Maxime w Georges Noëllat

Jancis Robinson MW13.10.2017 17:43

Na dzisiejszym zatłoczonym rynku każdy producent musi mieć swój znak rozpoznawczy. Opieszałość na przykład.

Nigdy na żadnego winemakera nie musiałam czekać tak długo, jak na Maxime'a Cheurlin, 25-latka królującego obecnie w absurdalnie pełnej zasobów posiadłości Georges Noëllat w Vosne-Romanée.

Jason Haynes ze specjalizującego się w burgundach Flint Wines (jego żona jest z domu Gouges) postanowił organizować coroczny marcowy Tydzień Burgundzki dla brytyjskich miłośników wina, oferując degustacje komentowane, wydarzenia typu master class i kolacje. W czerwcu urządził imprezę testową. Gwiazdą wydarzenia był młody Maxime. Zgodnie z planem miał być jednym z gospodarzy podczas kolacji i – następnego dnia – degustacji branżowej oraz lunchu. Wszystko odbywało się w nowej, oferującej głównie burgundy restauracji La Cabotte w dzielnicy finansowej Londynu (Cabotte cieszy się dostępem do piwnic z dużym wyborem dojrzałych win).

Dotarłam na miejsce przed jedenastą. Wcześnie, bo odkąd przeprowadziłam się do centrum Londynu nie opanowałam jeszcze dobrze czasów dojazdu. Maxime najprawdopodobniej miał zjawić się o dziesiątej, aby sprawdzić wina, ale jeszcze nie było po nim śladu. Jason wyjawił mi, że poprzedniego dnia młody winemaker zaproszony był na godzinę 15.30, a zjawił się dopiero o 21.00. Nie wróżyło to najlepiej.

Do południa wszyscy zaproszeni goście byli już na miejscu. Kilkunastu z nas, branżowców oraz przedstawicieli mediów, zajęło się degustacją win z rocznika 2015, które wyszły spod ręki Maxime'a. Ten nadal do nas nie dotarł, choć zatrzymał się podobno w hotelu tuż za rogiem. Jason przyznał z ubolewaniem, że młody wolny mężczyzna jak Maxime prawdopodobnie nie poszedł grzecznie spać po kolacji poprzedniego dnia, odsypiał więc pewnie nadal noc pełną przygód. Jedna z kobiet uczestniczących w naszej kameralnej degustacji była wyraźnie zszokowana tym, że ktoś może jeszcze spać o 11.30 i namówiła Jasona, aby obudził delikwenta przy pomocy telefonu.

W końcu, o 12.04, w naszym polu widzenia pojawił się młody, krzepki mężczyzna o mętnym spojrzeniu. Miał na sobie obwisłe dżinsy i rozpiętą koszulę. Pałętał się niezręcznie to tu to tam do czasu, kiedy usiedliśmy nad naszym boczkiem i jambon persillé.

Siedziałam naprzeciw niego i nie mogłam wyjść z podziwu, że ktoś o tak – powiedzmy – swobodnym postrzeganiu czasu, jest w stanie mówić tak szybko – była to paplanina wprost niemożliwa do zrozumienia.

Jego historia jest doprawdy niesamowita i muszę przyznać, że wina sprawiły mi wiele przyjemności. Celem degustacji było zaprezentowanie najważniejszym klientom Flinta rocznika 2015 od Maxime'a – co następowało ponad pięć miesięcy po tym, jak większość burgundzkich importerów demonstrowało swoje portfolio – zwykle w pierwszych dniach stycznia. Jason miał na oku wina z tej posiadłości od kiedy Maxime wypuścił na rynek swój pierwszy rocznik 2010. Z pewną dozą drażliwości Jason wyznał, że z rocznikiem 2015 po raz pierwszy napotkał pewien problem – ceny zostały ustalone już w styczniu, ale nadal czekał na alokację (po ile skrzynek każdego wina trafi do Flinta). Maxime wolał wybrać się do Hong Kongu na zaproszenie swoich pełnych energii importerów niż zjawić się w styczniu w Londynie na degustacji burgundów u Jasona, czym zdecydowanie nie zaskarbił sobie jego sympatii.

Mimo wszystko Maxime ma przewagę i najwyraźniej dobrze zdaje sobie z tego sprawę. Burgundy nigdy nie cieszyły się większą popularnością (co przejawia się ostatnio absurdalnym wzrostem cen). W oczach większości kupców klejnotami korony Côte d’Or są wina z Côte de Nuits, a w szczególności te wywodzące się z  Vosne-Romanée lub okolic.

Maxime ma do swojej dyspozycji ponad 6 hektarów bardzo dojrzałych winnic najwyższej jakości w rdzennym obszarze posiadłości  Georges Noëllat, włączając w to prawie pół hektara 90-letnich krzewów w Vosne Beaumonts i równie stare winorośle w Grands Crus Echezeaux i Grands Echezeaux. Każdy, kto przejeżdża przez wioskę, pozna potężny dwupiętrowy dom przy ratuszu, zaraz obok rozległych piwnic Sylvain Cathiard, i ogromne litery na murze składające się w nazwę „Georges Noëllat”. Zmarły Georges był bratankiem Charles'a Noëllat, którego to posiadłość z lekką pomocą japońskich importerów w 1988 roku nabyła Lalou Bize-Leroy aby stworzyć podwaliny dla osławionej (choć z rzadka otwartej dla degustacji) Domaine Leroy.

W latach 1990–2009 cała produkcja  Domaine Georges Noëllat trafiała w ręce  negocjantów, głównie Jadota i Drouhina, a posiadłością zarządzała babka Maxime’a, wydana za Noëllata na południowym krańcu Szampanii. Maxime urodził się w Szampanii i jego siostra nadal tam mieszka. Ich babka musiała jednak dostrzec i docenić burgundzki potencjał w 18-letnim wówczas wnuku, ponieważ przekazała mu odpowiedzialność za rocznik 2010.

Nie zaszkodzi, że Maxime jest również członkiem potężnej dynastii Henri'ego Jayera i krewniakiem papieskiego bratanka Emmanuela Rougeta, z którym przez jakiś czas pracował, podobnie jak w posiadłości Gros Frère et Soeur w 2009 roku. Podczas studiów w Lycée Viticole w Beaune na dobre zapuścił korzenie w Burgundii.

Nie trwało długo zanim efekty jego pracy przyciągnęły uwagę, a na podstawie pierwszych roczników jego wina zyskały opinię szczególnie lekkich. Lecz po skosztowaniu zawartości ponad tuzina różnych butelek z rocznika 2015 i każdego jednego Vosne Beaumonts rzekłabym, że jest to raczej lekkość warsztatu. Od rocznika 2014 jego wina powstające z reguły z odszypułkowanych owoców i dojrzewające niemalże w 100% w nowym dębie, lecz nim nie przeciążone, charakteryzują się czarującym rozmachem w krągłości owocu w ustach, poprzedzonej względnie lekkim, pikantnym aromatem. W rzeczy samej, Maxime utrzymuje tak wyrazisty styl zarówno w winach wychodzących z jego własnej posiadłości jak i kilku tych przechodzących przez negociants, że jego rękę czuć wyraźniej niż różnice wynikające z odmiennych siedlisk – choć te pewnie z czasem się pogłębią.

Jego Grand Cru Echezeaux 2015 było winem absolutnie fenomenalnym i lekko przyćmiło Grands Echezeaux. Nie wydawał się zaskoczony takim stwierdzeniem z mojej strony. Nawet się ze mną zgodził, a przynajmniej tak mi się wydaje.

Jego podstawowe Bourgogne Rouge 2015 z 60-letnich krzewów już wtedy było absolutnie przepyszne, a do tego przystępne cenowo – £100 za sześć butelek u Flinta. Mam szczerą nadzieję, że w momencie, kiedy to czytacie, Jason Haynes już będzie wiedział, ile butelek może sprzedać.

Noty degustacyjne wspomnianych win i wiele więcej na JancisRobinson.com

Czas Wina nr 89

Zdjęcia

Twój komentarz
FB