Tajemnica pewnego obrazu

Dorota Romanowska09.02.2018 09:39

Trudno o bardziej udany debiut literacki od tego, który w ostatnich latach był udziałem brytyjskiej pisarki Jessie Burton. Jej pierwsza powieść – Miniaturzystka – przebojem zdobyła salony literackie i na stałe zagościła w sercach czytelników w wielu krajach świata.

Trafiłam na nią niejako przypadkiem i sięgnęłam z pewnymi obawami, gdyż atmosfera XVII-wiecznego Amsterdamu w umiarkowanym stopniu budziła moje zainteresowanie. Było tak do momentu przeczytania pierwszej strony; potem nie mogłam się już od lektury oderwać. Okazało się, że przez kilka dni żyłam klimatem Amsterdamu tamtych czasów i tą książką. Wydawało się niemożliwością, by za sprawą kolejnej publikacji można było w stosunkowo krótkim czasie podobny sukces powtórzyć.

Panuje powszechne przekonanie, że ta druga zazwyczaj jest już gorsza. Cóż, okazuje się, że nie tym razem. Tematyka zupełnie inna, sposób narracji także, ale obydwie książki łączy wiele – piękny język, bogactwo emocji, magia sztuki, niespodzianki, a przede wszystkim to, że wciągają i zagarniają dla siebie czytelnika bez reszty. Także to, że po zakończeniu lektury trudno przestać o nich myśleć. Jessie Burton z wielką precyzją kreuje wielowymiarową rzeczywistość, głęboko zapadającą w pamięć. W przypadku swej drugiej powieści – Muza – na miejsce akcji autorka wybrała  Londyn lat 60. ubiegłego wieku, w którym usiłuje odnaleźć się młoda Odelle Bastien – utalentowana imigrantka o ambicjach literackich rodem z Trynidadu. Po kilkuletniej pracy w charakterze ekspedientki w sklepie obuwniczym dostaje życiową szansę, którą stanowi posada maszynistki w prestiżowym Instytucie Sztuki Skeltona. Wraz z nową pracą w życie Odelle wkracza tajemnicza szefowa – Marjorie Quick, a także atrakcyjny młody mężczyzna z zagadkowym obrazem, będącym od dawien dawna w posiadaniu jego rodziny.

Autorka nie pozwala jednak czytelnikowi przyzwyczaić się zbytnio do atmosfery Londynu tamtych czasów, szybko przenosząc akcję o trzydzieści lat wstecz – do andaluzyjskiej wioski w przededniu wybuchu hiszpańskiej wojny domowej, gdzie rewolucyjne nastroje przeplatają się z wątkiem artystycznym, a także uczuciowym. W wątku hiszpańskim bohaterami są Harold i Sara Schloss wraz z obdarzoną nieprzeciętnym talentem malarskim – z czego rodzice zupełnie nie zdają sobie sprawy – córką Oliwią oraz młode rodzeństwo z pobliskiej wioski – Teresa i Izaak, początkujący artysta malarz – oferujące przybyszom pomoc w prowadzeniu gospodarstwa. Czytelnikowi nietrudno się domyślić, że w jakiś sposób losy przedstawionych w różnych płaszczyznach czasowych bohaterów splotą się ze sobą. Przeczuwa także, że klucz do rozwiązania zagadki stanowi tajemnicze dzieło przyniesione przez młodego człowieka do oceny w londyńskiej galerii.

Fabuła w zasadzie jest dość przewidywalna, a zakończenie zaskakuje w stopniu umiarkowanym. Na czym zatem polega wyjątkowy urok tej książki? Z czego bierze się jej niewątpliwa atrakcyjność? Przyznam, że mnie zachwycił całokształt –  począwszy od fantastycznie nakreślonej galerii postaci, poprzez nader trafnie oddany   snobistyczny klimat Londynu lat 60. czy rewolucyjnych nastrojów w Hiszpanii, a na obecności sztuki skończywszy. Motyw twórczości przewija się w obydwóch fragmentach prowadzonej dwutorowo narracji – malarstwo dominuje w wątku hiszpańskim, a także jest obecne we fragmentach londyńskich, w których towarzyszy mu dodatkowo twórczość literacka za sprawą obdarzonej talentem Odelle Bastien. Niewątpliwym atutem Muzy jest to, że ta przesycona sztuką książka sama wydaje się być cudownym, z wielkim kunsztem namalowanym, za sprawą odpowiednio dobranych słów, nader pięknym obrazem. Na swój sposób magicznym i prawdziwie urzekającym; takim, który nosi się w sercu bardzo długo, a może nawet na zawsze.

Muza
Jessie Burton

Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o.
Kraków, 2016
Cena: 48 zł

Zdjęcia

FB