Nie ten wygrywa, kogo na to stać

Źródłosłów słowa „whisky”. Za gaelickiego uisgebeatha z irlandzkiego usquebaugh. Znaczenie: woda życia (łac. aqua vitae).

Fot. ArchiwumNajczęściej kojarzona ze Szkocją. Gdy brytyjskie prawodawstwo próbowało ograniczyć jej produkcję, szkocki poeta Edward Burns miał powiedzieć: „Whisky oznacza wolność”. Debatowali nad nią mężowie stanu. Lloyd George nakazując 3-letnie leżakowanie, podniósł jej jakość, a Winston Churchill nazwał skarbem narodowym i zakazał ograniczeń w dostawie jęczmienia w dobie powojennego kryzysu.

Zaprząta głowy możnych, wyedukowanych, a najmocniej wpływa na życie najmniejszych. Zawartość beczek i butelek poddaje się opisom, analizom, degustuje, z umiarem lub bez, lecz najbardziej fascynuje to, co ulatuje. Angel’s share, anielska działka wyparowująca nieustannie z beczek.

Angel’s share (Whisky dla aniołów), najnowszy film Kena Loacha. Pogodna historia o tym, że można urodzić się źle, co ma szczególne znaczenie dla kogoś, kogo kształtuje brytyjski system klasowy. Że winy ojców jednak przechodzą na synów, i że są ludzie szczęśliwi, którzy znajdują skarby. I też o tym, że tam gdzie skarb, tam i jego złodziej, a w długim ciągu dziedziczenia z ojca na syna zawsze znajdzie się jakiś inaczej myślący i jego decyzja zacznie wpływać na genetykę.

Fot. Best FilmTo, co wyróżnia filmy Loacha, to pierwiastek ludzki. Mimo politycznego, lewackiego zaangażowania, zmiękczonego nieco tym, że patrzy na świat i jego gierki nie przez pryzmat tych, którzy rozstawiają pionki, ale z perspektywy pionków właśnie. I dzięki temu wielkie sprawy stają się naprawdę wielkie, bo bliskie ludziom.
W Angel’s share dochodzi jeszcze jeden gracz-legenda. Whisky. I to nie taka zwykła, a szczególna, najszczególniejsza z możliwych. Mill Malt z rocznika 1962. Jedyna taka beczkaużywanie beczek w winiarstwie jest osobną sztuką, podobni... (...), jedyne takie butelki.
Whisky przestaje być słowem-wytrychem, a staje się celem, pragnieniem, marzeniem tych, którzy mają pieniądze. Miliony, by zapłacić za to niezwykłe znalezisko. Ale… to film Kena Loacha. Nie ten wygrywa, kogo na to stać. Zwyciężają marzyciele.

Filmy Loacha są pochwałą odwagi jednostki. Siły i mądrości życiowej, która jest w każdym z nas, wystarczy tylko pozwolić sobie to zobaczyć. Opisują świat bardzo zwyczajny. Bo whisky też jest zwyczajne. Krok po kroku, od słodu, przez torf, zacier, fermentację, destylację, beczki – po część przynależną aniołom. Jak w życiu, gdzie wszystko można nazwać, nauczyć się, zrozumieć, ale i tak zawsze pozostanie te trzy procent, które gdzieś uleci – niezmierzone, niemożliwe do uchwycenia. A wygrają ci, którzy będą umieli się z tym pogodzić i zrozumieć.
Wtedy można ze spokojem zmieniać rzeczy, które od nas zależą. I dlatego lepsze własne 100 tysięcy funtów niż milion, ale cudzy.

Loach pięknie opowiada o człowieku. I alkoholu. Który jest wymagający, którego trzeba się uczyć, by go zrozumieć. I który, jeśli podejdzie się do niego poważnie oraz z szacunkiem, potrafi odwdzięczyć się w sposób absolutnie nieoczekiwany. Ponieść na anielskich skrzydłach i dać życie. Nowe życie.

Whisky dla aniołów (2012), Angels’ Share,
reż. Ken Loach, produkcja: Belgia, Francja, Wielka Brytania, Włochy,
obsada: John Henshaw, Gary Maitland, Paul Brannigan, Roger Allam, William Ruane, Siobhan Reilly.
Dystrybucja w Polsce: Best Film