W krainie jezior

Wojciech Bosak / 20.11.2010 23:15

Wiktora Bruszewskiego znałem jako zapalonego enoturystę i posiadacza kolekcji burgundów. Nie zdziwiło mnie więc, gdy pewnego razu zadzwonił i oświadczył, że dojrzał do własnej winnicy. Wtedy, u schyłku ubiegłej dekady, spora grupa znajomych snuła takie plany, ale niewielu je zrealizowało.

Spytałem zatem, gdzie zamierza ową winnicę posadzić. „No, u nas, w Rusku”, usłyszałem w słuchawce i wtedy zwątpiłem w niekwestionowaną dotąd reputację Wiktora jako człowieka twardo stąpającego po ziemi. Ów Rusek bowiem - a ściślej mówiąc przysiółek Kolonia Rusek w gminie Pasym, gdzie znajduje się letni dom Bruszewskich - jest położony na pograniczu Warmii i Mazur.

Ultima Thule

Pomimo głębokiego sceptycyzmu co do możliwości uprawy winorośli na tak dalekich północnych kresach, wiosną 1999 roku pojechałem do Ruska na wizję lokalną, żeby ocenić potencjalną lokalizację i ewentualnie wytyczyć pierwsze rzędy przyszłej plantacji. Rok później rosła już tam kilkunastoarowa winnica. W następnych latach została powiększona niemal trzykrotnie, osiągając areał połowy hektara.
Wtedy jeszcze nie było w północno-wschodniej Polsce żadnych poważniejszych upraw winorośli, a ostatnie winnice z prawdziwego zdarzenia istniały tam w czasach krzyżackich (między innymi wzmiankowana w XV wieku winnica przy nieodległym od Ruska zamku w Rynie). Pomoc w realizacji tego projektu była więc dla mnie sporym wyzwaniem, podobnie jak dla Romana Myśliwca z winnicy Golesz, którego także poproszono wtedy o konsultacje.
Okolica, pełna głęboko wciętych, rynnowych jezior i morenowych wzgórz wznoszących się nierzadko na wysokość kilkudziesięciu metrów, zalicza się do najbardziej malowniczych w tej części kraju. Rusecka winnica została posadowiona na południowym zboczu jednego z takich polodowcowych wzniesień, bezpośrednio nad 10-metrową skarpą opadającą stromo do jeziora Giławy.
Później potwierdziło się, że jest to dobrze wybrana lokalizacja. Miejsce jest znacznie cieplejsze i lepiej zabezpieczone przed przymrozkami niż okoliczne tereny. Swoje zalety objawiła także dość ciężka gliniasto-kamienista gleba, która z jednej strony zapewnia dobry drenaż, z drugiej - opóźnia nieco wegetację krzewów winorośli, co dodatkowo chroni je przed przymrozkami wiosennymi.

Imperatyw długowieczności

Przez parę kolejnych lat nie miałem okazji być w Rusku. Zaś Wiktor pytany o postępy wspominał tylko oględnie, że winnica sobie rośnie, że już próbuje coś robić z winem, ale na razie jeszcze nie ma o czym gadać itp. Dopiero w 2006 roku dane mi było spróbować pierwszych ruseckich win i wtedy zrozumiałem, że warto było na nie poczekać.
Od samego bowiem początku Wiktor wprowadził zwyczaj długiego starzenia swoich win i konsekwentnie butelkuje je nie wcześniej, niż po dwóch, trzech latach leżakowania w piwnicy (co w Polsce bynajmniej nie jest regułą). Przez ten czas wytrąca się ich wysoka z początku kwasowość, a w winach czerwonych dochodzi także do lepszej integracji garbników, w czym dodatkowo pomaga ich roczny kontakt z nowym dębem.
Jest to sposób, aby nadrobić niedostatki wynikające z niepełnej dojrzałości winogron, co w tamtejszych warunkach zdarza się nader często. Wina z Winnicy Kolonia Rusek zaliczały się do najlepszych, jakie zaprezentowano podczas I Konwentu Polskich Winiarzy w 2006 roku, także na kolejnych edycjach tej imprezy zaskakiwały klasą i charakterem, jakich mało kto spodziewałby się po tak północnej lokalizacji.

Sprzątanie winnicy

Pierwotna winnica miała nieco eksperymentalny charakter - na próbę posadzono kilkanaście odmian winorośli, począwszy od najbardziej odpornych i wczesnych mieszańców, a skończywszy na kilku krzakach szlachetnych vinifer. Potrzeba było wielu lat, aby ostatecznie stwierdzić, które z nich mogą dać dobre wino, a które zupełnie nie nadają się do uprawy w tamtejszych warunkach.
- Na początku prawie wszystko zdrowo rosło - wspomina Wiktor. - To normalne, gdy winorośl jest uprawiana w nowym dla niej miejscu. Dopiero potem przyplątały się różne choroby. W efekcie, w ciągu trzech ostatnich lat prawie nie mieliśmy wina. To zdopingowało nas do ostrej selekcji odmian, ale musieliśmy się też sporo podszkolić w ochronie winorośli - opowiada.
W te wakacje zajechałem na jeden dzień do Ruska wraz z grupą zaprzyjaźnionych czeskich dziennikarzy winiarskich, którzy kiedyś na jakiejś degustacji mieli już okazję spróbować tamtejszych win, a teraz postanowili doświadczyć ich in situ. Trafiliśmy na generalne porządki w winnicy. W ciągu ostatnich dwóch lat część rzędów została wykarczowana i od nowa obsadzona winoroślą.
Zadbano także o starsze krzewy, aby zmniejszyć ich wrażliwość na choroby grzybowe - dorodne i zdrowe grona świadczyły tym, że owe zabiegi przyniosły właściwy skutek. Ostatecznie w winnicy pozostały tylko cztery szczepy: rondo i regent na wina czerwone oraz seyval i jutrzenka na wina białe.
- To nie były proste decyzje - opowiadał dalej Wiktor. - Kiedyś jedno z naszych najlepszych win robiliśmy z sibery, ale odmiana ta całkowicie zawiodła w uprawie, więc poszła pod nóż. U nas problemem są nie tylko choroby, ale też polarne mrozy - bywało już nawet -35°C. Dlatego zostawiamy tylko te odmiany, które dotąd najmniej nas zawiodły.

Postscriptum w kieliszku

Wieczorem, po obejrzeniu winnicy, degustujemy parę win. Są to wyłącznie starsze roczniki, gdyż w ostatnich latach w Rusku udawał się tylko jabłecznik. Największym zaskoczeniem dla wszystkich jest Aurora 2005. Po pięciu latach jest to wino wciąż świeże, czyste, bez starczych dolegliwości, z dobrym jabłkowym owocem, mineralną strukturą i ładnie rozwiniętym aromatem limonki, kwiatu lipy i skórki pomarańczowej.
Wina z Ruska znane są ze swojej długowieczności, ale nawet tu nikt by się nie spodziewał pięcioletniej aurory w takiej kondycji! Może nawet lepiej wypada Rondo 2005, ale to już wino poniekąd sławne, prezentowane wcześniej na paru publicznych degustacjach, więc niespodzianki nie było. Jest klasyczne w charakterze, wiśniowo-śliwkowe, żywe, z dobrą strukturą dojrzałych garbników i całkiem bogatym aromatem, wspartym ładnie zintegrowanymi nutami dębowymi.
Winnica Kolonia Rusek jest z założenia przedsięwzięciem niekomercyjnym i Wiktor Bruszewski nie zamierza, nawet w dalszej przyszłości, sprzedawać swojego wina. Niemniej wina te bywały dość często prezentowane na różnych degustacjach otwartych dla publiczności. Miejmy nadzieję, że w tym roku winnica obrodzi, bo stare zapasy są już na ukończeniu.

Czas Wina nr 47

Zdjęcia

Twój komentarz