Piękno naturalne

Mariusz Kapczyński / 02.02.2010 09:11

Nie spotkałem nikogo, kto po podróży po Gruzji pozostał obojętny, wypowiadał się powściągliwie czy bez emocji. Chyba wszyscy są tym krajem zafascynowani…

Jak po każdym powrocie z podróży próbowałem natłok wrażeń i spostrzeżeń ogarnąć, określić, poukładać w jakąś całość. Z Gruzją przyszło mi trudniej. Zdefiniować ten kraj ciężko, bo jego temperament, nieobliczalność, żywiołowość jakoś tym próbom opierają się i umykają.

Winogrona i cukierki

O urodzie Gruzji stanowią przede wszystkim ludzie i ich już legendarna wręcz gościnność. Doświadczyliśmy jej wielokrotnie, czasem w najdziwniejszych, najmniej spodziewanych momentach. Wystarczyło na przykład zatrzymać się  przy stacji benzynowej i zapytać o drogę. Po krótkiej wymianie informacji, kiedy siedzący w grupie mężczyźni dowiedzieli się kim i skąd jesteśmy, od razu chcieli nas zaprosić do swoich domów i pokazać piwnice, sprzęty, przydomowe winniczki. Byli bardzo zawiedzeni, kiedy nasz przewodnik z uśmiechem, acz stanowczo musiał podziękować (trzeba było pędzić dalej). Innego dnia przystanęliśmy dosłownie na chwilkę, by kupić sprzedawaną przy drodze czurczchelę – popularną gruzińską przekąskę (słodki „sopel” robiony z orzechów zatopionych w zastygłym soku winogronowym). Jak skończyły się nasze zakupy? Zwiedzaniem domowej piwnicy, degustacją wina ściągniętego prosto z glinianych kvevri, obfotografowaniem produkcji rzeczonej czurczcheli i pogawędką uciętą przy pogryzaniu świeżo wypieczonego chleba. Ci ludzie, którzy przy drodze sprzedawali owoce i słodycze, nie wyobrażali sobie, byśmy mogli tak po prostu odjechać... Takich historii jest więcej. Pamiętam skup winogron, który odbywał się w należącej do Tbilvino winiarni ulokowanej w dość dzikim regonie Racha. Robiłem tam masę zdjęć krzątającym się winogrodnikom, plątałem im się pod nogami i przeszkadzałem, ale nikt nie spojrzał krzywo. Spotykałem się z serdecznością i swego rodzaju wdzięcznością – obfotografowani w drodze rewanżu i na dowód przyjaźni wręczali mi słodkie kiście winogron, cukierki (sic!), zagadywali, uśmiechali się. Słowem – autentyzm, familiarna atmosfera i serdeczny stosunek do przybysza. Naturalne emocje, które w wielu miejscach na świecie dawno już wyparowały. Te kontakty i stosunki z ludźmi fantastycznie pogłębiają się przy gruzińskim stole, który jest osobnym kosmosem do opisania.

Wielowiekowe dziedzictwo

W Gruzji urzeka także jej estetyka i wspaniała kultura. Już sam alfabet – z którym oczywiście przychodzi się stykać niemal na każdym miejscu – robi wrażenie wyrafinowaną „ornamentykę” i autentycznym pięknem. Niezwykła jest tradycyjna cerkiewna muzyka śpiewana na głosy oraz słynne – pełne emocji i dynamiki – gruzińskie tańce, prawdziwy kulturowy skarb tego kraju. Oczywiście wrażenie robi przyroda i zabytki, wiele z nich – poukrywanych w dolinach czy mniej dostępnych partiach gór – zachowuje piękno i naturalność otoczenia. Bardzo stare cerkwie, kościółki, twierdze, warownie i skalne miasta, całe to wspaniałe bogactwo kulturowe nie zostało (jeszcze?) zamknięte w turystycznym breloku, uśpione w bedekerowych banałach, zachowało surowość i autentyczne piękno.

Gruzja to piękny i fascynujący kraj. Powtarzam – ciągle ciężko mi ją ogarnąć. Jej temperament, bezpretensjonalny żywioł nie powala mi jeszcze jej zdefiniować. Ma jakąś tajemnicę. Właśnie dlatego bardzo chcę tam powrócić.

 

Czas Wina nr 43

Zdjęcia

Twój komentarz