Malbec. Historia jednej znajomości

Wojciech Gogoliński20.11.2017 07:58

Było to bardzo ciekawe zapoznanie. Połączone z okresem bardzo długiego rozstania. Kiedy wreszcie członkowie rodziny dowiedzieli się nawzajem o własnym istnieniu, żalom i niedowierzaniom nie było końca.

Nie wiedzieli nawet, że są krewnymi. Ale tak często bywa, gdy ktoś wyemigruje, a potem jego potomkowie spotkają wielce zabiedzonych krewnych. Jednak, o dziwo, wszystko skończyło się w miarę szczęśliwie. Zwłaszcza dla tych, którzy pozostali w ojczyźnie.

Fot. ArchiwumJestem przekonany, że kiedyś powstanie książka, którą na własny użytek nazywam „wielką księgą zdziwień”. Chodzi mi, rzecz jasna, o zdziwienia winiarskie. Nie mam też wątpliwości, że największy rozdział w niej zostanie poświęcony Francji. I wcale nie chodzi mi np. o szampana i jego historię, ale w ogóle o tradycję winiarską tego kraju, bardzo zawiłą i tak pokręconą, że niektórzy autorzy (nota bene – głównie francuscy) z gruntu ją całkowicie kwestionują. Nasze przywiązanie co do tego, że pewne regiony Francji w wyniku wielowiekowej (wielotysiącletniej!) historii czy tradycji są dziś z czegoś słynne, jest całkowitym zaprzeczeniem faktów. A dokładniej – gołosłownym ich naciąganiem.
Współczesnym autorom winiarskim sięgającym po równie współczesne „źródła” do głowy nie przychodzi, by zajrzeć do archiwaliów, a wtedy przekonaliby się, że klasyczne szczepy znane dziś choćby z Bordeaux wcale takimi nie są, a stały się nimi zupełnie przez przypadek. Lub choćby i takie zjawisko, że największe nasadzenia odmian hybrydowych, amerykańsko-francuskich, wcale nie nastąpiły po filokserze, ale w latach 50. i 60. ubiegłego wieku po szeregu ostrych zim i przymrozków. I że stanowiły wówczas niemal połowę areału upraw w tym kraju, a i dziś, choćby w Dolinie Loary, jest ich całkiem sporo.

Ameryka na horyzoncie
Kiedy na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku z południowej półkuli zaczęły do Europy docierać dziwne informacje, że w Ameryce Południowej nie tylko robi się wina (o tym z grubsza wiedziano), ale też że nagle stają się one konkurencją dla „prawdziwych” win europejskich, wywołało to szok. Ledwo co po dramatycznej Degustacji Paryskiej musiano zweryfikować informacje na temat win kalifornijskich, a tu nowa niespodzianka. Większość „niedzielnych” konsumentów zastosowała tradycyjną, znaną z psychiatrii metodę wypierania faktów ze świadomości – coś tam może i jest, coś tam wygrywa konkursy, ale nasze i tak jest lepsze. I już, bo tak.
fot. WikiCommonsAle wina z Ameryki Południowej nie wygrywały wielkich konkursów, tylko bezczelnie wciskały się na półki europejskich sklepów i jeśli we Francji można to było jeszcze zablokować urzędowo, to już w innych krajach zrobić się tego nie dało, nawet za pomocą perswazji. Wina „latynoskie” po prostu zaczęły wypychać z niskich i średnich (a potem i wysokich) półek tanie wyroby francuskie. Tak po prostu – były znacznie lepsze, wyraźnie tańsze i – co najważniejsze – powtarzalne. Konsumenci przestali zwracać uwagę na utyskiwania winiarzy znad Sekwany, że „rocznik był gorszy”.
Francuzi jeszcze nie zdawali sobie sprawy z tego, jak gigantyczny będzie miało to wpływ na ich rodzime winiarstwo, że wywróci to do góry nogami ich własny rynek, a półki ich sklepów i kontenery z eksportowanymi towarami zapełnią butelki ze zupełnie im dotychczas nieznanej Langwedocji, zaś na etykietach pojawią się nazwy często jeszcze bardziej im nieznanych odmian winogron.

Kim jest „przodek” z Argentyny?
Jedną z najbardziej nieznanych odmian, zwłaszcza we Francji, ale również poza jej granicami, był malbec. W kraju nad Sekwaną nikt go właściwie nie znał, dlatego wielu pytało: „C’est quoi, exactement, au diable?” – „Co to właściwie jest, do diabła?” Nikt nie znał, bo niewielu konsumentów interesuje się własną tradycją winiarską. A gdyby tak było, to wiedzieliby, że jeszcze sto lat wcześniej, otwierając flaszkę prostego, czerwonego bordeaux, trafiliby w ogromnej większości na kupaż malbeka z carménère (ta druga nazwa też pewnie niewiele by im powiedziała).
fot. WikiCommonsJedynymi, którym określenie „malbec” coś mówiło, byli mieszkańcy okolic cudownie pięknego miasteczka w południowo-zachodniej Francji – Cahors. Założona przez Rzymian osada słynęła przez wieki z lichwy (pożyczała tu kasę cała Europa) oraz czarnego wina, tak skoncentrowanego i mocnego, że jako jedno z nielicznych mogło być transportowane na wielkie odległości, choćby i do Rosji, gdzie zdobyło sobie wielkie uznanie. Tak wielkie, że zaczęto je na masową skalę podrabiać (słynne kagory!). Do miasteczka do niedawna można było wjechać przez bajkowy most Pont Valentré, choćby po to, by zobaczyć zjawiskową katedrę św. Stefana.
Jednak po wojnie stuletniej Cahors nigdy nie odzyskało dawnej świetności. Wyjątkiem było owo vin noir, robione właśnie z malbeka – odmiany niezwykle tanicznej i długowieczniej, ale niezbyt łatwej w uprawie, które zwyczajowo „podkręcano” jeszcze bardziej ekstraktywnym tannatem, znanym bardziej z okolic Madiran. Trudno było je robić także dlatego, że okolice Cahors są dość ciepłe i wilgotne, a w dodatku samo miasteczko jest otoczone z trzech stron przez wijącą się po okolicy rzekę Lot. Stąd winnice musiały być prowadzone często tarasowo na okolicznych wzgórzach, w każdym razie jak najdalej od rzeki, by owoce nie gniły. A co gorsza
– wina długo dojrzewały, by zyskać na gładkości, nie były więc najtańsze.
Kiedy wieści o światowych podbojach latynoskiego malbeka zaczęły docierać do Cahors, winiarze „tradycyjnie” nie przyjęli tego wiadomości, w dodatku wpadli niemal w szał, bowiem wiele winnic w Argentynie prowadzą… Francuzi lub są też tam konsultantami. Lokalne władze były tak pryncypialne i ze zdwojoną siłą zaczęły podkreślać, że wina w apelacji Cahors nie wolno robić w stu procentach z malbeka, bo to wbrew „tradycji” – musiały być mieszane z tannatem i np. merlotem, a na żadnym fragmencie etykiety nie wolno było umieszczać informacji o tym, że powstało ono głównie z malbeka!
Ale historii nie da się zawrócić kijem. Winiarze cahorscy zaczęli czytać coraz więcej o nieichniejszym malbeku, nie mogli wyjść ze zdumienia, że ich własna odmiana tak świetnie radzi sobie w warunkach skrajnie odmiennych – na targanych wiatrami podandyjskich kamienistych, suchych glebach, nawadnianych jedynie spływającą z gór wodą. W dodatku winnice lokują się coraz wyżej, na stokach jakichś wulkanów, także na „dachu” świata, w Cafayate. Ale najbardziej bolesne było zaś to, że cały świat kojarzy malbeka (tak, ich własnego malbeka!) z Argentyną, zaś miasteczko Cahors znane jest tylko z zabytków! O winach, tych o dwutysiącletniej tradycji, mało kto nawet wiedział! W dodatku za uprawę malbeka zaczynają się zabierać nie tylko Kalifornijczycy i Australijczycy, ale nawet… Włosi!
Tego było już za wiele – w końcu władze winiarskie tworzą sami winiarze i w dodatku je opłacają. Najpierw zezwolono więc, by na etykietach zaczęła się pojawiać nazwa „malbec”, potem zgodzono się, żeby wina można było robić w stu procentach z tego szczepu. Wkrótce zapotrzebowanie na lokalne wina wzrosło tak bardzo, że zaczęto malbekiem obsadzać nawet nadrzeczne, nadlotańskie niziny (tu pomogła nowoczesna technologia upraw). Stworzono coroczny festiwal tej odmiany, na który ściągają tłumy winomanów. Nareszcie… pogodzono się z Argentyńczykami, powstały wspólne projekty badawcze, rozdawano granty na badania nad oboma wersjami (klonami) malbeków, w końcu zaczęto wspólnie świętować.
Jeśli powstanie wielka księga zdziwień, historia malbeka zajmie tam poczesne miejsce. Ale akurat to zdziwienie ma dobre zakończenie.

Czas Wina nr 89

Zdjęcia

Komentarze

piknu / 20.11.2017 11:22

Thank you for sharing the post! It's so nice to see the information!

Mila / 27.11.2017 02:40

<a href="http://comofazerdetox.com/como-emagrecer/dieta-de-21-dias">Clique aqui</a>

theoriginalkisskrew / 14.12.2017 21:22

This is also a very good post which I really enjoyed reading. It is not everyday that I have the possibility to see something like this.

happynewyear2018quotes / 15.12.2017 04:57

Cheerful New Year Messages 2018 Happy New Year is a major occasion that the majority of the general population around the globe might want to celebrate.

Twój komentarz
FB