle, z winami przyjechali (4). Oraz pan pułkownik Redl...
Fot. Archiwum— Jezus, Maria! — truchleją agenci, do których nareszcie dociera dramat ich położenia. Przecież nie mogą sami zatrzymać pułkownika! Szefa wywiadu Austro-Węgier!
— Gdyby schodził, masz go spytać, czy nie zgubił futeraliku — rzuca jeden do portiera i zaczyna nerwowo przeglądać książkę telefoniczną na kontuarze. Drugi rzuca się do hotelowej budki poinformować przełożonych. Po chwili oberst Redl wolno schodzi, wciąga skórzane rękawiczki i dziękuje za futeralik.
— Nożyka używałem tylko w taksówce, odebrałem pieniądze — wolno waży swoje myśli. — Do tego ci tajniacy w budce i przy kontuarze, sam wymyśliłem te sztuczki.  
Wychodzi z hotelu, idzie w kierunku giełdy (tam jest kilka wyjść), zastanawia się. Po chwili wraca jednak do hotelu Klomser — dobrze wie, że nie ma dla niego ucieczki. Przed bramą hotelu zebrali się już wyżsi oficerowie, jeden z nich cicho podaje mu własnego browninga.
Zdrajca wchodzi do pokoju, siada i wzdychając, sięga po flaszkę. Zamyśla się nad kagorem (4), które zna z lwowskich lat młodzieńczych, ale otwiera butelkę Château de la Cour (5). Przez chwilę smakuje i bacznie przygląda się etykiecie:  
— Skąd to „grand cru”? Hm… może za pięćdziesiąt lat...
Na głuchy odgłos w kierunku pokoju energicznie biegnie Ebinger. Redl leży w pobliżu lustra z roztrzaskaną głową.
Sędzia Wortischka idzie pakować się na rewizję do Pragi.

Korzystałem m.in. z książki
Jarmark Sensacji Egona Erwina Kisch.

Polecam zestaw win:

(1) Riesling, KV ZGP Štajerska, Verus, Słowenia
(2) Tokaji Aszú Hattyus 5-puttonyos, Disznókö, Węgry
(3) Castra Rubra, RW Trakijskata Nizina, Telish, Bułgaria
(4) Kagor, Codru, Château Vartely
(5) Château de la Cour, AOP Saint-Émilion Grand Cru, Francja

Czas Wina nr 82

Zdjęcia

Twój komentarz
FB