Geolog w winnicy
Paweł Gąsiorek / 16.11.2009 12:43
Dlaczego wzięty geolog, współwłaściciel dobrze prosperującej firmy poszukującej ropy naftowej na zachodnim wybrzeżu Australii angażuje się w produkcję wina?
Hobby? Prestiż? – Poszukiwałem czegoś, co scali rodzinę, co da jej wspólny cel, na którym będziemy mogli się skupić, razem pracować, przebywać, rozmawiać.
– A właściwie to przez żonę. Cheryl pochodzi z winiarskiej rodziny i zawsze mnie do tego namawiała. Kiedyś jej ojciec zadecydował, że rodzinne winnice Thornów, w tym najstarsze w Australii krzewy shiraza, przejmie jej starszy brat. Wola ojca, rzecz święta. Ale to my robimy dzisiaj lepsze wina – śmieje się David Clarke, który dwadzieścia lat temu podjął decyzję o inwestowaniu w winnice w Barossie.
Dziś nie ma czego żałować. Cel został osiągnięty. Rodzinnym biznesem z dużym powodzeniem zarządza jego syn – Sam, pomaga mu siostra Nicole, a rodzicom, odkąd przeprowadzili się ze stojącego wśród winnic domu do Adelajdy, coraz częściej pozostaje jedynie przyglądać się osiągnięciom dzieci.
Nocą...
Wino rodzi się w winnicy, a nie w winiarni. To stara winiarska prawda powtarzana przez wielu. Nie ma dobrego wina bez dobrych winogron, a nie ma dobrych winogron bez dobrego siedliska. – Niektóre działki odwiedzaliśmy nocą i w świetle latarek wykopywaliśmy odkrywki, by wziąć próbki gleby do analizy. Gdyby sprzedający dowiedzieli się, jak świetne mają działki, ich cena poszybowałaby w górę. Trafiłyby zapewne w ręce jednego z kilku globalnych, australijskich producentów. Nas by nie było na nie stać – snuje swoją opowieść o początkach rodzinnego biznesu David.
Clarkowie od zawsze związani byli z geologią. „Praszczur” rodziny – James Clarke – w 1870 roku odkrył w Lady Alice złoża złota i zaszczepił w przyszłych pokoleniach „smykałkę do grzebania w ziemi”.
Jak na poważnego geologa przystało, David wziął się do swoich poszukiwań z właściwą dla naukowca systematycznością. Wiedział, jakiej ziemi potrzebuje pod swoje winnice. Wiadomo już było, że australijskie białe wina „ciągnie” chardonnay, a czerwone shiraz. Wiedział, że musi znaleźć odpowiednie miejsca dla poważnej produkcji tych szczepów.
Białe wina wymagają zimniejszych terenów, o co w Barossie nie jest łatwo. Trzeba jechać do wyżej położonej doliny Edenu i tam szukać. „Mount Crawford”, 37-hektarowa działka, okazała się najciekawsza dla przyszłych białych win. Po latach wiemy, że to najzimniejsza winnica w Południowej Australii, gdzie nie tylko chardonnay świetnie się udaje, ale da się wiele „wycisnąć” z pinot gris, a riesling śmiało może podjąć walkę ze swoimi „braćmi” z zimnej Tasmanii (by na kontynencie australijskim poprzestać).
Inspiracją dla drugiej winnicy w dolinie Edenu była legendarna Hill of Grace – jedna z najsłynniejszych winnic na świecie, dająca wina o tej samej nazwie, a która należy do pochodzącej z Dolnego Śląska rodziny Henschke.
David „przekopał” okoliczne tereny, efektem czego był zakup 100-hektarowej działki Milton Park. Rozpościera się ona po obu stronach rzeki North Para. Aluwialne gleby w pobliżu rzeki dają idealne warunki cabernetowi. Druga strona rzeki jest znacznie bardziej stroma. Gleby mocno przepuszczalne, głównie piaszczyste, z dużą ilością kamieni – to ulubione siedlisko shiraza. Całość uzupełniają winnice z merlotem i petit verdot
Dolina na siedlisko...
Grangie to obok Hill of Grace największa ikona winiarskiej Australii. Produkowane przez Penfoldsa wino pochodzi głównie z dwóch winnic: Kalimna i Koonunga Hill. Trudno się dziwić Davidowi, że tam również skierował swoje poszukiwania.
Efektem tego jest nabyta po sąsiedzku działka St. Kitts Vineyard. Wulkaniczno-łupkowy charakter gleby to świetne warunki do produkcji intensywnych, wysoko kwasowych win przeznaczonych do długiego leżakowania. Po starannej analizie podzielono działkę na kilka mniejszych „bloków” i obsadzono je shirazem, nebbiolo, cabernetem sauvignon, merlotem i malbekiem. Razem 79 ha.
Zanim jednak doszło do objęcia tych trzech winnic, pierwszym nabytkiem rodziny była trzydziestotrzyhektarowa winnica Kabininge na przedmieściach miasteczka Tanunda. Winnica to typowy przykład – jak nazywają to lokalni – valley for terroir. Tereny stanowiące dno doliny Barossy dają mocne skoncentrowane, pełne tanin wina, przez krytyków często nazywane blockbusters.
Winnica prawie w całości obsadzona jest shirazem, z niewielką domieszką cabernetów – sauvignon i franc. Stąd pochodzą dwa największe wina Thorn-Clarków: William Randel i Shotfire Shiraz.
Robert Parker oceniał je często na 92–94 pkt. Rzadko w klasyfikacjach schodzą poniżej – uznawanych za miarę wielkości – 90 punktów. To wszystko z winnic, które nie mają jeszcze dwudziestu lat. Na co stać w przyszłości te wina, gdy winnice osiągną dojrzały wiek? Czyżby śladem swojego prapradziada David odkrył nowe złoto?
Istota...
W tym miejscu dotykamy istoty Nowego Świata. W Europie, a przede wszystkim we Francji, większość ziemi nadającej się pod winnice dawno już została sklasyfikowana, zaszufladkowana do właściwej apelacji, z której wynika, co, kiedy, i ile można tam posadzić i produkować. W Australii tylko się uśmiechają, słysząc o tych praktykach. Szczęśliwy kraj gdzie biurokraci nie zwyciężyli jeszcze nad zdrowym rozsądkiem.
Na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku wprowadzono w Australii pierwsze winiarskie prawo, w którym określono regiony pochodzenia. Jednym z nich jest Barossa. Na pierwszej stworzonej wówczas winiarskiej mapie Barossy znaleźć można wszystkie cztery winnice Thorn-Clarka.
Czas Wina nr 42

