Skrzyżowanie historii, polityki, tradycji, religii i...

Wojciech Gogoliński28.03.2017 07:56

Sde Boker

To jeden z najsłynniejszych kibuców w Izraelu, założony w 1952 roku na pustyni Negew na południu kraju, w pobliżu słynnych kraterów wulkanicznych w Micpe Ramon.

Utrzymuje się wyłącznie z produkcji rolnej, głównie warzyw i winogron oraz produkcji wina. Najbardziej nietypowego wina w kraju. Eksperymentalnie do podlewania winogradów wykorzystuje się tu słoną morską wodę, częściowo mieszaną ze słodką. Taki zabieg powoduje, że owoce mają podobno skłonność do większego gromadzenia cukrów. Tutejsze warzywa są pyszne, winogrona też, samymi winami zachwycał się Daniel Rogov, ale ja znacznie mniej (właściwie wcale), niemniej po latach doświadczeń są dziś ponoć całkiem znośne. Nie chodziło mi o to, że mają jakieś nuty słone – tych raczej nie ma, bo łodygi filtrują wodę znakomicie – ale o ich przeciętną jakość.
Sde Boker jest dziś jednym z najczęściej nawiedzanych miejsc w Izraelu, zwłaszcza przez wycieczki szkolne. W kibucu ostatnie swoje lata spędził Dawid Ben Gurion. Osiadł tu na emeryturze, ale członkiem (szeregowym) kibucu był znacznie wcześniej. To on w 1967 roku przekonał pozostałych kibucników, by na poważnie zajęli się produkcją wina, ściągnął doradców i naukowców, którzy po latach wymyślili jedyny na świecie „słony” eksperyment. W Sde Boker jest jego grób oraz domek-muzeum, w którym mieszkał.

Szymon, wisisz mi flaszkę!

Fot. Archiwum Wojciech GogolińskiKiedy w roku 1994 pełniący wówczas funkcję ministra spraw zagranicznych, zmarły niedawno wielki mąż stanu Szymon Peres udawał się z trzydniową wizytą do Maroka na rozmowy z królem tego kraju, zabrał ze sobą grupę biznesmenów. Wracając, przechadzał się po samolocie i wymieniał z przedsiębiorcami uwagi co do ich wizji możliwości współpracy gospodarczej z tym państwem. W pewnej chwili zauważył, iż jeden z gości wiezie spory karton marokańskiego wina koszernego, które podawano podczas pożegnalnej kolacji. Peres bezceremonialnie wyjął sobie flaszkę.
Udając oburzenie i wyciągając ręce w obronie swojej własności, biznesmen rzucił:
– Nie wiedziałem, że izraelskie służby celne (ang. – customs) operują już na pokładzie samolotu!
– Nie – starając się zachować powagę odrzekł Peres – działam nieformalnie. Świadczy to jedynie o tym, iż izraelski polityk ma skłonność (custom) do dobrych win – dodał minister.

Hebron Hights

Tej winiarni nie znajdziemy na mapie Izraela, choć robi blisko milion butelek rocznie, w tym te drogie, oceniane bardzo wysoko na świecie. Nie istnieje w przewodnikach izraelskich, nie słychać o niej w prasie, choć robi wina koszerne (pracują w niej ortodoksyjni żydzi), a wina posiadają apelację Ha-rej Jehuda (Wzgórza Judzkie).
Nie ma jej z powodów historyczno-politycznych, bo nie znajduje się w Izraelu, ale na terenie Autonomii Palestyńskiej, w Kirjat Arba – na przedmieściach Hebronu. Założył ją w 2000 roku Michel Murciano, Francuz pochodzący z Maroka. Owoców dostarczają palestyńscy rolnicy, wcześniej (a także i dziś) z wielkim powodzeniem produkujący winogrona stołowe. Własnych winogradów winiarnia ma ciągle niewiele, aż 90 procent owoców skupuje. Ta wyjątkowa współpraca palestyńsko-żydowska jest stawiana często jako przykład koegzystencji.
Tereny wokół Hebronu są kilkukrotnie wymieniane w Starym Testamencie jako najlepsze w Judei do wyrobu wina. Do dziś są tam tarasy (ciągle wykorzystywane), które – jak przypuszczają naukowcy – już w czasach biblijnych były przygotowane specjalnie pod uprawę winorośli! Niektóre wina z Hebron Hights (Hevron Hights) osiągają zawrotne ceny (Armagedon – ponad sto euro!), ale rozrzut jest duży – są też wina znacznie tańsze, po kilka, kilkanaście euro. Wytwarza się tu także (okazyjnie) wino lodowe (sic!) z mrożonych owoców – Eden Quintessence Ice Wine – wielka rzadkość za około 35 euro za półlitrową flaszkę.

Czynnik indyjski

Za ojca-założyciela współczesnego izraelskiego winiarstwa uznaje się – i słusznie – barona Edmonda Jamesa de Rothschilda, właściciela Château Lafite-Rothschild, który w 1882 roku kupił tu ziemię, założył winiarnię Carmel i oddał ją spółdzielcom z Riszon le-Cijjon i Zichron Ja’akow (sam inwestował, ale z założenia żadnych zysków nie pobierał) oraz wysłał swoich ekspertów w celach doradczych. Ci jednak sprowadzili odmiany nie z Bordeaux, ale z południa Francji, bo te najbardziej odpowiadały palestyńskim warunkom klimatycznym. Tak piszą wszystkie podręczniki. Jednak w Dolinie Rodanu i całej Francji grasowała wówczas filoksera, która zdziesiątkowała również pierwsze palestyńskie nasadzenia. Wiek później pierwsze odmiany bordoskie sprowadzano ze szkółki w indyjskim Kaszmirze – bano się, iż te sprowadzane z Francji mogą być również zainfekowane.

Carmel u nogi

Największa do dziś winiarnia w Izraelu niemal do lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku pozostawała niemal monopolistą w kraju. Jeszcze przed II wojną światową prawie całą produkcję odbierała diaspora w Polsce i Rosji, a także w Stanach Zjednoczonych (po wojnie – główny rynek zbytu). Carmel miał się jak pączek w maśle, nie zaznawszy długo konkurencji, był największym wytwórcą win i jednym z największych pracodawców w Izraelu w ogóle. Zatrudnienie znalazło tu wielu znanych Izraelczyków, jak choćby wspomniany Dawid Ben Gurion – ojciec założyciel Państwa Izrael i jego pierwszy premier, a także trzeci premier Lewi Eszkol, a przy okazji także minister spraw zagranicznych i obrony. Odwiedzanie siedziby firmy w Riszon le-Cijjon przez polityczne osobistości należało do rytuału.
Zadufanie wytwórni co do rynków zbytu o mało nie skończyło się tragedią pod koniec XX wieku. Robione tu słodkie tokaye i sauternes’y oraz koszerne wina pasteryzowane nagle straciły na zainteresowaniu odbiorców – na świecie zaroiło się od wybornych win przeznaczonych na religijne stoły, w Izraelu wyrosło nowe pokolenie znacznie wybredniejszych i wyedukowanych konsumentów, jak grzyby po deszczu powstawały nowoczesne winiarnie. Carmel stanął nad przepaścią, ale miał szczęście – jego reorganizacja i unowocześnienie (kosztowała 1,5 mln dolarów) były błyskawiczne. Całkowicie zmieniły się główne zakłady w Riszon i Zichron, ale – idąc z duchem czasu – z konglomeratu wydzielono też kilka małych wytwórni butikowych, do których ściągnięto winemakerów z zagranicy. Dziś Carmel jest ponownie perłą izraelskiego winiarstwa, ale już nie jedyną, z czym musiano się w firmie pogodzić.

Adam Montefiore

Fot. Archiwum Wojciech GogolińskiBodaj najważniejsza postać współczesnego winiarskiego Izraela, zwany jego „oczyma i uszami”, od lat związany z promocją miejscowych win, handlem i produkcją, a dziś najważniejszy bodaj ekspert, wyrocznia i słynny felietonista „The Jerusalem Post”, którego teksty czytają przynajmniej w internecie wszyscy zainteresowani izraelskim winiarstwem na świecie. Montefiore pochodzi z arystokratycznej rodziny sefardyjskich Żydów, która przybyła do Anglii z Włoch (z Livorno) już w XVIII wieku. Sir Moses Montefiore, szwagier Nathana Mayera Rothschilda, był wpływowym biznesmenem, politykiem, społecznikiem i filantropem  – od królowej Wiktorii otrzymał szlachectwo i tytuł barona. Adam był pierwszym z wielkiej i starej rodziny, który w 1989 roku wyemigrował z Londynu do Izraela. Trójka jego rodzeństwa jest pisarzami, ale największy światowy sukces osiągnął historyk Simon Sebag Montefiore, pisząc książki o Stalinie oraz wydając najlepszą bodaj, monumentalną pracę o historii Jerozolimy – Jerozolima. Biografia miasta. By być obiektywnym, spotykał się nawet potajemnie z działaczami OWP (sic!).
Adam pracował w Golan Heights Winery, a potem reformował Carmel. Dziś jest zaangażowany w rodzinną winiarnię swoich dzieci Karem Montefiore. Stworzył także „Szlak Winny” dla Izraela, napisał hasło do The Oxford Companion to Wine dla Jancis Robinson oraz pomaga Hugh Johnsonowi przy jego Pocket Wine Book.
Kiedyś przez dwa dni woził mnie po winiarskim Izraelu, z wielkim znawstwem, ale i przejęciem ciągle odkrywającego nowe rzeczy naukowca, opowiadając mi o swoim nowym kraju. Bardzo pomógł mi go zrozumieć.

Koszerność

Tylko około 15 procent mieszkańców Izraela stanowią żydzi ortodoksyjni. Ale żaden większy sklep w kraju nie weźmie na skład wina niekoszernego. Co ciekawe – niemal wszyscy niereligijni także wolą kupować takie wina, podobnie w diasporze. Dlatego niemal wszystkie większe i poważniejsze winiarnie w Izraelu przeszły na wyrób tego typu win. Winemakerzy nie narzekają, choć nie wolno im dotykać beczek i zbiorników, pobierać próbek, czy w pojedynkę wchodzić do winiarni, a nawet posiadać kluczy do niej – uprawnieni do tego są wyłącznie żydzi przestrzegający szabatu.
– Michel Rolland też tego nie robi – odpowiadają winiarze. Współpracownicy przynoszą mu próbki, nad którymi pracuje przy stoliku – dodają.
Najwięksi producenci win koszernych na świecie znajdują się jednak poza Izraelem. Dokładnie na południe od Nowego Jorku, i są to dwie wielkie wytwórnie Kedem i Manischewitz. Ale koszerne wina robi się na całym świecie, zwłaszcza na południu Francji i we Włoszech. Wśród nich jest wiele słynnych butelek z czołowych list klasyfikacyjnych świata, jak choćby Laurent-Perrier (Szampania) oraz bordoskie: Château Clarke (Listrac-Médoc), Château Giscours (Margaux), Château Léoville-Poyferré (Saint-Julien), Château Pontet-Canet (Paulliac) i garażysta z AOP Saint-Émilion  – Valandraud.

Porównania

Izrael uchodzi za poważnego gracza na światowym rynku winiarskim. I słusznie. Statystyki co do powierzchni upraw w tym kraju nie są jednak jednoznaczne, co nie wynika z bałaganu w księgach.
Tak jest we wszystkich krajach, gdzie jednocześnie wytwarza się owoce na stół i na wino, a często mogą to robić ci sami producenci, w Palestynie – zwłaszcza moszawy i kibuce. Można przyjąć, że winogrady winiarskie zajmują w Izraelu plus minus pięć tysięcy hektarów. To mniej niż w Indiach, Libii, Iraku, Maroku, Syrii, Arabii Saudyjskiej, Jemenie czy Czarnogórze (liczba mieszkańców jest tu mniejsza niż w Krakowie – raptem 621 tys. obywateli!). To dane pochodzące ze stron cenionego w tym względzie kalifornijskiego Wine Institute. Ten ostatni nie podaje wszakże, że magazyn „Czas Wina” szacuje, iż Polsce jest blisko 1–1,5 tysiąca hektarów w większości ciągle niezarejestrowanych winogradów. Co ciekawe – pijemy corocznie podobną ilość wina per capita (w Izraelu – około 4 litrów), ale jesteśmy niepomiernie większym importerem. W Izraelu 20 procent konsumowanego wina pochodzi zza granicy, w Polsce – 100 procent. Czy nasz kraj nie jest zatem winiarsko ważniejszy od Izraela…?

Czas Wina nr 84

Zdjęcia

Komentarze

chinna / 20.04.2017 13:03

Free download Imo for PC, install Imo messenger for windows 10, 8.1, 8, 7 laptop, computer. Enjoy Imo free video calls, texts and chat on your windows.

Twój komentarz
FB