Iberia prawie cała

Wojciech Gogoliński12.06.2017 10:04

Historia wina łączy się z historią krajów winiarskich. To oczywiste – od życia codziennego na prowincji po najważniejsze stoły tych krajów. Bywa, że staje się przedmiotem sporów, wojen i regulacji wydawanych przez władców.

Także zajazdów – łatwiej oskubać komuś piwniczkę, niż samemu wino zrobić. Ale tutaj losy krajów Iberii są bardzo wyjątkowe.

Niedawno kupiłem świetną książkę Historia Hiszpanii napisaną przez aż trzech wielkich profesorów: Manuela Tuñona de Lara, Julio Valdeóna Baruque oraz Antonio Ortiza Domíngueza. Choć ich nie znam, napisałem „wielkich”, bowiem tak wynika z biogramów i zasług. Przeczytanie prawie 700-stronicowego dzieła zajęło mi równo dwie doby. Historia to moje hobby, nie mogę robić przerw na spanie, bo zawsze korci mnie i męczy ciekawość tego, co jest na następnych stronach.

Fot. ArchiwumNajbardziej ciągnęło mnie do tego, co też profesorowie piszą o arabskiej Hiszpanii, no i o portugalskim fragmencie Iberii, bo ten ostatni kraj „ewakuował” się ze wspólnoty dość późno, a i były próby ponownego zjednoczenia. Niestety tu się zawiodłem – okres od początku udokumentowanego zasiedlania półwyspu do 1492 AD, czyli upadku ostatniego muzułmańskiego emiratu Grenady (lub Granady), a więc z grubsza ponad dwa i pół tysiąca lat, zajmuje raptem sto stron. Ostatnie pięćset lat (niecałe, bo historia kończy się na epoce generała Franco) to kolejne sześćset stron. Spora dysproporcja.

Czyżby Hiszpanie wstydzili się osiemsetletniego panowania muzułmańskiego? Język hiszpański, a zwłaszcza nazwy własne, są kopalnią wiedzy dla arabistów, najwspanialsze zabytki hiszpańskiej architektury
(z wyjątkiem Gaudíego) to dzieła z czasów muzułmańskich. Sięgnąłem więc do innych opracowań – jest podobnie, ale nie mnie oceniać, z kim utożsamiają się dzisiejsi mieszkańcy Iberii. Tak jak i innych krain, z własną włącznie, a wiemy, jak u nas jest. Profesorowie nie używają nawet terminu „rekonkwista”, ale „konkwista” nie znajdując współtożsamości pomiędzy ludnością sprzed arabskiego najazdu a tymi, którzy ich pokonali.

Islam w wydaniu hiszpańskim niektórzy porównują z europejskim oświeceniem. W zasadzie każdy był tu wolny i robił, co chciał (z małymi wyjątkami). Kwitły nauki, rozwijała się sztuka i handel, szerokim strumieniem (choć węższym niż dziś) lało się wino. Kordoba, stolica kalifatu, w IX wieku osiągnęła populację pół miliona mieszkańców. Ponad tysiąc lat później, w 1900 roku, największa metropolia przemysłowa Hiszpanii – Barcelona i stolica kraju – Madryt, szczyciły się podobną liczbą mieszkańców.

Ale, ale… Właśnie wino. Część kraju nie została nigdy podbita, więc zacznijmy od wolnej Galicji i mojego ulubionego albariño od Martína Códaxa. To klasyk – nie trzeba nic dodawać. Poniżej Galicji jest portugalskie Porto – niemal obroniło swą niezależność (muzułmańskie było przez ok. 150 lat), choć współczesny kształt pochodzącemu stąd winu nadano znacznie później.

Zresztą rzeki Duero/Douro oraz Ebro – w czasie postępującej rekonkwisty – długo stanowiły linię graniczną pomiędzy Hiszpanami a Arabami. Także obszar leżącej nad Ebro Riojy wielokrotnie przechodził z rąk do rąk. „Wylosowałem” więc dla Państwa Mirto od Ramóna Blibao (tempranillo setka). Oczywiście niczego nie losowałem – to pewniak.

Katalonia została podbita, ale jakoś tak nie końca. Muzułmanie mieli tędy szlaki komunikacyjne, stąd także atakowali przez Pireneje Franków lub udawali się do będącej długo w ich rękach Septymanii (dzisiejsze Roussillon i Langwedocja). Ale prowincja cieszyła się dużą swobodą, dlatego warto za to spróbować cavy Palau z domu Mont Marçal.

Przejdźmy zatem do kalifatu. Arabowie całą swoją część Iberii zwali Andaluzją, do dziś nie wiadomo dlaczego. Przypuszcza się, że być może było to zniekształcenie słowa „Wandalowie” lub „Wizygoci”, bo z tymi plemionami germańskimi mieli kontakt. Ale Andaluzja to dziś południe kraju. Wybrałem więc dwie skrajne wersje sherry. Tío Pepe to dziś najsłynniejsze chyba fino na świecie. Wina typu „fino” są wytrawne i być może są pochodnymi takich nieco utlenionych wyrobów, jakie pito przed setkami lat. Wersja „cream” jest dziś słodka – być może taki kształt nadali jej Arabowie, choć sądzę, że raczej uczynili to Anglicy. Arabowie słyną z upodobania do rodzynków, deserów i innych słodkości, więc na potrzeby tego tekstu niech ta pierwsza wersja weźmie górę. O jakość możemy być spokojni – oba wina pochodzą z firmy González Byass, a to marka sama w sobie.
Kosztując tych wszystkich win, możemy sobie wyobrazić (jeśli tam nie byliśmy) spacer po Jerezie i  przywołać widok nadziemnych piwnic z małymi, okrągłymi okienkami pod dachami. Ten styl to także pozostałość po czasach arabskich. Możemy też zanurzyć się w ciekawej lekturze o historii Hiszpanii.

Polecam zestaw win:
Cava Palau Semi-Seco, Mont Marçal, DO CAVA
Tío Pepe Palomino Fino, González Byass, DO Jerez-Xérès-Sherry
Mirto Tempranillo, Ramón Blibao, DOC Rioja
Fonseca LBV Unfiltered, Fonseca, DOC Porto LBV
Martín Códax Albariño, Martín Códax, DO Rías Baixas
Solera Sherry Cream 1847, González Byass, DO Jerez-Xérès-Sherry

Czas Wina nr 87

Zdjęcia

Twój komentarz
FB