Trump Tower, dobre wino i zero smogu

Paweł Gąsiorek04.05.2017 09:05

Raporty o stanie powietrza w rodzinnym Krakowie przerażały. Normy przekroczone wielokrotnie, siwoszara poświata nad miastem i ludzie chodzący w maskach.

Podobno nikt nie przewidział takiego popytu i maski szybko się skończyły. Kto nie zdążył, musiał wdychać wprost to, co wyprodukowały setki palenisk opalanych czym się da, począwszy od plastiku po jogurtach, na starych gumiakach skończywszy.

Jak co roku styczniową końcówkę i początek lutego spędzałem w Urugwaju. Szczęśliwy to kraj, który całą produkcję elektryczności opiera na odnawialnych źródłach, z których 35 procent stanowi dzisiaj energia wiatrowa. A jeszcze dziesięć lat temu nie stał tam ani jeden wiatrak. Dzisiaj, jadąc przez kraj, mijamy liczne wiatrowe farmy. Może nie należą do najpiękniejszych elementów krajobrazu, za to gwarantują Urugwajowi pozycję w pierwszej światowej trójce w kategorii czystości powietrza. Spalanie węgla jest prawnie zakazane, zresztą komu by przyszło do głowy coś tak absurdalnego.

Nieczęsto mi się to zdarza, ale tym razem wywiało mnie na wschód. No może nie aż tak daleko, bo tylko 150 kilometrów od Montevideo, ale tak wszyscy tu mówią, a znaki drogowe wskazują jednoznacznie „Al Este”. Towarzyskie życie Urugwaju w styczniu i lutym na dwa miesiące przenosi się do Punta del Este. Najbardziej to znany nadmorski kurort nie tylko Urugwaju, ale i całej Ameryki Południowej. Na ulicy spotkać można przechadzających się obok siebie Diego Maradonę i Steffi Graff, angielskie księżniczki i Donalda Trumpa. Nie samego prezydenta, a tylko jego najstarszego syna, ale co Donald – to Donald. Właśnie przyjechał do Urugwaju doglądnąć jednej z ostatnich inwestycji imperium Trumpów, Trump Tower w Punta del Este – budynku na czterdzieści pięter, mieszczącego wakacyjne apartamenty dla tych, którzy mogą i chcą zapłacić za nie siedmiocyfrowe rachunki i to w amerykańskim dolarach.

Jako że nie do końca lubię czterdziestopiętrowe budynki, a i płacenie rachunków za nie nie jest moją pasją, skupiłem się na innym – o wiele ciekawszym – aspekcie życia. Otóż przez ostatnich kilka lat powstało tu kilka winiarni produkujących ciekawe wina.

Do tej pory cała współczesna winiarska produkcja Urugwaju koncentrowała się na południu wokół Montevideo. Wynika to z historycznych uwarunkowań. Do tutejszego portu trafiali europejscy imigranci z zamiarem znalezienia ziemi pod uprawę winorośli jak najbliżej miasta, rynku zbytu. Działo się to na początku dwudziestego wieku i nikt nie zawracał sobie głowy pytaniem, czy aby to najodpowiedniejsze siedliska dla produkcji dobrego wina. Chodziło o przeżycie, o to by jak najszybciej zacząć produkcję wina i by łatwo je było sprzedać.

Teraz chodzi o coś zupełnie innego. Miejsce ubogich imigrantów z Włoch czy Hiszpanii zastępują inwestorzy o sutych portfelach, którzy ową sutość zawdzięczają licznym przedsięwzięciom biznesowym, a wino stanowi dla nich miłą odskocznię od podstawowych interesów.

Jednym z nich jest Alejandro Bulgheroni, właściciel Bodegi Garzón. Niewątpliwie to największa inwestycja winiarska ostatnich lat. Obecnie ponad 200 ha winnic i zapierająca dech w piersi winiarnia, która mieści w sobie jedną z najlepszych restauracji w Urugwaju. Cały projekt to także wiele innych przedsięwzięć. Ponad 100 ha gajów oliwnych już jest pod produkcją, a ciągle dosadzane są nowe drzewa. Orzechy i migdały to kolejne pomysły. W planie prywatne pole golfowe wyłącznie dla przyjaciół Alejandra, hotel i winne SPA. Właściciel jest jednym z najbogatszych Argentyńczyków, posiadaczem rafinerii, wiatrowych farm, siedmiu innych winiarni na całym świecie i Bóg jeden wie czego jeszcze.

Z innej strony Punta del Este od niedawna pojawiła się Viña Edén. Supernowoczesna architektura winiarni dobrze wtapia się w okoliczny pejzaż. Inwestycja brazylijska. Dobrze przemyślana, produkcja stricte grawitacyjna, bez użycia pomp. Zaletą miejsca jest bliskość Punta del Este i świetne kamieniste terroir.

Po sąsiedzku swoją skromną winiarnię prowadzi urugwajskie małżeństwo Paula Pivel i Alvaro Lorenzo. W przeciwieństwie do swoich możnych sąsiadów nie dysponowali gigantycznym budżetem. Kiedyś zafascynowali się winem, chodząc na kursy prowadzone przez bodegę Carrau i postanowili spróbować swoich sił. Kilka lat zajęło im znalezienie i kupienie odpowiednich działek. Dzisiaj, na swoich ośmiu bardzo kamienistych hektarach, produkują jedne z najlepszych win w Urugwaju. Degustację prowadzimy na małym drewnianym tarasie z widokiem na winnice. Pokryty falistą blachą w niczym nie przypomina możnych sąsiadów z wypasionymi restauracjami. Same wina natomiast spokojnie mogą konkurować z najlepszymi.

Winiarstwo Urugwaju powoli przenosi się na wschód, gdzie ziemia bardziej kamienista, wpływ Atlantyku mocniejszy, a rynek zbytu Punta del Este gigantyczny. Dobrze to dla urugwajskiego winiarstwa, które ciągle szuka swojego miejsca na Ziemi.

Czas Wina nr 86

Zdjęcia

Twój komentarz
FB