Inne rejestry

Paweł Gąsiorek10.03.2017 17:56

Czy ktoś jeszcze pamięta słynne zdanie z Bezdroży: „Jak podadzą merlota, to wychodzę”?

Wypowiedział je Miles, jeden z bohaterów filmu, orędownik i miłośnik pinot noir, a zaciekły wróg merlota. Od czasu tego filmu zresztą rozpoczął się wielki renesans pinot noir, co w niewielki sposób wpłynęło na ciągłą, wielką popularność merlota.

Patrząc na sprawę trochę szerzej i abstrahując już od tych dwóch konkretnych odmian, przyznać trzeba, że wyznaczają one pewną niewidoczną granicę dwóch winiarskich światów. Jeden – symbolizowany przez merlota – to dominujący w dzisiejszej winiarskiej produkcji świat bardzo owocowych, pełnych, mocno strukturalnych win. Mają ciemną, wręcz czarną barwę, są gęste, oleiste, często mocno dębowe. Drugi – ten pinocki – jest bardziej dyskretny. Jego owocowość oprawiona jest w mineralne ramy, jest zdecydowanie bardziej kościsty, uwodzi subtelnością raczej niż wybujałym ciałem. Barwę ma jaśniejszą, ceglaną raczej niż rubinową, a dębina – choć często producent jej nie oszczędza – schowana jest mocno w mineralności wina.

Oba te winiarskie światy swoje korzenie wywodzą z Francji. Bordeaux dało początek światu merlota. Szeroko rozlał się on po całej kuli ziemskiej. Dominuje mocno w Nowym Świecie. Dzisiejsze Chile, Argentyna, w dużym stopniu Australia czy RPA, to świat oddany tej odmianie. Również Europa przyjęła w większości ten styl. Dominuje on w Hiszpanii. Trudno zresztą, by było inaczej, skoro Rioja stworzona została przez winiarzy z Bordeaux. Południe Włoch, południe Francji, Rumunia, Mołdawia to w swojej większości także świat merlota.

Burgundia jest matecznikiem świata pinota. Tutaj liczy się przede wszystkim siedlisko. Tutaj nie ma łatwej drogi do sukcesu. Wino robi się dużo trudniej. Pinot uchodzi za najbardziej kapryśną w uprawie odmianę. Winiarze mówią: pokaż mi swojego pinota, a powiem ci, kim jesteś. Ale przede wszystkim dla odbiorców, dla konsumentów, pinot jest o wiele trudniejszy do zrozumienia. Jest mniej wybarwiony, często mniej gęsty, mniej oczywisty. Bardziej zniuansowany, wymagający lepszego zrozumienia. Świat pinota jest dużo mniejszy w swoim zasięgu od swojego konkurenta. Jego wielkim bratem jest nebbiolo, wraz z całym Piemontem. Siostrą jest Alzacja, a kuzynką Nowa Zelandia. W starej Europie krewniakami są Węgry i trochę Austria. Kalifornia jest mocno podzielona, podobnie jak niektóre regiony RPA.

W Polsce kochamy świat merlota i nie rozumiemy pinota. Wiedzę na ten temat czerpię nie tylko ze statystyk sprzedaży Domu Wina, ale też z komentarzy w naszej klubowej grupie degustacyjnej. Degustujemy zawsze „w ciemno”, nikt nie wie zatem, co pojawia się w jego kieliszku. Po wszystkim niektórzy uczestnicy przecierają oczy i z niedowierzaniem patrzą na swoje oceny burgundów czy barolo.

Jest trochę tak, że jeśli ktoś ma zapłacić dużo za butelkę czerwonego wina, to musi być ona „naj”. Musi mieć wszystkiego dużo, musi być jak Arnold  Szwarceneger czy Marilyn Monroe.

Burgundzki pinot wymaga też cierpliwości. Trzeba dać mu co najmniej dziesięć lat, by ułożył się w butelce i osiągnął swój optymalny moment. Ale kto we współczesnym świecie będzie czekał z butelką dziesięć lat? Ten, kto to zrobi, poczuje smak i wartość prawdziwego burgunda.

Bezdrożach Miles bardzo długo przechowuje butelkę Cheval Blanc 1961. On, miłośnik pinota, trzyma jak relikwię wino, które zrobione jest głównie z merlota. Wino na specjalną okazję, której jak do tej pory nigdy nie znalazł. Nigdy miejsce nie było wystarczająco dobre, okazja wystarczająco podniosła, a kieliszki wystarczająco dobre. W końcu – w przypływie depresji – wypija je w barze fast food i popija nim z papierowego kubka najzwyklejszego hamburgera.

To przestroga dla wszystkich długo przechowujących swoje najcenniejsze wina. Pamiętajcie, że każda okazja będzie się wam wydawać zbyt błaha, by odkorkować swoją najlepszą flaszkę. Oby nie skończyć tak jak Miles…

Zatem, panie i panowie, każda okazja jest dobra, by otworzyć wasze najlepsze butelki i wypić za miłość. W nowym roku pijmy za miłość.

Czas Wina nr 85

Zdjęcia

Twój komentarz
FB