Największa opera we Włoszech

Wojciech Giebuta18.04.2017 08:27

Gdy nad Weroną zachodzi słońce, pełen głośnych turystów plac przed rzymskim amfiteatrem zamienia się w wielkie foyer. Zamiast ubranych w japonki i szorty zwiedzających pojawiają się tu eleganckie pary.

Wszyscy zmierzają po czerwonych dywanach do areny, która wieczorem zmienia się w największą scenę operową Włoch.

Jedną z najczęściej wystawianych w Weronie oper jest Aida – słynne dzieło ojca włoskiej opery Giuseppe Verdiego. Historia o etiopskiej księżniczce zakochanej w egipskim wodzu Radamesie to utwór szczególny dla tutejszego festiwalu. Właśnie to arcydzieło zapoczątkowało liczącą już ponad sto lat tradycję tutejszego festiwalu operowego.

Mistrzowi na urodziny
Fot. Arena di VeronaW roku 1913 przypadała setna rocznica urodzin Giuseppe Verdiego. Dla uczczenia maestra w wielu miastach organizowano koncerty i spektakle. Tenor Giovanni Zenatello postanowił wystawić jedno z dzieł mistrza na starożytnej arenie stojącej od niemal dwóch tysięcy lat na jednym z placów Werony. Sukces był tak wielki, że postanowiono kontynuować to przedsięwzięcie. Z czasem z jednego przedstawienia w sezonie zrobiło się kilka, a wreszcie kilkadziesiąt. I tak narodził się Festival Arena di Verona.
Od czerwca do końca sierpnia odbywa się tu ponad 50 koncertów, recitali, a przede wszystkim spektakli operowych. Obowiązkowo w programie w każdym roku pojawia się Aida Nabucco, także Turandot Pucciniego oraz na zakończenie sezonu uroczyste wykonanie IX symfonii Beethovena.
Wśród solistów, dyrygentów i reżyserów zaangażowanych w festiwal wymienić można największe sławy światowej opery. Dość przypomnieć przełomową inscenizację Giocondy, którą przez kilka sezonów kreowała tu Maria Callas. Słynne stały się także inscenizacje Franco Zefirellego i Georga Wilhelma Pabsta, który jako pierwszy wprowadził na scenę żywe zwierzęta – konie, wielbłądy, a nawet słonie. On także postanowił wypełnić wielką scenę wodą, po której podczas trzeciego aktu Aidy pływały niczym po Nilu małe egipskie łodzie. Pomysł ten został powtórzony we współczesnej, niedawnej inscenizacji – tym razem jednak zamiast łodzi mamy brodzące w wodzie krokodyle.
Dziś na deskach sceny podziwiać możemy między innymi Placido Domingo, Ildebrando D’Arcangelo czy Erwina Schrotta. Są także i polskie nazwiska. Kilka sezonów temu śpiewała tu Aleksandra Kurzak i nasz znakomity baryton Artur Ruciński.

Operowe zwyczaje
Podczas ponad stuletniej historii festiwalu powstało wiele tradycji, które kultywowane są do dziś. Tuż przed rozpoczęciem przedstawienia gasną światła, a punktowy reflektor na chybił trafił oświetla jedną parę siedzącą na antycznych trybunach. Wybrani szczęśliwcy, przy aplauzie tysięcy widzów prowadzeni są uroczyście przez obsługę teatru na honorowe miejsca tuż przed sceną. Kolejny zwyczaj także związany jest ze światłem. Podczas pierwszych przedstawień pulpity z nutami dla orkiestry oświetlone były zwykłymi świecami. Na pamiątkę tamtych czasów muzyczny prolog do opery – uwertura – grana jest w Weronie przy zgaszonych reflektorach. Jedynym źródłem światła są świeczki trzymane w rękach przez widzów.
Arena powstała w I wieku n.e. Jest trzecim co do wielkości rzymskim amfiteatrem zachowanym do naszych czasów. Kiedyś na kamiennych ławach zasiadało tu 30 tysięcy widzów. Dziś ze względów bezpieczeństwa liczba ta została zmniejszona o połowę. Ogromna przestrzeń pozwala na rozwinięcie skrzydeł scenografom, którzy szczególnie przy takich produkcjach jak Aida czy Nabucco mają wręcz nieograniczone możliwości w budowaniu piramid, potężnych zamków i wielkich świątyń. Przestrzeń wymusza także odpowiednio duży aparat wykonawczy. W festiwalowej orkiestrze gra niemal stu muzyków, dwa razy więcej osób śpiewa w połączonych chórach, do tego soliści, tancerze i kolejne setki statystów. W największych widowiskach bierze udział nawet pięciuset artystów. Warto zwrócić uwagę, że tutejsze przedstawienia są jednymi z niewielu na świecie imprez plenerowych, podczas których nie używa się nagłośnienia. Orkiestra, chór, a także soliści śpiewają beż żadnych mikrofonów. Umożliwia to doskonała akustyka antycznej budowli.
Idealna synchronizacja, a także praca najlepszych choreografów i reżyserów sprawia, że każda z inscenizacji jest niezapomnianym przeżyciem – nie tylko muzycznym i wizualnym, ale także duchowym. Nie ma chyba na świecie osoby, której nie przeszłyby po placach ciarki podczas śpiewanego unisono słynnego chóru niewolników lub granego na szesnastu fanfarach marszu triumfalnego. To wszystko sprawia, że przedstawienia w Weronie podobają się każdemu. Zarówno osłuchanym w świecie melomanom, jak i tym, którzy zaczynają dopiero swoją przygodę z najdoskonalszą formą sztuki muzycznej jaką jest opera.

Czas Wina nr 85

Zdjęcia

Twój komentarz
FB