Skąd się biorą kieliszki?

Justyna Korn-Suchocka25.07.2017 08:19

Wizytę w salonie szkła Spiegelau&Nachtamann w centrum Weiden można by zapisywać na receptę przemęczonym i znerwicowanym. Delikatna świetlistość i harmonia form wystawianego tam szkła działa jak najlepsza terapia.

Aż trudno uwierzyć, że wszystkie te cuda powstały w fabryce, gdzie ubrudzeni smarem technicy obsługują rozgrzane do czerwoności piece hutnicze i inne ciężkie urządzenia nijak przystające do eterycznego wyglądu kieliszków i karafek na wino.

Fot. ArchiwumSpiegelau to bawarska miejscowość, w której od pięciuset lat zajmowano się wyrobem szkła. Zanim na początku XX wieku stała się oficjalną nazwą słynnej wytwórni, firma była własnością różnych rodzin przez pół tysiąclecia udoskonalających proces produkcji i zmieniających ofertę – począwszy od luster, poprzez szklane koraliki, na ozdobnych butelkach (np. na tabakę) skończywszy. W latach 90. marka wraz z czterema fabrykami (w Spiegelau i Neustadt an der Waldnaab w Niemczech oraz Kufstein i Schneegattern w Austrii) została kupiona przez firmę Nachtmann, a od roku 2004 funkcjonuje w ramach jednego z największych szklanych biznesów na świecie, czyli Grupy Riedel. Riedlowie ze szkłem związani są już od jedenastu pokoleń – od XVIII wieku ich huty działały z powodzeniem na terenach dzisiejszych Czech w graniczącym z Bawarią rejonie Sudetów, słynącym z produkcji szkła kryształowego. Wyroby z Bohemii już w wieku XVII (kiedy po dodaniu do masy szklanej wapnia rozpoczęto produkcję tzw. czeskiego kryształu, masywnego, ale łatwego w kształtowaniu i obrabianiu) stały się bardzo cenione, wypierając z rynku m.in. słynne szkło weneckie.

Feniks z popiołu
Fot. Justyna Korn-SuchockaZanim jednak szklane naczynia i szyby trafiły pod europejskie strzechy, szkło przeszło długą drogę. Jego początków należy szukać w starożytnej Mezopotamii, w rozpalonym na piasku ognisku, w którym kwarc połączył się z popiołem, a twarda kulka przykuła ludzką uwagę. Pierwsze odnalezione przez archeologów naczynia szklane pochodzą z XV w.p. Chr., kieliszki zaś na stołach naszych przodków pojawiły się tysiąc lat później. Stosowana wtedy metoda wydmuchiwania rozgrzanej masy szklanej przez długą rurkę nie zmieniła się właściwie do dziś. Rzymianie dzięki odpowiednim dodatkom udoskonalili nieco technologię i tworzyli naczynia bardziej przeźroczyste. Od wczesnego średniowiecza wytwórnie szkła pojawiają się masowo na mapie Europy – w Polsce pierwszy warsztat powstał na przełomie XII i XIII wieku w Kruszwicy, a najstarsza wzmianka o hutach położnych w Małopolsce pochodzi z XIV wieku.
Rewolucja przemysłowa przyniosła kolejne zmiany – zwiększenie produkcji i opracowanie tańszych receptur. Zaczęto wykorzystywać maszyny do wytwarzania mniej wyrafinowanych przedmiotów codziennego użytku, bo szkło wyrabiane ręcznie (właściwie ustnie przez dmących w rozgrzane krople ludzi) było i jest z natury rzeczy dużo droższe. Na szczęście dla wielbicieli pięknych szklanych form również w tej dziedzinie dokonał się przełom i powstające w pełni zautomatyzowanych, nowoczesnych zakładach Spiegelau kieliszki niczym nie ustępują tym wyrabianym tradycyjnymi metodami. Z wyjątkiem ceny.

Piasku biel
fot. Archiwum SpiegelauLinie produkcyjne w fabryce w Neustadt działają bez przerw przez 365 dni w roku. Wygaszanie dwóch ogromnych pieców, w których w temperaturze 1500°C przetapia się mieszankę piasku i chemicznych dodatków w szklaną lawę, byłoby ekonomicznym samobójstwem. „Skład owej mieszanki to największe dobro firmy, a podstawowym graczem jest w niej piasek, pozyskiwany z najlepszego źródła w Bawarii – Josef Knorr, wiceprezes Spiegelau-Nachtmann z dumą pokazuje nam wielkie, sterowane przez komputery mieszalniki. – Jakość piasku ma ogromne znaczenie dla parametrów późniejszego wyrobu – im czystszy i bielszy, tym lepiej dla przejrzystości i blasku szkła”. Proporcje chemicznych dodatków (np. tlenków sody, wapnia, potasu czy ołowiu) to w hutach szkła pilnie strzeżona tajemnica.
Ten ostatni składnik, przez wpływ na współczynnik załamywania się światła, zamienia zwykłe sodowe szkło w szkło kryształowe. Wystawiane przez naszych dziadków w witrynach meblościanek rżnięte, bogato ornamentowane i barwione kryształy odchodzą jednak do lamusa. Nachtmann wciąż ma ofercie takie propozycje kieliszków czy karafek, jednak jest to już tylko ułamek produkcji. Dziś bowiem rasowe kryształy wyglądają zupełnie inaczej.

Platyną w mercedesa
Dopiero w latach 70. XX wieku odkryto, że kształt, grubość, a także jakość szkła wpływa na odczuwanie smaków i aromatów wina. Masywne, zdobione cięciami „tulipanki” poszły w odstawkę, nastała z kolei era delikatnych, eterycznych czar na wydłużonych nóżkach. „Spiegelau od lat jest liderem tych zmian. Kształty kieliszków zaczęto u nas dostosowywać do rodzajów wina – duże, pękate, szeroko otwarte czasze są świetne do lekkiego burgunda, ale już niekoniecznie do skoncentrowanych, gęstych od aromatów i tanin win z Bordeaux – tłumaczy Kornel Dura, ekspert od sensoryki szkła. – Wielkość jest drugorzędna, liczy się kształt, idealnie cienki, niewyczuwalny w ustach brzeg kieliszka, gładkość szkła”. O tym, że miał rację, przekonaliśmy się podczas degustacji tego samego wina w kilkunastu różnych modelach kieliszków. „To nie magia, to fizyka” – przekonuje Kornel.
fot. Archiwum SpiegelauCo ciekawe, Spiegelau jest producentem szkła kryształowego bez dodatku ołowiu. Jak to możliwe? „No cóż, ołów w składzie produktu nie brzmiał najlepiej – śmieje się Kornel. – Odkąd w Kalifornii, która jest jednym z największych odbiorców wysokojakościowych kieliszków z Europy, zaczęto na opakowaniach ostrzegać przed szkodliwością tego związku dla zdrowia, postanowiliśmy zastąpić ołów innymi metalami, m.in. platyną. Platyna wypełnia również specjalne tuby, w których półpłynna mieszanka jest oczyszczana z najdrobniejszych niechcianych frakcji. Koszty poszły w górę, ale wygląd i trwałość kieliszka są doskonałe, a klienci zachwyceni – dodaje, podnosząc w górę cienki niczym opłatek kieliszek z serii Authentis. – Jest delikatny, ale bardzo wytrzymały na uderzenia. W końcu jesteśmy w Bawarii, tu wszystko musi być jak Mercedes, porządnie zrobione”.

Gwarancja na gwarancję
Walka o grubość, a właściwie cienkość szkła, trwa na najbardziej rozgrzanej linii produkcyjnej, gdzie automatycznie odbywa się proces wydmuchiwania czary kieliszka. Oglądamy prawdziwy spektakl z udziałem rozpalonych do czerwoności kropli precyzyjnie napełnianych powietrzem pod ciśnieniem, które w kilka sekund zamienia bezkształtną masę w delikatną czarę, jeszcze pozbawioną nóżki i stopki. Te dodatkowe elementy są wytwarzane w formach, w których prasy wyciskają w rozgrzanym szkle odpowiednie kształty. Tak powstają również dizajnerskie patery, talerze i misy produkowane głównie dla marki Nachtmann. „Zaprosiliśmy do współpracy młodych artystów z całego świata, by odświeżyli tradycyjne wzory. – Kornel z dumą wskazuje na nowoczesne, pełne ekspresji projekty. – Szybko okazało się, że nasze kryształowe talerze podbijają serca restauratorów od Nowego Yorku po Tokio”.
fot. Archiwum SpiegelauZ gorącego labiryntu linii produkcyjnych spokojnie wyjeżdżają gotowe produkty: kieliszki z przyciętą laserem i wyszlifowaną krawędzią oraz pięknie zdobione misy wystudzone podczas kilkunastometrowej jazdy na specjalnej taśmie. Z trudem powstrzymuję okrzyk rozpaczy na widok kosztujących majątek mis Villeroy&Boch (w fabrykach Spiegelau produkuje się także szkło na zlecenie innych ekskluzywnych marek) lądujących w koszu na stłuczki. Zarówno kontrolerzy w rękawiczkach, jak i precyzyjne laserowe systemy wychwytują najmniejszy błąd. „Jakość jest dla nas najważniejsza – ponad 30% gotowych wyrobów trafia z powrotem do pieca. Na szczęście nie musimy ich wyrzucać na śmietnik – śmieje się Josef Knorr. – Dajemy gwarancję na 1500 myć, także w zmywarkach, musimy zatem starać się, by nikt nie miał powodów z niej korzystać”.


Jak maszynowo powstaje kryształowy kieliszek w fabryce Spiegelau:

fot. Archiwum SpiegelauPrzygotowanie mieszanki 70% piasku, ok. 20% sody, potasu, wapnia i 10% tlenków metali oraz tłuczki szklanej. Dodanie odpowiednich metali do mieszanki pozwala uzyskać szkło kolorowe.
Sypka mieszanka jest topiona w piecach hutniczych w 1500°C, następnie schładzana, tak by otrzymać wciąż gorącą, ale lekko ciągliwą i podatną na formowanie masę.
Ze strumienia gorącej masy odcinane są zaprogramowane ilości surowca, a rozgrzana porcja trafia pod rurkę wdmuchującą do jej środka powietrze pod dużym ciśnieniem.
Wydmuchiwane szkło jest jednocześnie obracane w specjalnych formach, by nabrało odpowiedniego kształtu i podgrzewane płomieniami z gazowych palników, aby nie stygło zbyt gwałtownie.
Kolejny krok to łączenie w wysokiej temperaturze czaszy kieliszka z nóżką i podstawką, które najczęściej wytwarza się w formach.
Szkło poddawane jest na szerokich, ruchomych taśmach powolnemu schłodzeniu, by wyeliminować wszelkie naprężenia.
Laser odcina ok. 1 cm z górnej części kieliszka, tak by uzyskać idealny brzeg.
Szkło jest polerowane i jednocześnie stale polewane wodą, by nie zostały w nim żadne zabrudzenia. Woda po oczyszczeniu z pyłu wraca na halę.
Podwójna kontrola jakości wychwytuje wszelkie niedoskonałości.
Szkło zdobione ręcznie trafia do specjalnej pracowni.

Czas Wina nr 86

Zdjęcia

Twój komentarz
FB