Thomas Jefferson

    (1743–1826) trzeci prezydent Stanów Zjednoczonych (w latach 1801–1809), twórca Deklaracji Niepodległości, którą spisał własnoręcznie, prywatnie zaś – winogrodnik, winiarz, eksperymentator, wielki miłośnik wina, koneser i przeciwnik alkoholi mocnych.

    Pochodził z dość zamożnej rodziny z Wirginii, rodzina jego matki należała do najbardziej znanych w tym stanie. Odebrał solidne wykształcenie i już w młodości zainteresował się winem. Wpływ na to mieli jego znajomy, francuski hugenot i gubernator Francis Fauquier, z którym grywał w kwartecie smyczkowym podczas studiów w college’u, oraz jego profesor prawa George Wyth, znany kolekcjoner i smakosz win w Williamsburgu. W czasie, kiedy był ambasadorem we Francji (1784–1789), Jefferson wiele podróżował po francuskich i europejskich regionach winiarskich. Szczególnie do gustu przypadło mu Bordeaux – i pochodzące stamtąd Château Haut-Brion. Był kolekcjonerem. Bardzo wiele win zamawiał i kupował, miał swoich pośredników i znajomych winiarzy. Wiele win składował w Paryżu, jeszcze więcej wysyłał za ocean. Jest ojcem słynnego i pełnego optymizmu powiedzenia: „We could in the United States make as great a variety of wines as are made in Europe, not exactly of the same kinds, but doubtless as good” – „Moglibyśmy robić w Stanach Zjednoczonych tak różnorodne wina jak te, które powstają w Europie. Rzecz jasna nie takie same, ale tak samo dobre”. Jefferson w swojej posiadłości Monticello w Wirginii do końca życia próbował uprawiać odmiany europejskie, ale zupełnie mu się nie udawały. Nie wiedział wtedy o istnieniu filokserygatunek mszycy, niezwykle groźny szkodnik winorośli.Atak m..., która systematycznie niszczyła jego uprawy, nie miał też żadnej wiedzy na temat szczepienia winorośli. Zniechęcony, oddał się uprawie gatunków amerykańskich i robił z nich winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...), ale w żadnej mierze nie był usatysfakcjonowany jego jakością. Do dziś zachowało się wiele butelek wina z jego kolekcji, które rozgrzewają sale aukcyjne. Pozostało też sporo pustych flaszek z wygrawerowanym imieniem prezydenta (nie było wtedy etykiet), które również są gratką dla kolekcjonerów, ale też i dla fałszerzy.