Nowa Zelandia dla średniozaawansowanych

Anna Czerwińska24.10.2017 11:36

Nowa Zelandia to dla wielu marzenie – jej egzotyka i oddalenie od reszty świata mocno działają na wyobraźnię. Skąd się wzięły mity wokół tego miejsca i dlaczego ludzie tak bardzo chcą tu mieszkać?

Odpowiedzi jest zapewne wiele. Oto mój krótki, pisany z perspektywy studentki w Wellington, przewodnik po kraju kiwi.

Nie oszukujmy się, Nowa Zelandia to produkt marketingowy. Sprzedawany przez władze jako turystyczny i edukacyjny towar, kupowany masowo przez mieszkańców Azji, Europy i Ameryki Północnej. Przedstawiany jako prawdziwy raj na ziemi, najlepsze miejsce do podróżowania czy codziennego życia. Piękna dzika natura, pastwiska pełne owiec, zapierające dech w piersiach widoki… Tyle tylko, że to szczera prawda.

Are you trampers?
fot. shutterstock / Nui RattaponWyjeżdżając z Polski na wakacje, nie potrzebujesz wizy na pobyt do trzech miesięcy. Po kilkudziesięciu godzinach męczącej podróży i kilku przesiadkach lądujesz wreszcie w Nowej Zelandii. Warto mieć ze sobą prawo jazdy w języku angielskim, które przyda się, by wynająć kamper i po prostu ruszyć przed siebie. Dobrze jest zaopatrzyć się wcześniej w żywność – możesz przejechać 200 km i nie minąć żadnej stacji czy miejscowości ze sklepem. Kiedy już się coś znajdzie, sprzedawca niechybnie rzuci: „Are you trampers?”. Potem zapyta się o twoje wrażenia. Odpowiesz automatycznie: „New Zealand is beautiful”. A on z uśmiechem pokiwa twierdząco głową, nie spodziewa się przecież innej odpowiedzi.
Koniecznie przed wyruszeniem w trasę należy sprawdzić prognozę pogody, gdyż jest ona bardzo zmienna, a intensywne deszcze powodują częste podtopienia bądź osuwiska ziemi, w wyniku których drogi bywają nieprzejezdne. Niespodzianki na drodze potrafi również spowodować pojawiające się nagle stado bydła. Nocować można na darmowych lub płatnych campingach – w zależności od tego, na jakie warunki się decydujemy. Płatne wyposażone są w toalety, prysznice, kuchnie. Nie tylko umożliwiają przygotowanie posiłku w domowych warunkach, ale również dają okazję, by porozmawiać z innymi trampers. Zapewne podzielicie się informacjami, gdzie byliście i co widzieliście, a konkluzją rozmowy będzie znów zdanie w stylu: „New Zealand is amazing’’.

Ostre słońce i groźne papugi
Podczas podróżowania warto przyzwyczaić się do myśli o braku dostępu do internetu przez kilkanaście godzin ze względu na problemy z zasięgiem w wielu miejscach. Najlepszym okresem do wędrówek jest tutejsze lato, czyli okres od listopada do lutego. Nie za gorące, ale przyjemne. Trzeba zaopatrzyć się w porządny krem z filtrem, ponieważ słońce opala tutaj bardzo szybko przy praktycznie każdej temperaturze, dlatego miejscowi używają kremu z filtrem 85 przez cały rok. Przyda się również preparat przeciwko komarom. Inaczej niż w Australii, nie ma w Nowej Zelandii niebezpiecznych zwierząt – najgroźniejsza jest papuga Kea mieszkająca na Wyspie Południowej, znana z tego, że może ukraść pożywienie z namiotu czy plecaka, a także uszkodzić dziobem lakier samochodowy.
Pogoda i warunki klimatyczne silnie wpływają na warunki życia w Nowej Zelandii. W Wellington, o którym potocznie mówi się Windy Welly, możesz spodziewać się trzech pór roku w ciągu dnia. Kiedy przyzwyczaisz się już do zmiennej pogody, następne niebagatelne wyzwanie to trzęsienia ziemi. Te powodujące znaczne zniszczenia zdarzają się raz na kilka lat, ale mniejsze choć odczuwalne (powyżej 4,5 w skali Richtera) kilka razy w miesiącu.

Nie tylko wiejskie klimaty
fot. shutterstock / Victor MaschekWielu podróżujących po Nowej Zelandii unika wjeżdżania do miast, gdyż uważa, że są one nieciekawe, a jedyną wartością kraju są dzika przyroda i możliwość uprawiania takich sportów jak kajakarstwo, surfowanie czy wędrowanie po górach. Warto jednak zatrzymać się w nich choć na chwilę. Półtoramilionowe Auckland to największe, wielokulturowe miasto i dobre miejsce na rozpoczęcie podróży, ponieważ to tutaj właśnie najczęściej lądują międzynarodowe linie lotnicze. Stolica kraju, Wellington, zauroczy zatoką i kolorowymi domkami na wzgórzach. Z kolei wizyta w trzecim co do wielkości Christchurch może wzbudzić odmienne odczucia – mimo upływu sześciu lat od tragicznego trzęsienia ziemi w centrum miasta jego skutki są wciąż widoczne. Duże miasta kuszą też świetną ofertą muzeów pokazujących historię i kulturę kraju. Mniejsze, liczące ponad sto tysięcy mieszkańców, jak Napier czy Dunedin, zauroczą lekko leniwą atmosferą i brakiem pośpiechu na ulicach.
Oczywiście Nowa Zelandia ma również swoje obowiązkowe „Top 5” – Fiordland i Bay of Plenty są na pierwszych pozycjach. Fiordland ze spektakularnymi jeziorami, wodospadami i górami znajduje się na Wyspie Południowej. Jeżeli planujesz zaliczyć tutejszy Milford Track, pomyśl o rezerwacji noclegu w tutejszych klimatycznych chatkach z rocznym wyprzedzeniem!
Po wylądowaniu w Auckland warto zaś odwiedzić oddaloną o trzy godziny na północ od miasta Bay of Plenty – miejsce narodzin brytyjskiego osadnictwa. Zatoka nazwana tak przez Jamesa Cooka w 1769 roku zaoferowała angielskim żeglarzom wszystko, czego potrzebowali: jedzenie, drewno na opał i gościnność Maorysów. Dziś w zatoce można skorzystać z licznych atrakcji takich jak żeglowanie, nurkowanie czy pływanie kajakiem wokół kilkuset malutkich wysepek. Prawda jest jednak taka, że właściwie każde miejsce w Nowej Zelandii oferuje piękne widoki, bliskie spotkania z naturą i wszelkie możliwe aktywności sportowe. Poza zdjęciami z zapierającymi dech widokami warto z Nowej Zelandii przywieźć także trochę wspomnień smakowych. W Hawke’s Bay czy Marlborough za kilka dolarów można spróbować tutejszych win. Butelka w winnicy kosztuje około 20 dolarów nowozelandzkich, a w supermarkecie kilka dolarów mniej.

Ucz się i pracuj
Nowa Zelandia żyje z turystyki. Dlatego też zaplecze dla podróżnych jest bardzo dobrze przygotowane i pobyt tutaj to głównie przyjemności. Nietrudno zatem zapałać do tego kraju głębszym uczuciem – co w momencie, kiedy po kilku tygodniach zakochasz się w Nowej Zelandii i postanawiasz zostać na dłużej?
Jeżeli jesteś studentem, warto rozważyć naukę na jednej z nowozelandzkich uczelni. Oferują one studia licencjackie i magisterskie, ale także krótsze pobyty na jeden semestr czy programy nauki języka angielskiego. Jest w czym wybierać. Studiowanie w Nowej Zelandii to obok turystyki drugi najważniejszy produkt marketingowy kraju i, co ciekawe, jest jednym z jego głównych źródeł dochodu. Rządowa strona internetowa studyinnewzealand.govt.nz to najlepsze miejsce, by przejrzeć ofertę edukacyjną. Studia są tu jednak płatne, wielu młodych Nowozelandczyków zaciąga preferencyjny kredyt studencki, studenci zagraniczni z kolei mogą liczyć na stypendia oferowane przez rząd lub uczelnie. Władzom zależy na przyciągnięciu młodych ludzi z Azji i Europy, ponieważ Nowozelandczycy świeżo po studiach wyjeżdżają z kraju, by zdobyć doświadczenie za granicą. Dla nich marzeniem jest praca w Australii, Stanach Zjednoczonych czy Wielkiej Brytanii.
fot. shutterstock / fotocrazyNajlepiej w rankingach międzynarodowych oceniany jest Auckland University. Nie znaczy to, że nie warto rozważyć mniejszych miast. Auckland jest też najdroższym w kraju miastem do życia – wynajem pokoju czy mieszkania to spory wydatek nawet dla Nowozeladczyków. Ale to tu właśnie najszybciej znajdziemy pracę. Nie ma co ukrywać – dla studenta z Polski życie tutaj jest drogie. 1 dolar nowozelandzki to około 2,85 zł. Starając się o wizę studencką, musimy okazać dokument potwierdzający, że jesteśmy w stanie w Nowej Zelandii się utrzymać. Według Ministerstwa Imigracji miesięczny koszt pobytu to 1250 dolarów nowozelandzkich… Pojedynczy pokój w akademiku w Auckland to około 350 dolarów tygodniowo. Victoria University w Wellington oferuje pokoje wieloosobowe od około 200 dolarów tygodniowo. Należy doliczyć dodatkowe koszty jak internet czy pranie. Jeżeli planujesz wynająć mieszkanie z innymi studentami, ceny za pokój w Wellington zaczynają się od 200 dolarów.

Nowozelandzki koszyk z zakupami
W Wellington najpopularniejszym miejscem do kupienia warzyw i owoców jest organizowany w każdą niedzielę Harbourside Market. W sezonie za kilogram pomidorów zapłacimy tutaj 4 dolary, a za kilogram jabłek – 2 dolary. W zwykłym sklepie ceny będą dwa razy wyższe. Mogłoby się wydawać, że skoro w Nowej Zelandii jest więcej owiec niż ludzi, mieszkańcy jedzą wyłącznie jagnięcinę. Jest ona jednak stosunkowo droga i produkowana głównie na eksport, a mieszkańcy zadowalają się wołowiną i kurczakami. Nowozelandczycy jedzą lunch między 12 a 13, najczęściej na mieście, w centrum koszt takiego posiłku to około 15 dolarów.
Jeżeli jesteś miłośnikiem kawy, to Nowa Zelandia jest miejscem dla ciebie – za dużą flat white, specjalność Nowozelandczyków, zapłacisz 4,50 dolara. Do dziś trwa spór z Australijczykami, kto wymyślił ten sposób przygotowywania kawy – podwójne espresso zalane aksamitnie spienionym mlekiem sprawia, że jej smak jest bardziej wyczuwalny.
Trzeba powiedzieć, że najdroższym elementem życia w Nowej Zelandii jest transport. W Wellington w autobusach czy pociągach nie ma zniżek studenckich, wielu studentów w Wellington szuka zakwaterowania w okolicy kampusu lub porusza się pieszo. Jednak jeżeli ci się spieszy lub pogoda nie sprzyja, jesteś skazany na transport publiczny. Oczywiście jeżeli pracujesz (także podczas studiów), to ceny biletów nie są aż tak straszne. W przypadku wizy studenckiej można podjąć pracę (nie więcej niż 20 godzin tygodniowo), jeżeli przyjeżdżamy na minimum dwa lata. Minimalna stawka wynagrodzenia za godzinę to 15,25 dolarów.

Poszukiwany, poszukiwana
Gdy szukasz pracy, warto odwiedzić stronę newzealandnow.govt.nz, na której znajduje się lista poszukiwanych zawodów. Otwiera ją branża IT, poszukiwani są również inżynierowie, lekarze i inne zawody medyczne. Jeżeli twój zawód znajduje się na tej liście, zdobycie pracy i wizy pracowniczej będzie łatwiejsze. Biurokracja związana z jej załatwianiem może początkowo przerażać – standardowo najpierw należy aplikować o pracę, a później dopiero o wizę. W tej kwestii można liczyć na pomoc pracodawcy. Inna możliwość to zdobycie odpowiedniej liczby punktów w ramach tzw. Skilled Migrant Visa, przyznawanych m.in. za wykształcenie i znajomość języka angielskiego. Jeżeli chcesz ściągnąć partnera, otrzyma on taką samą wizę jak ty.
fot. shutterstock / Nicram SabodNa początku szukanie tutaj pracy może być trudne. Pracodawcy wymagają trochę inaczej napisanego CV niż w Polsce, listu motywacyjnego, a także kiwi experience, tj. doświadczenia zdobytego w Nowej Zelandii. Łatwiej dostaniemy pracę z polecenia i kiedy mamy wizę na dłużej. Na pobyt powyżej dwóch lat potrzebna jest wiza rezydencka. Wówczas otrzymamy takie same prawa jak Nowozelandczycy. Zdobycie jej wymaga od nas wykonywania pożądanego dla kraju zawodu, osiągnięcia wymaganego progu dochodowego, a cała procedura opiera się na systemie punktowym. Podobnie jak w wielu innych krajach, najszybsza i najłatwiejsza opcja zamieszkania w Nowej Zelandii to związek z obywatelem tego kraju, ale należy udowodnić, że jest się razem przez kilkanaście miesięcy.
Kraj nastawiony jest na wykwalifikowanych migrantów. Wykwalifikowanych to słowo klucz. W toczącej się tu debacie politycznej kwestie migrantów są cały czas obecne. I chociaż w mediach coraz więcej dyskutuje się o napływie niewykwalifikowanych pracowników, ciepłe powitanie i otwartość na innych to wciąż powód do dumy dla Nowozelandczyków. W miejscu pracy nie odczuwa się, że jesteś obcy, a szacunek i równe traktowanie to tutejsza specjalność.
Piękne widoki i dzikość przyrody, wina, otwartość mieszkańców – to główne plusy tego kraju. Czy to wystarczy, by nazwać go rajem na ziemi? Warto przekonać się samemu – Nowa Zelandia czeka.

Anna Czerwińska, od kilku lat zakochana w historii i kulturze Nowej Zelandii. Studentka Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu, aktualnie przebywająca na stypendium w Victoria University w Wellington. Po zakończeniu studiów planuje kontynuować odkrywanie tego kraju w ramach studiach doktoranckich, nie wie tylko, czy w Polsce, czy w Nowej Zelandii.

Czas Wina nr 89

Zdjęcia

Twój komentarz
FB