Muzyka na smykach gra…

Redakcja19.08.2016 13:03

W zasadzie nie ma związku pomiędzy winem i muzyką. W tym sensie, że jakaś flaszka pasuje tylko do konkretnej partytury i szlus – innej się nie da. Kłamstwo, w praktyce i naukowo.

Podobnie jak nie istnieje muzyka ostatecznie wybitna, i ta śmieciowa, tak też nikt nie robi z zasady win złych i dobrych, które wszyscy ocenią jednako. To samo wino jednemu gra do Golden Brown Strenglersów, ktoś woli Perfect Strangers Deep Purple, zaś ktoś inny przymyka oczy wsłuchany w Mszę Händla czy w Nim wstanie dzień/Prawo i pięść „duetu” Komeda-Możdżer. Inaczej niż Wielka Brytania – chcąc zachować redakcję w całości – nie stawialiśmy sobie żadnych warunków wstępnych. Oto nasze wybory.

Fot. ArchiwumPaweł Gąsiorek
Cava Aliguer Brut

DO Cava, Hiszpania

Długo nie było tej cavy. Z jakichś niewyjaśnionych przyczyn producent zaniechał na parę dobrych lat produkcji tego wina. Wrócił teraz Aliguer Brut i jest świetny. Bardzo subtelne bąbelki, małe, ale ostre jak szpilki, świeży owocowy nos z dominującą rolą cytrusów, w ustach dojrzałe, pełne, z miłą goryczkową nutą w końcówce.
Podałbym je do trójki tenorów. Tak jakoś mi się kojarzy i sam do końca nie wiem dlaczego. Może dostojność wina to sprawia, a może już sama ciężka szampańska butelka swoją formą przywołuje mocne męskie głosy. A może wspomnienie koncertu na Polach Marsowych Paryżu w 1998 roku w czasie mistrzostw świata w piłce nożnej, wywołane dzisiejszym finałem mistrzostw Europy w Paryżu (piszę te słowa w dniu finału). Szkoda, że jednego z nich już nie ma wśród nas, ale jego głos wraz z pozostałą dwójką pozostał. I warto do słuchania odkorkować flaszkę Aliguera Bruta.

Artur Boruta
Elegante Sherry Cream

DO Jerez/Xérez/Sherry
Hiszpania

Fot. ArchiwumPrawdziwe vino generoso pochodzi z południa Hiszpanii. Tam grudniowe pomarańcze dyndające na małych, ulicznych drzewkach rozbawią każdego mieszkańca północnych krańców Europy. W każdym razie ja nigdy nie potrafię się oprzeć, by nie zerwać przynajmniej jednego z owoców – mając świadomość, że moi znajomi w kraju, szukają właśnie prezentu na Mikołaja dla swoich dzieci...
Idąc taką ulicą, możesz trafić do knajpki, pubu lub tapas-baru, który zapełni się dopiero grubo po północy. Jesteś wszak w Andaluzji. W Jerezie, Sanlúcar de Barrameda czy El Puerto de Santa María na półkach głównie sherry w każdym wydaniu, ewentualnie mocne brandy de jerez... Tío Pepe zaglądnie Ci w oczy znad kontuaru – to pewne!
Ale właściwie nieważne, gdzie jesteś – zaskoczy Cię muzyka dobiegająca z wnętrza lokalu. Przy odrobinie szczęścia trafisz na wykon na żywca, czyli parę grajków z gitarami (najczęściej), którzy grają flamenco w różnej postaci, śpiewając w charakterystyczny sposób pieśni o miłości, zdradzie, samotności lub pragnieniach.  
Flamenco może się podobać lub nie. Trudno jednak odmówić artyzmu i kunsztu prawdziwym wirtuozom. Ja osobiście polecam płyty niekonwencjonalnych: Bebo i Cigala. Co prawda pianista jest z Kuby, gra z dużą naleciałością rytmów tango, ale na tym duecie nie zawiedzie się nikt. A ich piosenki w mig przeniosą każdego słuchacza nad brzegi rzeki Gwadalkiwir, w strumień gorącego słońca i orzeźwiającą bryzę znad Atlantyku. Ze szklaneczką sherry i cygarem – zupełny odlot. Na zdrowie!

Wojciech Giebuta
Prosecco

DOC Prosecco delle Venezie
Veneto, Włochy

Fot. ArchiwumW muzyce, szczególnie klasycznej i operowej równie ważny jak same dźwięki, jest odpowiedni entourage. Arie i duety Verdiego, Pucciniego czy Mozarta zupełnie inaczej brzmią w dziewiętnastowiecznej kipiącej od złota i purpury sali koncertowej. Historycznemu teatrowi nigdy nie dorówna najlepiej nawet nagłośniona hala sportowa czy nowoczesne audytorium. Idąc do opery, elegancko się ubieramy, choć przecież to, czy siedzimy w fantazyjnie zawiązanej muszce czy też w rozciągniętym T-shircie, nie wpływa w żaden sposób na jakość orkiestry czy też kondycję solistów.
Wielu współczesnych melomanów jest zdania, że to niepotrzebne zbytki i zadęcie. Człowiek nie musi wciskać się w smoking i wieczorową suknię, by odpowiednio głęboko przeżyć spektakl czy koncert. Ja osobiście się z tym nie zgadzam.
Wyjście na do opery zawsze jest dla mnie świętem – ze wszystkimi towarzyszącymi mu rytuałami. Jednym z nich jest obowiązkowa w moim przypadku lampka musującego wina wypita w antrakcie. Jakiego wina? – naturalnie włoskiego, bo przecież Włochy były, są i będą ojczyzną opery. Tu słucha się jej najwięcej i najpiękniej. I najlepiej smakują franciacorty lub prosecco. Spektakl operowy bez lampki „musiaka” jest niepełny – pamiętał o tym Don Giovanni, pamiętały Musetta i Violetta Valery. Nie zapomnijmy o tym i my, gdy następnym razem przekroczymy progi domu Melpomeny i Polihymnii.

Dorota Romanowska
Gamla Syrah

Golan Heights Winery
Izrael

Fot. ArchiwumSłuchaniu muzyki, tak jak i czytaniu książki, na pewno nie musi towarzyszyć wino. Ale tak się jakoś składa, że w przypadku obydwóch wymienionych czynności nader często pojawia się w zasięgu ręki, jakby narzucając się ze swoją obecnością. A wówczas nie godzi się przesadnie wzbraniać. Przy tego typu okazjach zawsze dla mnie najprostsze i najbardziej oczywiste są połączenia tematyczne, zatem zupełnie naturalną koleją rzeczy, słuchając sympatyczną wieczorową porą po raz enty jednego z moich ulubionych musicali Skrzypek na dachu, kieliszek, zdawałoby się zupełnie samoistnie, napełnił się izraelskim syrahem. Co prawda wiodący bogobojne, acz nader skromne życie w carskiej Rosji Tewie Mleczarz na pewno w czasie swych szabasowych kolacji nie spożywał win tej klasy co Gamla Syrah, ale „gdyby był bogaczem” i gdyby owo wino było wówczas dostępne, jego wybór byłby oczywisty. Niewykluczone, że mógłby się też skusić na któreś z super esencjonalnych win Yarden, ale do mnie zdecydowanie lepiej przemawiają te z linii Gamla, czyli średniej półki Golan Heights Winery. Zachwyca mnie ich subtelniejsza budowa i wyraźnie odczuwalna w zapachu i w ustach, niewymuszona elegancja. Choć Gamla Syrah jest winem bez wątpienia czerwonym, to dzięki swej doskonałej, ale nie mocarnej strukturze i owocowej świeżości świetnie sprawdzi się letnią, nawet solidnie gorącą porą, i naprawdę jego walory nie ucierpią, gdy zostanie podane w temperaturze niższej od tej powszechnie przyjętej za właściwą.

Justyna Korn-Suchocka
Altum Chardonnay Spätlese

Weingut Heinrich Vollmer
Palatynat, Niemcy

Fot. ArchiwumNiczym w najlepszych symfoniach rozpisanych na setkę instrumentów w dobrym winie spotyka się rozległe bogactwo aromatów i smaków, razem dopiero tworzących harmonijną całość. A w winie słodkim, by nie wydało się nijakim, instrumentów zagrać musi wiele – od kwasowości wysokich tonów skrzypiec po słodycz fletu i klarnetu, od głębokiej struktury kontrabasowych dźwięków po aksamitne legato wiolonczeli.
Słodkie chardonnay z późnego zbioru rodem z niemieckiego Pfalz wydaje się w tym kontekście utworem skończonym – zarówno ciepłe aromaty suszonych jabłek, egzotyczne nuty kandyzowanego ananasa i skórki pomarańczy, jak i doskonała kwasowość tego wina wybrzmiewają w nieprzesadnie dosłodzonej frazie od pierwszej do ostatniej kropli. Lekko schłodzone doda uroku późnoletnim podwieczorkom z symfonią G-mol Mozarta w tle i szarlotką lub tartą z gruszkami na talerzu.
Warto nadmienić, że skład orkiestry symfonicznej w dzisiejszym kształcie został ustalony właśnie w Palatynacie mniej więcej w połowie XVIII wieku. Tradycje muzyczne są tu podobnie wielkie, jak tradycje winiarskie, a słynne białe wina korzystają z dobroci najcieplejszych siedlisk w Niemczech niczym dawni artyści z mecenatu wielkich rodów książęcych. Wielbicielem muzyki był m.in. Karol III Filip Wittelsbach, który powodowany wielkim afektem sprzątnął sprzed ołtarza wybrankę syna Jana III Sobieskiego. Skandal wstrząsnął ówczesną Europą, a Ludwika Radziwiłł opuściła świat ledwo po ośmiu latach małżeństwa, kończąc gorzko jedną ze słodszych awantur w niemiecko-polskiej historii.

Wojciech Gogoliński
Verus Sauvignon Blanc

KV ZGP Štajerska
Słowenia

Fot. ArchiwumChciałem polecić Państwu do sauvignon blanc coś z Bacha – to naturalny wybór, w dodatku łączący się z Polską, bo gość był królewsko-polskim kapelmistrzem Sasów. Jednak po pierwsze – wszyscy tak czynią, po drugie – jego wielkie dzieła są często za długie i flaszki nam nijak nie starczy. A w ogóle – trzeba tego słuchać, a nie gadać, jak to przy winie.
Przeniosłem się zatem niżej, do kraju producenta – Słowenii, i jego ludu z pogranicza Bałkanów. Przeważnie wydaje nam się, iż cały ten region (tzn. Bałkany) jest muzycznym monolitem – słucha, śpiewa, tańczy i pije do identycznych dźwięków. Obrazoburczy, awangardowy słoweński Laibach to jednak inna bajka. Tak jak i Słowenia. Grupa zakazana Jugosławii, nim pierwszy raz wyszła na scenę, a kiedy wyszła – interweniowała nie tylko policja Tity, ale i jego wojska. Muzyka Laibachu była główną inspiracją dla znacznie cięższego, genialnego, niemieckiego Rammsteinu. Ale nie zachęcam na siłę do takich dźwięków – kwestia gustu, jednak mnie to „gra i buczy” z niepokornym i niezbyt nowoświatowym styryjskim sauvignon blanc.
Gdyby muzyka taka była jednak zbyt „niestrawna”, polecam obejrzenie na youtube genialnego słoweńskiego wiolonczelisty Luki Šulića w duecie (2Cellos) z Chorwatem Stjepanem Hauserem w ich interpretacji Smooth Criminal Michaela Jacksona (20 mln odsłon!) lub Thunderstruck AC/DC (ponad 61,5 mln odsłon!). Choć to z kolei może być trudne dla miłośników wiolonczeli – nie wiem, czy jakakolwiek model tego instrumentu w całej historii swego istnienia „wycierpiał” wcześniej coś podobnego…

Czas Wina nr 82

Zdjęcia

Twój komentarz
FB