Quintas szczęśliwych ludzi
Paweł Gąsiorek / 16.11.2010 14:10
Jest energetyczną kobietą koło trzydziestki. Samochód prowadzi w sposób, jak to tylko kobiety potrafią, rozglądając się w każdym kierunku - poza tym, w którym jadą. Odnoszę wrażenie, że stara Toyota Land Cruiser rocznik 1980 wie lepiej od niej, dokąd jedziemy.
Wie, bo trasę pomiędzy Quinta de Saes a Quinta da Pellada przemierzała już nieskończoną ilość razy.
Te dwie quinty wraz z trzecią - de Outeiro - są twierdzą jednej z najciekawszych rodzin winiarskich współczesnego Dão. Maria de Castro wraz z ojcem Álvarem Castro tworzą mocny zgrany zespół. On z wykształcenia jest inżynierem budownictwa, ona - wykwalifikowanym enologiem. Stoją za winiarskim projektem, dzięki któremu Dão wchodzi do światowej czołówki. 
W amfiteatrze
Quinta da Pellada była siedzibą rodu Nascimiento Ferreira de Albuquerqe e Castro (tak brzmi pełne nazwisko Marii) od zawsze, to znaczy ot tak dawna, że nikt nie wie odkąd. Kiedy kilkanaście lat temu Álvaro Castro zdecydował się wrócić w rodzinne strony i zająć winem, zabudowania bardziej przypominały rzymskie ruiny niż dom mieszkalny. Dzisiaj, choć remont jest już prawie skończony, nikt tam ciągle nie zamieszkał (i chyba nie zamieszka). Obiekt służy za miejsce rodzinnych spotkań przede wszystkim z okazji ślubów kolejnych członków familii Castro.
Marii bardzo zależało, byśmy tu przyjechali - to obowiązkowy punkt każdej wizyty w winiarni. Ziemia połyskuje drobinami kwarcytu, jakby ktoś rozbił tu wielkie lustro. To pokazuje charakter tutejszego terroir - zdekomponowanego granitu, przerośniętego gliniastymi i piaskowymi złożami. Na horyzoncie wyraźnie są widoczne granice Dão - trzy pasma górskie Sierra da Estrela, Caramolo i Busaco tworzą malowniczy amfiteatr. Rodzina posiada łącznie i uprawia 55 ha winnic, co pozwala jej na roczną produkcję 150-200 tysięcy butelek.
W czasie degustacji zadziwiają wina białe. Quinta da Pellada Branco 2009 fermentowane w beczce, zrobione głównie z encruzado z domieszką malwazji jest miękkie, ale z wyraźnym kwasowym kręgosłupem - dominuje owoc, a dębowe nuty bardzo delikatnie tworzą jedynie ciekawy kontekst. Primus z 2009 roku pochodzi z winnic, które mają średnio po 50 lat. Kupaż torrontés, encruzado, bical, verdelho. To najważniejsze białe wino rodziny Castro, a ja bez wahania daję mu 89 punktów.
Quinta de Saes 2008 jest mieszanką tinta roriz, jaen, tourigi nacional i alfrocheiro. To wino proste, ale dobrze zrobione, o wyraźnym owocu i mineralnym charakterze. Równie dobrze wypadają dwa wina Dão Álvaro Castro 2008, a w szczególności Reserva 2007 - potężnie zbudowane, z miękkimi taninami, kupaż alfrocheiro z tourigą
nacional. Czerwone i czarne owoce w nosie, świetna struktura i wyraźnie świeża kwasowość. Ostatnio Álvaro zadziwił wszystkich wspólnym winem z legendarnym Dirkiem Nieeportem z Douro. Razem stworzyli kupaż z obu regionów. Kilka tysięcy kolekcjonerskich butelek nazwali Dado - od nazw regionów Dão i Douro.
Najlepszym dziś próbowanym czerwonym winem jest Pape. Degustujemy 2006 rocznik. To mieszanka bagi i touriga nacional. Bardzo głęboka barwa, w nosie lekko pikantne, wyraźnie wyczuwalne jeżyny i czarne porzeczki. W ustach gęste, pełne, bardzo intensywne. Swobodnie bije poprzeczkę na poziomie 90 punktów.
Od pięciu pokoleń
Nie wiem, dlaczego Figueiredo señor dopiero przy kolacji wspomniał, że Jancis Robinson oceniała ich rocznik 1963. Postanowiliśmy wrócić następnego dnia, by samemu go spróbować. I warto było! Pomimo ponad 40 lat w butelce wino zachowało świeżość, posiada wyraźne nuty oksydacji, ale jednak dominują w nim stare owoce, wiśnie w czekoladzie i suszone śliwki.
Quinta da Fallorca jest niewielką winiarnią z 13 hektarami starych winnic. Gospodarstwo uzupełniają gaje oliwne i lasy piniowe. Ileż już razy słyszałem tę samą opowieść: „Już miałem serdecznie dość tego samego biurka w General Electric Capital. Nie chciałem tak trwać aż do emerytury”. Pedro Figueiredo w 1996 roku postanowił zmienić swoje życie. Jego ojciec Carlos Figueiredo zawsze uprawiał winnice i nic w tym dziwnego, bo rodzina od pięciu pokoleń tym się zajmowała. Własne wino produkował do 1963 roku i to właśnie dał nam do spróbowania.
Nie planowano, by rocznik 1963 przeznaczać do tak długiego leżakowania. Traktowano go jak zwykłe wino i sprzedawano lokalnym klientom, głównie rozlewając je na miejscu do przyniesionych przez klientów pojemników. Fakt, że w tak dobrej kondycji przetrwało tyle lat, jest namacalnym dowodem na potencjał tkwiący w Dão. Po 63 roku Carlos dostał pracę w lokalnej kooperatywie i przestał tłoczyć swoje wina. Winogrona wędrowały do „wspólnego kooperatywnego kotła”, by zapełnić półki marketów w całej Portugalii.
Idea Pedra jest prosta: robić własne wina, butelkować je i sprzedawać pod własną marką. Pierwsze produkty wypuścił na rynek w 1999 roku, a już kilka lat później zauważył je Robert Parker. T-Nac z 2005 roku dostał u niego 89 punktów, garrafeira z 2003 - 90, a reserva z tego samego roku aż 91! Po Parkerze inny guru światowego winiarstwa - Jancis Robinson wysoko oceniła Fallorcę. Mając takie recenzje, Fallorca stała się bardziej znana na świecie niż w Portugalii. Dziś ponad 60 procent produkcji trafia na eksport.
Podać szczęściu rękę
Trzy potężne labradory nie dały się łatwo zawrócić z drogi do Quinta de Pellos. Pomimo użycia „środków przymusu bezpośredniego” merdając wesoło ogonem, udawały, że nie wiedzą, o co chodzi ich pani. A ona - Maria - wyglądała na równie szczęśliwą jak jej psy.
Jej ojciec Álvaro Castro, wzięty inżynier budownictwa, zdecydował się zmienić kierunek swojej kariery i wrócić do Dão. Umiejętności nabyte na studiach bardzo przydały się przy odbudowie rodowej siedziby. General Electric musiał zatrudnić nową osobę w miejsce odchodzącego Pedra Figueiredo, kiedy ten obrał kurs na Dão. Trudno. Tak powstają szczęśliwe quintas. Bo szczęście leży w zasięgu ręki.
Czytaj także
Czas Wina nr 47

