Przystanie dwie

Justyna Korn-Suchocka28.04.2017 17:40

Najlepsze rekomendacje krytyków kulinarnych, czapki w przewodnikach i pochlebne recenzje blogerów, choć istotne, nie zastąpią podsłuchanej  (za co szczerze przepraszam) opinii zadowolonego gościa.

Zbliżała się północ, pełna przez cały wieczór sala z wolna pustoszała. Przy stoliku z oszałamiającym widokiem na rozświetlony gmach uniwersytecki usiadła lekko zdyszana pani i zaczęła tłumaczyć kelnerowi, że czeka jeszcze na kogoś, kto mieszka gdzieś w Europie, ale regularnie bywa we Wrocławiu – a na kolację chce jedynie do Mariny, bo tu jest najlepiej i najpiękniej; stąd jej prośba, czy kuchnia mogłaby jeszcze coś przygotować mimo późnej pory. Kuchnia oczywiście mogła, bo przecież klient to tu nie tylko „nasz pan”, ale przede wszystkim gość, często dobry znajomy. „To takie miłe, że właściwie od dnia otwarcia Przystani dziewięć lat temu, przychodzą do nas stali klienci. Jedni przywiązali się do naszego pierwszego lokalu, czyli Przystani, inni bywają i tu, i w nieco później otwartej Marinie” – nie kryje radości Agnieszka Chmielewska, drobna i wiecznie uśmiechnięta blondynka, która wraz z mężem Marcinem stworzyła pośrodku rzecznego traktu dwie niezwykle klimatyczne przystanie dla głodnych i spragnionych.

Między mostami
Fot. Tomasz SzuszkiewiczDuet siostrzanych restauracji ma iście weneckie położenie na wąskiej wyspie rozciągniętej między dwoma mostami łączącymi brzegi Odry. Na jednym brzegu bramę do śródmieścia ze słynnym rynkiem i podwójnym ratuszem stanowią klasycystyczne budynki uniwersyteckie. Patrząc w górę rzeki, dostrzegamy zarys katedry i innych zabytków Ostrowa Tumskiego. Wejściowa pierzeja obu restauracji otwiera się zaś na nowy port jachtowy. „W okresie PRL-u na wysepce funkcjonowała ciesząca się złą sławą cinkciarskich biznesów knajpa Między mostami. Nasi znajomi kupili ten teren, zrównali wszystko z ziemią, by stworzyć zupełnie inną jakość i zaproponowali nam wynajęcie lokalu. Sporo z Marcinem podróżowaliśmy do Włoch, marzyła się nam malutka, przytulna kawiarnia z dobrą kawą. Ale restauracja? To było ogromne wyzwanie. Tuż po podpisaniu umowy najmu, mąż dostał świetną pracę w Luksemburgu i tak z dnia na dzień stałam się szefem projektu, bez doświadczenia w branży za to z dwójką dzieci pod pachą. Przez pierwsze lata właściwie nie wychodziłam z Przystani, dzieci tu odrabiały lekcje, spędzały weekendy” – wspomina Agnieszka. –  „Uczyłam się wszystkiego od podstaw, choć przydały się wcześniejsze doświadczenia zawodowe. Kiedyś byłam nauczycielką angielskiego, potem, pracując w korporacji, organizowałam eventy i konferencje, w kolejnej firmie zarządzałam dużym działem HR. A w restauracji liczy się dobra organizacja i ludzie. Bez nich nie byłoby naszej Przystani”.

Przystań, czyli Marina
Do pracowników ma Agnieszka rękę wyjątkową: dawno nie widziałam tak wielu miłych i uśmiechniętych kelnerów i barmanów w jednym miejscu! „Zaczynają na początku studiów i wsiąkają. Często kończą pracę u nas z dwoma dyplomami w kieszeni, często zakładają własne kulinarne przedsięwzięcia. Spory nacisk kładziemy na szkolenia i integrację, a cała załoga uczestniczy w comiesięcznych spotkaniach. To managerowie i kelnerzy mają kontakt z klientami, nie ja, więc słucham ich uwag bacznie” – dodaje Agnieszka.
Fot. Kocham JeśćTrzech z czternastu kucharzy w zespole jest od początku. W tym szef Karol Sankowski, przyjęty dwa miesiące po otwarciu – dziś jest odpowiedzialny za obie restauracje. Stworzone przez niego śródziemnomorskie menu odróżnia Marinę od Przystani większą liczbą dań z ryb i owoców morza. Marina otwiera swoje podwoje w południe i kusi głównie klientów biznesowych, a wieczorem pary szukające romantycznego miejsca na kolację z widokiem. W weekendy mniej oficjalna w charakterze Przystań zamienia się we włoską trattorię – przy stolikach gwar, całe rodziny z dziećmi, dziadkami i przyjaciółmi. W tygodniu zaś oferuje poranne menu śniadaniowe.
„Marinę przejęliśmy po poprzednim najemcy, który bez większego powodzenia prowadził tu kawiarnię. Przystań nie narzekała na brak gości, ale obawialiśmy się, czy kolejna restauracja tuż za ścianą to nie przesada. W każdym razie i tak pojawiłaby się jakaś konkurencja, postanowiliśmy więc zaryzykować. Postawiliśmy na biznesowo-elegancki look” – dodaje Agnieszka.
Rzeczywiście, wystrój Mariny nawiązuje do najlepszych klubowych wzorców: delikatne brązy i beże, fotele, stare fotografie Wrocławia, doskonale wtopione w całość żeglarskie rekwizyty oraz oszałamiające, szczególnie nocą, widoki zza przeszkolonych ścian, robią doskonałe wrażenie.

Najlepsze ryby we Wrocławiu
Prócz rozświetlonej rzeki za oknem Przystań i Marinę łączy filozofia jakości produktu. „Pani z sanepidu nie kryła zdziwienia na widok jajek zerówek w naszej chłodni. Stwierdziła, że tego u innych nie widziała” – śmieje się Agnieszka. – „Sami sprowadzamy produkty z Włoch, mamy lokalnych dostawców warzyw czy drobiu. No i najważniejsze: ryby i owoce morza są zawsze świeże. To trochę nasz znak rozpoznawczy, nie może być inaczej”.
Fot. Agnieszka ChmielewskaFaktycznie tutejsza ośmiorniczka zachwyca delikatnością, a w karcie kuszą zębacz, żabnica i dziki turbot. Wybór ryb i owoców morza za sprawą Sankowskiego jest bardzo przemyślany. „Owoce morza są najlepsze zimą, a sandacza czy szczupaka nie powinno się zamawiać między lutym a majem” – mówi wyróżniony dwoma czapkami Gault&Millau szef kuchni. Jeśli w karcie Mariny traficie na chowder koniecznie spróbujcie – doskonała tekstura zupy, dobór ryb i przypraw. Menu jest oczywiście sezonowe, zmienia się co kilka miesięcy, choć w Przystani stałym jego elementem są steki i eskalopki jagnięce. „To są dania, o które pytają klienci niezmiennie. A ja jestem bardzo dumna z naszych sałatek” – dodaje Agnieszka. W rzeczy samej, wielka porcja przystaniowej sałatki z krewetkami na ciepło, z delikatnym, cytrusowym dresingiem zostanie w mojej pamięci na długo. Szef kuchni jest bardzo twórczym człowiekiem, dlatego i mniej konserwatywni klienci dobrze się poczują w Marinie: wołowy tatar zatopiony w dębowym dymie czy eksperymenty z ciekłym azotem nie należą tu do rzadkości. Wśród dań mięsnych moją uwagę zwraca kaczka pinot noir – sos z wina, niby nic wyjątkowego, ale w tej restauracji pinoty są zwykle z tej górnej półki.

Wino starannie wybrane

Za selekcję win odpowiada świetnie wykształcony sommelier Krzysztof Porębski. „Zmusił mnie nieomal do ukończenia kursu WSET, regularnie szkoli naszych kelnerów, tak aby każdy z nich potrafił polecić gościom wino” – Agnieszka nie kryje dumy z winiarskiego przygotowania zespołu. Rzeczywiście, jeśli ktoś nie wyobraża sobie lunchu czy kolacji bez kieliszka czy butelki dobrego wina, to wrocławskie nadwodne bliźniaczki nie zawiodą. W karcie win znajdujemy wielce sensualne ich opisy: „subtelne i soczyste”, „dojrzałe i wielowymiarowe” to tylko pierwsze z brzegu smakowite przykłady. Sporo różnorodnych win białych, co nie dziwi, jeśli weźmiemy pod uwagę menu obu restauracji, piękna karta czerwonych ze wszystkimi flagowymi odmianami i apelacjami Europy. Przywiązanie do staroświatowych win należy szczególnie docenić w czasach, gdy królują łatwiejsze w odbiorze zamienniki zza oceanów. Mocny wybór musujących, z szampańską klasyką na czele, kilka pozycji słodkich. Jedyny kamyczek do przystaniowego ogródka wrzuciłabym w sprawie rosé, którego samotna butelka w karcie dziwi, a przecież tutejsze letnie tarasy są niczym wakacyjne wspomnienie z Prowansji! Atrakcją jest za to często zmieniana lista win sprzedawanych na kieliszki. Dzięki odpowiednim urządzeniom do utrzymywania świeżości wina, nie obawiajcie się o ich jakość, nawet jeśli to droższe wyjątki z karty.

Restauracja Przystań
ul. Księcia Witolda 2, 50-202, Wrocław
www.przystan.wroc.pl
rezerwacje: +48 502 130 893

W menu Przystani m.in.:
Grillowana ośmiornica (pomarańcze, koper włoski, szczaw zajęczy) – 68 zł
Stek z cielęciny (foie gras, smardze, bataty, palona szalotka, sos własny, lawenda) – 96 zł

Restauracja Marina
ul. Księcia Witolda 2, 50-202, Wrocław
www.marina.wroc.pl
rezerwacje: + 48 502 130 893

W menu Mariny m.in.:
Sałatka z wątróbką (grillowana wątróbka drobiowa, mus miodowo-malinowy, sałaty, chipsy prosciutto crudo, parmezan) – 34 zł
Stek Tournedos Rossini (chateaubriand z polędwicy wołowej, foie gras, truflowo-borowikowe puree ziemniaczane, głębokomorska krewetka, sałaty z vinaigrette) – 98 zł

Czas Wina nr 86

Zdjęcia

Komentarze

food / 30.05.2017 12:55

Dziękuję wszystkim opowiedział szczegółowo, teraz będę mógł się popisać wiedzą wśród znajomych!

SubmarinerWatch / 16.08.2017 09:39

Great Article it its really informative and innovative keep us posted with new updates. its was really valuable. thanks a lot.Replica Watches UK very good.

SubmarinerWatch / 16.08.2017 09:39

Great Article it its really informative and innovative keep us posted with new updates. its was really valuable. thanks a lot.Replica Watches UK very good.

Twój komentarz
FB