Piwo czy wino?

Dawid Leszczak19.01.2018 18:51

Czas na ostateczny pojedynek dwóch gigantów. Dwa wielkie napoje, które towarzyszą ludzkości od zarania dziejów. Twórcze połączenie darów Ziemi i ciężkiej pracy rolników. Oba od zawsze kojarzą nam się z błogim relaksem, celebracją. Stanowią dopełnienie szczęśliwego życia.

Jak widać, człowiek od zawsze szukał sposobu, żeby jakoś się rozerwać. Nie tylko zresztą człowiek, ze Skandynawii docierają czasami zabawne newsy o łosiach, które upiwszy się sfermentowanymi winogronami, zachowywały się agresywnie i narobiły niezłego spustoszenia w śmietnikach na przedmieściach. Co zatem jest starsze – piwo czy wino? Ciężko jednoznacznie określić. Wiemy już, że Vitis sezannesis, daleki praszczur Vitis vinifera porastał glob już 60 milionów lat temu! Ale dopiero jego młodszego krewniaka zaczęto sadzić świadomie i wykorzystywać w celu produkcji moszczu. Według doniesień archeologów miało to nastąpić około 8500 roku p.n.e. na obszarze Bliskiego Wschodu oraz niezależnie we wschodniej Azji. Wiemy na pewno, że piwo znano już w Mezopotamii około 5,5 tysięcy lat temu. Najstarszą recepturą jest Hymn do bogini Ninkasi pochodzący z około 1800 roku p.n.e., chociaż również w tym przypadku natrafiamy na dowody archeologiczne świadczące, że napój na bazie jęczmienia popularnych był już w gospodarstwach późnego neolitu. Zarówno piwo, jak i wino uwieczniono na ścianach egipskich grobowców.
fot. shutterstock / Goskova TatianaOkres antyczny przyniósł wielki triumf wina, ukochanego napoju Greków i Rzymian, przy jednoczesnej pogardzie dla piwa warzonego pokątnie przez barbarzyńców na przedmurzu limes. Czy możemy wyobrazić sobie wielodniowe rzymskie uczty pełne specjałów takich jak siekane wymiona czy sos garum ze sfermentowanych ryb oraz oczywiście jabłka i jajka bez amfor wypełnionych po brzegi winem? Winem zapewne bardzo różnym od tego, które pijamy dzisiaj i zbliżonym bardziej do pomarańczowych gruzińskich eksperymentów. Wiemy też, że Grecy i Rzymianie wino rozcieńczali wodą, często słodzili i doprawiali różnymi ziołami.
Średniowiecze to z kolei rozkwit sztuki piwowarskiej, którą w przyklasztornych browarach pielęgnowali mnisi. Chmiel nie był wówczas zbyt popularny, podejrzewano wręcz, że może powodować wilkołactwo, dlatego piwo doprawiano gruitem – mieszanką wybranych ziół i przypraw. Piwo i wino podawano w najprzeróżniejszych wyszynkach, gospodach, tawernach i pubach. Rewolucja przemysłowa przyniosła wiele ulepszeń, dzięki którym wytwarzanie trunków stało się prostsze, a sprzedaż masowa. W 1935 roku Francuzi jako pierwsi wprowadzili apelacje winiarskie, w 1977 roku brytyjski znawca piw i whisky Michael Jackson dokonał autorskiej klasyfikacji stylów piwa warzonych na całym świecie.

Co pił król, a  co cesarz?
Światy piwa i wina (przynajmniej w Europie) są od siebie odgraniczone linią, która w dziwny sposób pokrywa się z granicami dawnego Imperium Rzymskiego. Tam, gdzie Rzymianie postawili swą obutą w skórzane sandały stopę, tam sadzi się po dziś winorośl, po drugiej stronie tej linii króluje jęczmień. To oczywiście uproszczenie, ale fakt istnienia w Europie tzw. pasu wina i pasu piwa jest niepodważalny. Francja, Włochy, Hiszpania, Portugalia, Bałkany, Węgry kojarzą nam się z winem. Wielka Brytania, Belgia, Niemcy, Czechy, Polska czy Skandynawia to regiony piwowarskie. Można oczywiście przywołać przykład morawskich win czy Bière de Garde z północnej Francji, ale mowa bardziej o wyjątkach potwierdzających regułę.
Odbiór społeczny piwa i wina to temat na doktorat. Reklamy piwa od wielu lat epatują obrazem prawdziwych mężczyzn po ciężkiej harówie siadający przy nieheblowanym stole żeby rozerwać się przy piwie. Stereotyp napitku proletariatu ciągnie się jeszcze od czasów rewolucji przemysłowej w Anglii, którą do przodu pchały tony węgla, siła pary i litry czarnych jak toń Tamizy stoutów. Co innego wino – napój klasy średniej i nieodłączny towarzysz tzw. „babskich” wieczorów. To wszystko oczywiście z dużym przekąsem. Bo może w czasach antycznych winno-piwny podział miał sens, ale później? Czy to właśnie wino nie jest od wieków napojem rolników, ludzi żyjących w najbliższym kontakcie z Ziemią? Czy królowie nigdy nie pijali piwa? A legendarny Gambrinus z Flamandii – patron przynajmniej dwóch tuzinów piw? A Katarzyna Wielka, która ubóstwiała mocne stouty do tego stopnia, że z Londynu do Sankt Petersburga kursowały specjalne statki wypełnione płynnym czarnym złotem? Czy w końcu Leszek Czarny, który nie chciał wziąć udziału w krucjacie, bo w Palestynie nie było piwa? Później wszystko wywróciło się do góry nogami, ludzie zamożni zaczęli sięgać po dobre wina określonych roczników, kreując popyt i wino stało się nieodzowną częścią swego rodzaju snobizmu. Podobnie, ale ze znacznym opóźnieniem, stało się z piwem. Z taniego napoju dla pospólstwa ewoluowało do trunku, jeśli nie dla wyższych sfer to przynajmniej dla ludzi świadomych żywieniowo i obdarzonych zasobnym portfelem. Niektóre leżakowane w beczkach piwa kosztują nawet kilka tysięcy złotych za butelkę, a i na polskim rynku mieliśmy ostatnio do czynienia z porterem bałtyckim Imperium Prunum z regionalną śliwką suską sechlońską, którego cena w niektórych sklepach oscylowała w okolicy dla wielu niewyobrażalnej granicy 100 zł. Półlitrowa butelka w cenie pięćdziesięciu harnasiów? Ale czy napawa nas zdziwieniem, że w cenie rocznikowego szampana można by spokojnie wyposażyć piwniczkę w kilkadziesiąt butelek taniej cavy?

Co wypić do pizzy?
Łączenie z jedzeniem piw i win wiąże się z pewnymi zasadami, ale może też być zupełnie proste. Z winem radzimy sobie dość intuicyjnie, a jeśli tylko pomyślimy o lagerach jako o białych winach, a o ales jako o czerwonych, też nie powinniśmy mieć dużych rozterek. W przypadku wątpliwości warto sięgnąć po piwa belgijskie – klasztorne dubble i triple to takie pinot noir piwnego świata, witbiery można porównać do chardonnay. Co ciekawe, wiele win ma swoje odpowiedniki w świecie piw. Miłośnik pilznerów z pewnością polubi wytrawne białe wina w rodzaju pinot grigio lub verdejo. Fanom cabernet sauvignon lub sancerre można polecić mocno nachmielone AIPA – duża zawartość pirazyn w tych winach odpowiada ożywczej cytrusowo-trawiastej goryczy amerykańskich chmieli. Popularny w okresie święta Oktoberfest marzenbier ma sporo cech wspólnych ze szczepem gewürztraminer, zakochani w merlocie powinni sięgnąć po piwa trapistów albo stouty i portery. Piwa pszeniczne przypominają w pewnych nutach chardonnay, a nawet szampana, z kolei do kwaśnych piw moglibyśmy przyporządkować białe wina z doliny Loary. Porto jest podobne do dobrze odleżakowanych piw trapistów, starsze roczniki sherry do porterów bałtyckich. Obecnie karty najlepszych restauracji szturmem podbijają piwa rzemieślnicze, a szefowie tacy jak Michel Roux pokazują, że piwo można połączyć absolutnie ze wszystkim, z czym można łączyć wino. A nawet więcej. Bo jeśli achillesową piętą winiarzy jest chociażby czekolada, to piwowarzy mają na to ripostę w postaci  RIS-ów o smaku palonej kawy i owocowych lambików. Wybór pozostanie więc na zawsze kwestią smaku. Tak jak w przypadku margherity. Jedni nie wyobrażają jej sobie bez sangiovese, inni sięgną po czeskiego pilznera lub pale ale. Chociaż nie sposób nie wspomnieć tu o Mamma Mia Pizza Beer, piwie warzonym przez mały amerykański browar, w skład którego oprócz wody, chmielu i słodu wchodzą… pomidory, oregano, tarty ser i ciasto… Podobno smakuje dokładnie jak najsłynniejsza pizza świata.

And the Oscar goes to…
Jaki więc jest wynik odwiecznej rywalizacji? Remis, czyli wartość dodana. Piwo i wino to z pozoru dwa zupełnie odrębne światy, jednak łączy je niezwykle wiele. Szacunek do darów ziemi, ciężka praca, radość i celebracja. Pod każdą szerokością geograficzną. Oba światy to dzisiaj już nie rywalizacja a symbioza, współistnienie. Pokazuje to włoski piwowar Teo Musso z browaru Baladin, syn winiarza, który swoje piwa leżakuje w beczkach po wielkich włoskich winach. Mieliśmy już grape ales, w których oba trunki miesza się w jedno. Mieliśmy piwo szampańskie, które od oryginału różni tylko surowiec bazowy. Ostatnio winiarze z Marlborough stworzyli sauvignon blanc nachmielone nowozelandzką odmianą chmielu sauvin. Świat doznań i smaków jest tak bogaty, że nie ma sensu całe życie siedzieć w swojej strefie komfortu. Piwoszu, otwórz się na wino! Miłośniku wina, daj szansę piwom!

Czas Wina nr 89

Zdjęcia

FB