Rewolucja południa

Włosi z północy uważają, że wszystko, co na południe od Toskanii, to już Afryka.

No może są skłonni wyłączyć z tej reguły Rzym, bo przecież często ze względów zawodowych przychodzi im tam żyć.

Mezzogiorno, czyli południe Włoch, owiane jest złą sławą organizacji mafijnych kontrolujących wszystko lub prawie wszystko począwszy od sprzedaży w restauracjach, na wywozie śmieci skończywszy. Wszyscy zawsze lubili spędzać tam wakacje, bo ciepło i przyjemnie, ale pracować i mieszkać woleli na północy. Tam istniał cały liczący się włoski przemysł – znane marki odzieżowe czy kosmetyczne Włoch to Mediolan, a nie Neapol.

Podobnie było z winem. Z Północy pochodzą wszystkie znane i najdroższe wina Włoch: baroloczerwone wino włoskie DOCG z regionu Piemont, produkowane z... (...), barbarescowłoskie czerwone wino DOCG z Piemontu, wytwarzane z odmiany... (...), amarone. Zawsze liczyła się też Toskania ze swoimi chianti, brunello czy nobile. Wina z południa często służyły wyłącznie jako dodatek podkreślający smak czy kolor win z północy, ale nikt nie traktował ich poważnie jako samodzielnego bytu.

Tak było, ale już nie jest. Wraz z modą na Nowy Światpopularne, zbiorcze określenie pozaeuropejskich państw win... (...), konsumenci zaczęli poszukiwać czegoś innego. Teraz liczy się kolor, owocowość, mocna struktura i potężna budowa. Liczy się wszystko to, czego na południu aż za dużo, a na północy nierzadko brak. Dlaczego dopiero teraz, dlaczego od zaledwie kilku–kilkunastu lat przeżywamy winną rewolucję południa?

Pamiętam moje pierwsze wizyty we Włoszech w połowie lat dziewięćdziesiątych. Pamiętam blade mocno przegrzane montepulcianowłoska odmiana czerwonych winogron uprawianych głównie w ... (...) z Abruzji. Wina, w których owocowość była dalekim wspomnieniem poprzedniego lata, raczej żywiczne niż owocowe, dżemowe niż kwiatowe. Przypomniały mi się one dzisiaj rano, kiedy miałem okazję próbować nowych roczników win z południa Włoch w pięknej willi Medyceuszy w Toskanii. Montepulciano d’abruzzo mnie najbardziej zadziwiło. Może spowodowane to było kontekstem „starego” montepulciano, który tak mocno pozostał w mojej pamięci, a może to charakter tej odmiany tak mnie zdumiał. Zadziwienia było zresztą w czasie tej degustacji dużo więcej. Aglianico z Vulture, czyli starego wulkanu w centralnej, biednej krainie Bazylikaty. Negroamaro, czy nero di troia z Apulii, nero d’avola w kilku różnych stylach, czy równie – a może nawet bardziej powabne – nerello mascalese z Sycylii. Klasą samą w sobie pozostało oczywiście primitivo z Mandurii. Degustacja kończyła się nowymi rocznikami z Toskanii. Było nie tylko chianti; było bolgherimiasteczko oraz niewielki nadmorski obszar i gmina w środko... (...) i różne supertoskany(wł. – super toscani, ang. – super tuscans) określenie... (...). Było sangiovesewłoska odmiana czerwonych winogron.Jest to jedna z najważn... (...), ale też cabernety i merloty. Cóż z tego wszystkiego, skoro próbowane po wszystkich tych południowowłoskich perłach wypadały bardzo blado.

Jednym z odpowiedzialnych za rewolucję południa jest Valentino Sciotti. Pochodzi z Abruzji, jego ojciec przewodził przez całe lata rolnikom skupionym w lokalnej spółdzielni. Valentino, wyrósł w rodzinie winnej. Jak mało kto zwiedził cały świat, by osobiście przekonać się, czego ludzie poszukują. Zrozumiał szybko, że południe to winiarski diament, który po oszlifowaniu zacznie świecić najjaśniejszym blaskiem. Wiedział, co trzeba było zrobić. Nowoczesną winifikację, nowoczesne prowadzenie upraw, znalezienie najlepszych działek z lokalnymi odmianami. Wiedział, że aby winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) sprzedać, trzeba go pięknie opakować, w porządną, drogą butelkę i piękną etykietę. Kilkanaście lat zajęło mu stworzenie tej południowej rewolucji. Kiedy na początku degustacji przedstawiał wyniki sprzedaży za ubiegły rok przez salę przeszedł szmer podziwu. Prawie 30 procent wzrostu i prawie pięć milionów sprzedanych butelek. Nie zrobił tego sam. Odpowiedzialnym za wino, jego jakość, jest szef enologów Alberto Antonini. Alberto pochodzi z Toskanii, ale południe czuje jak mało kto. Zresztą Alberto jest dzieckiem szczęścia. Czego się winiarsko nie dotknie, to zamienia w złoto. Zaangażowany jest w wiele projektów na całym świecie. Ostatni jego wielki sukces to Bodega(hiszp.) piwnica, winiarnia, firma winiarska.. Garzón w Urugwaju i inne projekty winiarskie robione z Alejandrem Bulgheronim, argentyńskim potentatem naftowym.

Valentino i Alberto zrewolucjonizowali południe. Ich koncept polega na połączeniu wszystkich zalet butikowej winiarni, gdzie producent osobiście dogląda wszystkich szczegółów, z potencjałem dużej grupy, która może sobie pozwolić na międzynarodową ekspansję i wszelkie konieczne inwestycje. Tak powstała grupa Farnese, w której Antonini przewodzi grupie osiemnastu enologów, pracujących w pięciu południowych włoskich regionach.

Wszystkie próbowane wina z rocznika 2017 są doskonale skończone. Nikt nie mówi tutaj, że trzeba jeszcze poczekać, że wino za kilka miesięcy zrobi się lepsze. Brutalna prawda o winie – o czym się coraz bardziej przekonuję – jest taka, że kiedy nie jest dobre jako młode, to dobre już nigdy nie będzie.

Mezzogiorno jest europejskim Nowym Światem. Powoli wychodzi z cienia swych północnych pobratymców. Dysponuje skarbem, którego tamci nie mają. Słońcem, pogodą, olbrzymimi górzystymi terenami porośniętymi starymi winoroślami. Odmianami, które wyznaczają styl. Wiele z nich w swojej nazwie ma słowo nero lub negro. Znaczy czarny. Bo kolor wina jest tu raczej czarny niż czerwony. Dla mnie to jedyny związek tej krainy z Afryką.