Niebieski maluch

Z odmianami winogron jest jak z losami ludzkimi w tasiemcowych, mydlanych serialach telewizyjnych. Tuż po tysięcznym odcinku nagle okazuje się, że dawaj obcy sobie ludzie są braćmi, ale matka jednego nie jest ojcem drugiego. Z kolei wuj nie jest bratem matki, tylko szwagrem teścia.

Na dodatek dentystą, który przez całe życie pracował jako wulkanizator. W pewnym momencie już nie wiadomo, kto z kim, gdzie i kiedy oraz czyim dzieckiem jest dziewczynka, która urodziła się pięćset odcinków wcześniej – podejrzani są wszyscy na ekranie.

Ze szczepami jest podobnie. Tylko że tutaj o tym, co jest czym, decydują najnowsze osiągnięcia naukowe. A tych ciągle nie staje. Nie wiadomo, kto jest ojcem zamieszania z odmianą plavac mali. Chętnych jest bardzo wielu i gdyby nakręcić o tym film, nie byłaby to produkcja telewizji Globo, a przedsięwzięcie hollywoodzko-międzynarodowe. W dodatku – gdyby nie przypadek – mogłaby w ogóle nie powstać, zaś plavac mali do dziś byłby nikomu nieznaną lokalną odmianą, jakich setki na Bałkanach i w sąsiedniej Grecji.
Ale „mały” miał szczęście.  Wraz europejskimi emigrantami trafił za wielką wodę. Za oceanem wiodło mu się średnio – na pewno nie był synem pucybuta, który przed śmiercią został milionerem.

Albo tak, albo tak

Fot. Wojciech GogolińskiTeorie jego pojawienia się w Stanach są co najmniej dwie. Według jednej sprowadził go węgierski imigrant, najbarwniejsza postać amerykańskiego winiarstwa (i Ameryki w ogóle) Ágoston Haraszty, który na początku lat 60. XIX wieku wysłał do Kalifornii sto tysięcy europejskich łóz 350 wielu odmian z różnych części starego kontynentu. Ale jak łatwo się domyślić, większość z nich pochodziła z jego stron rodzinnych, czyli rodzącej się właśnie Monarchii Austro-Węgierskiej, a dokładniej z wiedeńskiej Imperialnej Szkółki Winorośli.
Problem sprawia druga teoria, według której pierwsze amerykańskie zapiski o tej odmianie (jeszcze w zniekształconej formie – m.in. zinfindal, zeinfindall, zingarello, zinfendel) pojawiły się już w połowie lat 30. XIX wieku. I też pochodziły z tej samej wiedeńskiej szkółki! Jednak to też nie wyjaśnia sprawy pierwszeństwa, bo w owym czasie Haraszty już „grasował” po Stanach i zakładał winnice w różnych miejscach, także w tym celu sprowadzając łozy z Europy.

Amerykańska vinifera

Do dziś nikt też nie wie, skąd w ogóle wzięła się nazwa szczepu. Najgłupszym wytłumaczeniem jest takie, iż pochodzi ona od austriackiej odmiany zierfandler (spätrot), rosnącej sobie w okręgu Termen, i przez węgierską transkrypcję, tzinifándli, trafiła do USA. Problem w tym, że zierfandler jest odmianą… białą i genetycznie nie ma nic wspólnego z plavacem, nawet malim. Ale lepszej teorii nie ma, więc pozostaje nam ta głupia.
Szum wokół zinfandela zrobił się wkrótce kosmiczny, bo trafił do Kalifornii w czasach gorączki złota, przyjął się doskonale i jął być przetwarzany na winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) masowo. Gdy stało się o nim głośno, Amerykanie bezstresowo zaczęli go traktować jako szczep własny, a miejscowi ampelografowie to potwierdzali, bo nie można było ustalić jego europejskiego odpowiednika. Doszło do tego, że władze winiarskie USA uznały go ostatecznie – mimo protestów naukowców z uniwersytetu w Davis – pod koniec ubiegłego wieku za jedyny rodzimy szczep vinifery na kontynencie amerykańskim! To mój prywatny typ do rankingu największych idiotyzmów w historii światowego winiarstwa.

Primitivo? Plavac? Crljenak?

Przeprowadzone w na początku lat 90. ubiegłego wieku badania DNA stwierdziły, że zinfandelczerwona odmiana winogron uprawiana głównie w Stanach Zjed... to włoska odmiana primitivo z Apulii, co wywołało kolejne zamieszanie, kiedy okazało się, że szczep pojawił się wcześniej w Stanach Zjednoczonych niż w Italii! Następne badania DNA z 1998 roku dowiodły, że zinfandel jest bardzo blisko spokrewniony z chorwackim szczepem plavac mali, który z Dalmacji trafił najpierw do Stanów Zjednoczonych, a później do leżącej po drugiej stronie Adriatyku Apulii. Na taką „bombę” tylko czekali ubodzy producenci z włoskiego regionu – rynek amerykański zalały apulijskie wina etykietowane jako „zinfandel” miast „primitivo”. I to często z dopiskiem „original”.
W tym samym celu do rodzimej Chorwacji wybrał się Mike Grgich (Miljenko Grgić), kiedyś zbieg z titowskiej Jugosławii, dziś uważany za jednego z ojców założycieli potęgi kalifornijskiego winiarstwa. Kiedy plavac stał się przez chwilę bodaj najsłynniejszą odmianą na świecie (przynajmniej naukowym), wiekowy winiarz postanowił osiąść na Pelješacu i poświęcić się robieniu dingaczy, czyli – jak mniemał – zinfandelów. Robi to zresztą do dziś.
Boom jednak nie trwał długo – kolejne badania amerykańskiej genetyczki prof. Carole Meredith pokazały, że zinfandel/primitivo jest genetycznie identyczny z chorwackim szczepem crljenak kaštelanski, a więc nie jest plavacem. Te same badania udowodniły, że z kolei plavac mali jest krzyżówką innej chorwackiej odmiany dobricič oraz zinfadela/crljenaka. Tak więc powstało określenie ZPC (zinfandel/primitivo/crljenak), a plavac to inna para kaloszy, choć kaloszy podobnych.
To są dane, którymi dysponujemy dziś, ale kto wie, co będzie za kilka lat. W każdym razie materiał na sensacyjny scenariusz jest prima sort. Jeśli pojawią się nowe dane, dokręci się następne odcinki.