Stąpając po miękkim gruncie

Wojciech Gogoliński31.10.2017 08:35

Z Alexandre Sidorenką, menedżerem winogrodnikiem w Domaine M. Chapoutier, oraz z Mathilde Chapoutier, córką Michela, rozmawia Wojciech Gogoliński

Długo starałeś się o pracę u Michela Chapoutiera? Chodziłeś na rozmowy?
W ogóle się nie starałem, chyba bym nawet na to nie wpadł. Ale to dla mnie życiowy sukces i spełnienie marzeń.

To jak Cię znaleźli? W końcu zajmujesz eksponowane stanowisko.
Przez LinkedIn.

Żartujesz, myślałem, że to tylko taka wirtualna zabawa jak Twitter.
Okazało się, że nie.

Coś ich jednak zaskoczyło, że z całej sieci wybrali akurat ciebie?
Ktoś tam musiał trafić na mój życiorys, być może śledzili mnie dłużej, być może po prostu szukali ad hoc. Nie mam pojęcia.

fot. Wojciech GogolińskiPrzecież nawet nie pochodzisz z winiarskiej rodziny. Rodzina ma korzenie rosyjskie.
To bardziej skomplikowane. Dziadkowie oczywiście musieli ewakuować się ze Wschodu po rewolucji. Moje korzenie są ukraińsko-rosyjskie. Część rodziny mieszkała w okolicach Lwowa, więc podejrzewam, że mam też trochę krwi polskiej.
Urodziłem się we Francji, i to na północy, która też ma niewiele wspólnego z winem. Wino było u nas w rodzinnym domu raczej rzadkim gościem. Bardziej od święta. Tutaj kończyłem szkoły, znam rosyjski i trochę ukraiński, z domu.

Powiedziałbyś wreszcie, jak trafiłeś do świata wina!
To też nieco zakręcone. Długo nie mogłem znaleźć właściwego kierunku studiów dla moich zainteresowań, a interesowałem się, ogólnie rzecz biorąc, problemami ekologii. Za młodu pochłaniało mnie to bez reszty. Nie chodzi o tych ekologów walczących, przypinających się łańcuchami do drzew itp. Po prostu ciekawiło mnie to od strony naukowej: jak ograniczać używanie chemii w rolnictwie, jak mądrze to robić, mądrze gospodarować, jak spojrzeć na to z punktu widzenia przyszłości, rozwoju ludzkości. Rozmyślałem, że nie można bez końca pakować w ziemię coraz więcej i więcej chemii, że to musi mieć jakieś logiczne rozwiązanie. Że wygląd warzyw i owoców czy też kolor zafoliowanego mięsa to nie wszystko, co musi decydować o zakupie w supermarkecie. Rozumiesz, takie trochę naukowe, trochę idealistyczne rozważania młodego, nieco może buntującego się człowieka. Wiesz, młodzi tak zwykle kombinują, jak zmienić świat.

Gdzie to wino?!
Już! No i tak kombinowałem, jaki kierunek studiów wybrać, ale nic mi nie podchodziło. Trudno coś takiego znaleźć, kiedy ogólnie się wie, że chciałoby się po trochu wszystkiego o ekologii, ale dokładnie nie da się tego sprecyzować. Wreszcie ktoś mi podsunął enologię w Bordeaux. Niewiele o tym wiedziałem, ale szybko zorientowałem się, że biodynamika i organika to przyszłość winiarstwa, w tym sensie, że prężnie się rozwija, że bardzo dużo się tu dzieje, że toczy się ogromna liczba dyskusji między winiarzami a naukowcami. Że jest to dziedzina, która nie jest jednoznacznie przesądzona, określona, zdecydowana, że część pozostanie przy swoim zdaniu, będzie go bronić, a inni w to wejdą lub już weszli. Ważne było także to, że widzę w tym wielką, praktyczną i naukową przyszłość.
Najważniejsze jest to, że winogrodnictwo zużywa największą ilość chemii w całym europejskim rolnictwie. Większe zużycie ma tylko uprawa cytrusów, ale na naszym kontynencie to działalność znacznie bardziej marginalna niż winiarstwo. Wiele krajów czy regionów stoi już po prostu pod ścianą, w winnicach są przypadki śmiertelnych zatruć, rodzice czasami zabraniają wchodzić tam dzieciom z obawy o ich zdrowie.
No i szast-prast, wylądowałem nagle po zdanych egzaminach na bordoskim uniwersytecie. Tak więc masz swoje wino.

Byłeś wszak potem dyplomatą.
Dużo powiedziane! Szukałem pracy, praktyki i tak trafiłem do Kijowa. Biuro Rzecznika Handlowego to żadna wielka dyplomacja. Znałem język, chciałem też zobaczyć rodzinne strony dziadów. Ukraina to piękny kraj, wspaniali ludzie, starałem się pomóc.

Dobra, wróćmy do LinkedIn.
Ktoś od Michela mnie wytropił, a jak widzisz, oni na biodynamice i ekologii się znają…

O! To chyba największy biodynamiczny potentat na świecie! Myją buty, kiedy wchodzą do winnicy?
Nie żartuj. Ale gdybyś wiedział, w jakim byłem szoku, kiedy pierwszy raz przyjechałem do Tain-l’Hermitage, kiedy pierwszy raz przeszedłem się po winnicy…

No właśnie oczekuję twoich wrażeń…
Taka winnica od lat uprawiana biodynamicznie to właściwie inny byt, to jak stan nieważkości. Stąpasz po niej jak po dywanie, ziemia jest miękka, ugina się pod tobą. Jak byś szedł po mchu, płynął. Kolory są naturalne, żywe, w ogóle czujesz to życie wokół, czujesz żywy winograd, żywą istotę, życie po prostu, a nie przemysłową uprawę. To wrażenie zmysłowe, w sensie spokoju i łagodnego następowania zjawisk przyrodniczych jedno po drugim.

Zmysłowe… Pomówmy o granicie.
OK, to mój, ale także mojego patrona, konik. Ale mój chyba bardziej. Przeczytałem o tej skale chyba wszystko, ale ciągle mi mało. Uważam, że gleby o podłożu granitowym są najlepsze na świecie, dobrze oporządzone, oczywiście biodynamicznie, dają najlepsze wina na ziemi. Nie da się ich z niczym porównać. Żadna gleba nie da lepszego wina! Nigdy! We Francji to górna część Doliny Rodanu, Roussillon i Beaujolais…

Towarzyszu, żarty sobie robicie! Jakie Beaujolais!
Nie, nie – właśnie tam na dużych połaciach są granity, tam, gdzie są słynne crus, tylko winiarze tego potencjału jeszcze chyba nie rozumieją. Samo beaujolais jako wino faktycznie nie najlepiej się kojarzy, ale to wynik polityki, marketingu itp. Niektórzy już to dostrzegają, to kiedyś będą inne wina. Prawdziwa potęga! My też tam pracujemy.

fot. Archiwum Wojciech GogolińskiChapoutier jest znany także z południowej części Doliny Rodanu, obszar Châteauneuf-du-Pape – robicie tam słynne wina. Tam granitów nie uświadczysz, raczej kamienie, otoczaki.
Południowa część Doliny Rodanu w ogóle mnie nie interesuje [tu Alexandre się śmieje i udaje, że rozgląda się, czy nie podsłuchuje go nikt z firmy]. Widzisz, châteauneuf-du-pape, wbrew temu, o czym wielu dziś usiłuje pisać, nigdy nie było wielkim winem, nie ma żadnej historii czy tradycji ani jakiejś wspólnej identyfikacji czy choćby fragmentarycznej jednorodności. Każdy robi tam, co chce i używa dowolnych niemal odmian, każdy ma wolną rękę.
Zrozum, to nigdy nie było wielkie wino, nigdy nie było winem królów…

No tak, prezydent Thomas Jefferson, wielki znawca win, przemierzał południe Doliny Rodanu wielokrotnie, ale nigdy nie wspominał, że spotkał tam jakieś godne uwagi wino. Nie robił tam swoich zapasów.
Otóż to – na królewskie stoły trafiały wina z północy! Od Paryża po Moskwę. Katarzyna Wielka zamawiała hermitage. Problem w tym, że np. tej nazwy nie da się zastrzec. Co prawda wygraliśmy z Australijczykami (sprawa Penfolds Grange Hermitage), ale ta nazwa jest w powszechnym użyciu, jest przecież takie muzeum w Sankt Petersburgu.
[Tutaj Alexnadre wyciąga telefon i pokazuje mi zdjęcie dokumentu spedycyjnego z XIX wieku z cenami win od Jabouleta (to konkurencja!). Wina z „góry” są ponad dwa razy droższe od tych z południa. Ale – co ciekawe – na liście są też wina z Beaujolais. Tego się nie spodziewałem].
Północ i południe to dwa odrębne światy. Na północy są stoki, granit, palące słońce, wielka precyzja i wielkie długowieczne wina. Powiem Ci coś jeszcze o długowieczności. Dwudziestoletniego wielkiego bordeaux nie odróżnisz od takiego samego hermitage. To jedna z dziwniejszych rzeczy na świecie – inne miejsce, inne odmiany, ale nie ma takiego magika, który by je w ciemno rozróżnił. Nikt nie wie, dlaczego nabierają takich samych cech, ale czasem w firmie robimy takie porównania…

Je suis à votre disposition! À tout moment!
Kiedyś popróbujemy…

Wybraliście nieco dziwne odmiany do uprawy na północy. Tzn. syrah jest git, ale w czym wam przeszkadza viognier – przecież to superowa odmiana, wszyscy się nią zachwycają, w dodatku lokalna. A co z roussanne? Też wam nie pasuje?
Syraha nie da się podrobić, niczym zastąpić, to klasyk – c’est le roi! Ale viognier to masówka sklepowa…

Oj, nie wkurzaj mnie! Teraz to już przesadziłeś!
A cóż tam masz? Pachnie jak perfumy, żadnej złożoności, elegancji, finezji, wszystkim smakuje, a jak niby dojrzewa – najlepsze są w zasadzie młodziaki. To taka gwiazdka od kilku sezonów, goni chardonnay w popularności po całym świecie, ale nie dogoni. Dodają ją też do syraha w winach czerwonych. Roussanne w zasadzie się do niczego nie nadaje, w tym sensie, że sama musi iść z czymś w parze, najczęściej z marsanne. Ale za to samo marsanne – ooo! Toż to sama finezja! I jeszcze ta goryczka, ta kwasowość – do tego trzeba dorosnąć!

Jak ktoś robi kiepskie wina, to zaraz mówi, że konsument musi do nich dojrzeć, stara śpiewka… Żartowałem, żartowałem! Ale Parker to u was to jak członek rodziny, nie?
Zdziwiłbyś się, ale nie. Michel zaczynał biodynamikę i w ogóle rewolucję w Dolinie Rodanu, zanim poznał pana Parkera. Zresztą to nie była rewolucja – on to robił sam, dla siebie, z przekonania, tylko tak wyszło na rewolucję. Spójrz także na oceny i opinie innych – Michel jest osobowością, doceniają go wszyscy, od „Wine Spectatora” po „Decantera” czy „Wine Enthusiasta”. To nie może być pomyłka – ja to wiem, bo go znam…

Ja odrobinę też…
Widzisz, ale u ludzi znanych zawsze ktoś chce znaleźć jakiś feler. Taki jest świat. Tymczasem mój patron po prostu broni się swoimi winami. To bardzo skromny, ciepły i dowcipny, a czasem i wylewny człowiek. Nigdy nie powie nic złego o swoim konkurencie, każdego wysłucha, jest ciekawy opinii. Poza tym ma rękę do ludzi – ma swoją wizję, którą realizuje z konsekwencją, ale ma też świetny zespół.

Słyniecie z win odmianowych – czyste syrah, czyste marsanne, czyste grenache (châteauneuf-du-pape) itd. Nie kręci was kupażowanie, nie znacie się na tym?
Chcielibyśmy, aby tak było, jednak nie wszędzie się da, nie każda apelacja pozwala na wina jednoodmianowe. W Roussillon się nie da. Oba rodzaje win mają swoje zalety. Do Roussillon przyciągnęły nas gleby – to istny przekładaniec, to w końcu góry, Pireneje. I wspaniały wietrzny klimat w sam raz pod biodynamikę.

A Terlato… Shiraz z dodatkiem viogniera, hę?
W Australii to zupełnie przyjęte i oczekiwane, nawet modne jest podawanie na etykietach „Shiraz & Viognier”, choć tej drugiej jest kilka procent. Ale mnie to nie interesuje [śmiech i udawane rozglądanie się, czy nikt nie podsłuchuje].
To nieco inny świat, inne gleby, inna filozofia – my dajemy swoją, Terlato swoją. To wielki koncern i dystrybutor.

Wracając do Roussillon – sporo sobie liczycie za wina z waszego nowego projektu w regionie – Domaine de Bila-Haut. To dość ekskluzywne wyroby. Niektóre mają zaplanowany rok dostawy do klienta za dwa lata. Trzeba za nie dać teraz 40 euro.
Nie przesadzaj! Niektóre faktycznie takie są, ale dostają oceny po 96 i więcej punktów. Takich win nie robi się masowo, to wyroby z malutkich często pojedynczych parcel. Ale mamy też wina po kilka, kilkanaście euro. Jedno z tych najtańszych wylądowało na 50. miejscu listy stu najlepszych win „Wine Spectatora”. To chyba nie jest przesadzona cena.

fot. Wojciech Gogoliński[podchodzi do nas Mathilde Chapoutier]

Nie robi Pani w Prowansji win biodynamicznych. Jak to możliwe, tata dał Pani wolną rękę, nie wtrąca się?
To nowy projekt i będzie biodynamiczny. Winnica jest w okresie przejściowym, potrzebuje czasu na certyfikację. Ja niemal wychowałam się biodynamicznie [śmiech], właściwie nie znam innych zasad uprawy (choć może nieco przesadzam). Po prostu podzielam wizję taty.

Robi Pani tylko jedno różowe wino…
Za to przedsięwzięcie jestem specjalnie odpowiedzialna. Ale angażuję się również w inne projektyfirmy.

Czy pomysł z Chinami podsunął Pani ojciec? Czy jest to jakieś nowe, przyszłościowe otwarcie na Kraj Środka? Będzie Pani odpowiedzialna za tamten rynek?
[śmiech] Ten chiński uniwersytet wlecze się za mną bez końca. Na razie tego nie planuję, chcę porządnie nauczyć się winiarstwa.

Serdecznie dziękuję Państwu za rozmowę.

Mathilde Chapoutier
Córka Michela i najmłodsza winiarka w rodzinie. Po studiach w Szampanii zdecydowała się na kontynuowanie ich w Chinach, więc biegle włada mandaryńskim. Po powrocie zajęła się, a właściwie zbudowała od podstaw nowy projekt ojca w Prowansji. Robi tam tylko jedno wino różowe – Grand Ferrage (AOC Côtes-de-Provence), z międzynarodową średnią ocen na poziomie 90 pkt (tyle także u Parkera). Nadzoruje również rodzinne prace w Hiszpanii i np. wina różowe w Australii. Jej pasją jest strzelectwo, była w kadrze narodowej Francji.

Alexandre Sidorenko
Jeden z menedżerów w winiarniach Maison M. Chapoutier, odpowiadający głównie za winogrodnictwo, ale też reprezentujący firmę przy degustacjach i promocjach. Pracował wcześniej m.in. w dziale rolniczym Biura Radcy Handlowego Ambasady Francji w Kijowie. W tym czasie zaprzyjaźnił się z wieloma winiarzami ukraińskimi, którym często prywatnie służył radą. Pasjonat biodynamiki i gleb granitowych.

Michel Chapoutier
Choć rodzina Chapoutierów zajmuje się winiarstwem w Dolinie Rodanu od ponad 200 lat, pierwsze winnice kupiła pod koniec XIX wieku. Rodzinny spadek w 1977 roku trafił w ręce Michela i jego brata Marka. Wówczas nabrał on atomowego przyśpieszenia, a przedsiębiorstwo zaczęło pączkować. Dziś mają winiarnie m.in. w całej Dolinie Rodanu, Prowansji, Beaujolais i Roussillon, a także – partnersko – w Portugalii, Australii, USA i Hiszpanii (Rueda, Ribera del Duero). Rodzinną „centralą” jest Tain-l’Hermitage, a flagowcem – Hermitage. Już w latach 90. ubiegłego wieku krok po kroku zaczęto całość przestawiać na tory biodynamiczne. Jako pierwsi (od 1994 roku) stosują nadruki na etykietach w alfabecie braille’a. Michel Chapoutier jest szefem wpływowego stowarzyszenia rodzinnych winiarni rodańskich – Inter Rhône.

Czas Wina nr 87

Zdjęcia

Komentarze

DoMyAssignmentsNow / 01.11.2017 08:37

A system is presented for the estimation of plantar delicate tissue thickness amid shoeless strolling.

SalePandoraBracelet / 06.11.2017 09:26

Find great deals for pandora bracelets in Fine Jewelry bracelets.Sale Pandora Bracelet.Christmas Jewellery Gift Cheap Snowflake Crystal Dangle Bead.pandora bracelet Jewellery.Buy and sell hassle free with Preloved.Pandora Charm bracelet Charms for sale in UK. Sale Pandora Bracelet.

Twój komentarz
FB