Uroki prowincji

Filmowe stereotypy nakazują nam wierzyć, że Kalifornia to jedynie wielkie metropolie i plaże pełne młodych opalonych ciał. Wprawdzie ponad 90 procent mieszkańców stanu żyje w miastach, głównie na wybrzeżu, nie wolno jednak zapominać o tutejszej prowincji.

Wystarczy przejechać kilkadziesiąt mil, a znajdziemy się w cichej i skromnej krainie, która zachwyci nas wszechogarniającą zielenią i niepowtarzalnym urokiem.

Wzdłuż całego wybrzeża Kalifornii biegnie szlak łączący 21 katolickich misji zakładanych tu w XVIII wieku przez hiszpańskich franciszkanów. Trakt wiodący od San Diego aż po Sonomę nazwany został El Camino Real – Droga Królewska. Dla miłośników wina zakładane przy szlaku konwenty miały dodatkowe znaczenie – to właśnie na przyklasztornych gruntach pojawiły się pierwsze winnice. Zakonnicy robili winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) z przywiezionej z Hiszpanii odmiany paíshistoryczna odmiana południowoamerykańska, „koń” poci... (...), która z czasem zmieniła nazwę na mission grape. I choć dziś dawne misje zamieniły się w wielomilionowe aglomeracje takie jak Los Angeles czy San Francisco, inne nadal pozostają niewielkimi miasteczkami. Szczególnie te mniejsze warto odwiedzić choćby na chwilę.

Jackson, Reagan i Winfrey

Fot. Tina / pixelio.deSanta Barbara, położona o pół godziny jazdy od Miasta Aniołów, jest dla Amerykanów ważna przede wszystkim dlatego, że mieszkają tu sławni i bogaci – kiedyś Ronald Reagan i Michael Jackson, dziś między innymi Oprah Winfrey. Polakom miasteczko zapewne skojarzy się z tasiemcowatym serialem, który na początku lat 90. pokazywał, jak piękne i nudne jest życie w bogatej Kalifornii. Samo miasteczko, wraz z klasztorem, jest jedną z najlepiej zachowanych kolonijnych osad.
Warto pospacerować starymi uliczkami prowadzącymi do nadmorskiego bulwaru obsadzonego palmami. Koniecznie musimy zaglądnąć do jednej z kilkunastu winiarni, których sale degustacyjne mieszczą się przy głównej promenadzie miasta. Santa Barbara jest pierwszym ważniejszym regionem winiarskim na szlaku franciszkańskich misji. Tutejsi producenci polubili bardzo rodańskie odmiany – możemy więc napotkać przyjemne grenache czy syrah, a także typowe mieszanki, które nieśmiało starają się nawiązywać np. do châteauneuf-du-pape.

Jadąc do Paso Robles

Kolejnym miasteczkiem, a także regionem winiarskim, którego absolutnie nie można ominąć, jest Paso Robles. kiedyś znany kurort – dziś przede wszystkim centrum dynamicznie rozwijającego się obszaru winiarskiego. Dla nas to szczególnie ważne miejsce ze względu na pamiątki po Ignacym Janie Paderewskim. Ten światowej sławy wirtuoz i mąż stanu związany był z tą miejscowością przez dużą część życia.
Warto jednak przypomnieć, że naszego rodaka niezwykle zachwyciło to miejsce, gdy przebywał tu na kuracji w 1904 roku. Wracał tu często i ostatecznie zdecydował się na zakup ziemi. Na swoim ranczu uprawiał także winną latorośl, stając się liczącym w regionie producentem wina. To właśnie jemu przypisuje się sprowadzenie tutaj sadzonek odmiany zinfandelczerwona odmiana winogron uprawiana głównie w Stanach Zjed....
Dziś po tamtych czasach niewiele zostało. Wspaniały uzdrowiskowy hotel w szwajcarskim stylu spłonął w latach 40. ubiegłego wieku, a po posiadłości należącej do don Ignacio pozostała tylko tablica znad bramy, którą dziś można oglądać w lokalnym muzeum. Żywa jest jednak pamięć o kompozytorze. Odwiedzając winnice w okolicach Paso, na każdym kroku natkniemy na się pamiątki po naszym rodaku.

San Francisco i jeszcze dalej

Podróżując dalej na północ, koniecznie musimy opuścić autostradę i przejechać najpiękniejszą trasą zachodniego wybrzeża zwaną Big Sur. Ta droga biegnąca przez tereny parku narodowego dostarczy nam niezapomnianych wrażeń. Przez większą część podróży podziwiać będziemy potężne góry schodzące klifowymi urwiskami prosto do oceanu. Urokliwe zatoczki, strome doliny oraz niewielkie, niedostępne plaże powodują, że zapominamy o tym, iż jesteśmy w najbardziej zaludnionym stanie Ameryki, w połowie drogi między Los Angeles a San Francisco.
Fot. Sven Rixen / pixelio.deNajbardziej malownicza część wybrzeża kończy się w miasteczku Monterey położonym przy zatoce o tej samej nazwie. Po wygaśnięciu gorączki złota osiedlili się tu chińscy i włoscy rybacy, korzystający ze spokojnych wód zatoki. Później miejsce to wybrali pisarze i artyści. Dziś okolice miasteczka to popularny region wypoczynku mieszkańców Frisco. Jest to także kolejny obszar winiarski – swoje winnice mają tu między innymi Coppola i Mondavi.
Podróżując dalej wzdłuż oceanu, dojeżdżamy do drugiego co do wielkości miasta Kalifornii – San Francisco. Kto chce, może zatrzymać się tu na kilka dni lub na całe życie – my jednak przejeżdżamy przez jak zwykle spowity we mgle most Golden Gate i kierujemy się do kolejnych winiarskich krain.

Sonoma w lesie, Napa w balonie

Dolina Sonomy – wymieniana jednym tchem razem z Doliną Napy – to dwa najważniejsze rejony uprawy winorośli w Ameryce Północnej. Choć oddalone od siebie zaledwie o 20 kilometrów, różnią się pod wieloma względami. Sonoma to wiele mniejszych dolin zatopionych wśród wzgórz porośniętych gęstymi lasami. Niektóre miejsca – gdyby nie winnice – wyglądałyby jak nasze Beskidy. Przyjemny czas spędzi tu zarówno turysta górski, jak i wytrawnyokreślenie wina, w którym, teoretycznie, cały cukier na d... (...) winoman poszukujący doskonałych win.
Inaczej jest w Napie – to szeroka, długa na kilkadziesiąt kilometrów dolina, środkiem której przebiega droga szybkiego ruchu łącząca najważniejsze ośrodki winiarskie kraju. Przy trasie do Santa Helena napotkamy takie miejsca jak Robert Mondavi Winery, Opus Onewspólne przedsięwzięcie Robera Mondaviego („papieża”... (...) czy Domaine(fr.) posiadłość, majątek, gospodarstwo.. Chandon. W każdym z nich można się zatrzymać i zdegustować wybrane wina. Podróż można odbyć rowerem lub wynajętym autobusem, który jedzie stałą trasą, zatrzymując się przy wybranych winiarniach. Ciekawym pomysłem jest podróż „winnym pociągiem”, podczas której można spróbować win i zjeść dużą kolację. Najbardziej ekscytującym sposobem poznawania Napy jest poranny lot balonem ponad doliną. Lot około 900 metrów nad ziemią daje gwarancję, że nie zjawi się nagle autokar pełen głośnych, fotografujących wszystko Japończyków. Smaczku podróży wynalazkiem braci Montgolfer dodaje świadomość, że nigdy do końca nie wiadomo, gdzie się wyląduje. W Napie niemal pewne jest, że kosz osiądzie gdzieś pośród rzędów winorośli. Lądowanie między merlotem a cabernetem – któż by tak nie chciał?

Wozy jadą na wschód

Fot. Wojciech GiebutaW słynnym westernie z George’em Reevesem w roli głównej wozy wprawdzie jechały na zachód, ale chodzi o to samo miejsce – o wielką Równinę Kalifornijską, żyzną krainę, która dla wielu stała się ziemią obiecaną. Początkowo emigrantów z całego świata przyciągało tu odkryte w górach Sierra Nevada złoto. Później, gdy pokłady cennego kruszcu się wyczerpały, pionierzy zaczęli osiedlać się na tych ziemiach, hodować bydło, uprawiać ziemię, sadzić zboże i owoce – w tym winogrona. W kilku przypadkach ich potomkowie do dziś prowadzą winnice, a raczej duże winiarskie przedsięwzięcia, na przykład rodzina Wente posiadająca winnice w kilku regionach Doliny Centralnej czy rodzina Kautzów, którzy jako główną siedzibę obrali położoną u podnóży gór posiadłość Ironstone. Tak naprawdę to nie winiarnia – to niemal raj na ziemi! Spokojne, zatopione wśród wzgórz miejsce, gdzie można spędzić cały dzień. Warto tu zjeść doskonały obiad, spróbować kilkudziesięciu różnych win, wysłuchać koncertu organowego, ale przede wszystkim można godzinami odpoczywać, spacerując po słynącym z kwiatów parku. Co roku wiosną zakwita tu kilka tysięcy tulipanów w niemal wszystkich dostępnych na świecie odmianach. Jakże daleko stąd do leżącego na południu, pełnego ulicznego hałasu i blichtru Los Angeles! Ale taka jest właśnie Kalifornia…