Wina „Boga Słońce”

Artur Boruta23.10.2017 09:24

Bóg jeden raczy wiedzieć, czy Ben nie obraziłby się, gdyby go nazwać „Bogiem Słońce”. Zresztą, bacząc na jaskrawe koszule, które nosi, i błyszczącą łysą głowę, lepiej pasuje do niego ksywka „Bóg Księżyc”. Ale w swoim środowisku Ben ma inny pseudonim – „Rock Star”!

Mimo że rodzina Glaetzerów rozpoczęła swój winiarski projekt w połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, ich winiarskie geny sięgają kilku pokoleń wstecz. Bowiem pradziadowie, a zarazem pierwsi osadnicy z ich rodziny, przybyli do Australii z Brandenburgii w 1888 roku i byli jednymi z pierwszych winiarzy w dolinie Barossa. Dzisiaj nazwisko Glaetzer jest rozpoznawalne na całych antypodach. Aż ośmiu członków rodziny zajmuje się czynnie winiarstwem, uprawiając winogrona i tworząc wina w całej południowej Australii, a także na Tasmanii i w Nowej Zelandii.

Ben GlaetzerBen przejął schedę po ojcu piętnaście lat temu. I jak to z młodym niepokornym synem bywa, postanowił nadać winom własny charakter. Z szacunkiem zawsze jednak podkreśla, że jego ojciec Colin i wuj John mieli kluczowy wpływ na sposób tworzenia i niepowtarzalną jakość win z doliny Barossa. Gdy spytałem go kiedyś o osobliwe nazwy i etykiety jego win, odparł bardzo poważnie, że jego celem jest tworzenie win bardzo wyrazistych, ale i odzwierciedlających siedliska, z których pochodzą grona. „Moja produkcja może być bardzo mała, ale wina muszą zawsze być niedoścignione!” – powiedział. Ja doszukuję się tutaj jeszcze paraleli do wieku winorośli, a co za tym idzie do wartości dziedzictwa tychże, zważywszy na ceny poszczególnych butelek…

Nie da się jednak ukryć, że Ben zakochany jest w Ebenezer. I z tego subregionu czerpie grona. I trudno się nie zgodzić, że ziemia i grona wyglądają tam jak rajski ogród. Winorośle owocują pod jego baczną kontrolą, a szczególną uwagę Ben poświęca ich wydajności. Jednak łatwo sobie wyobrazić, jaki plon może dać 130–140-letni krzak… Ben zbiera winogrona zarówno ze starych, jak i młodszych winnic. Te bowiem, których średni wiek jest w granicach 30–40 lat, świetnie owocują, wnosząc do win olbrzymią koncentrację i owocowość. Nie dość dodać, że winnicami od sześciu pokoleń zajmuje się zaprzyjaźniona, scementowana wręcz z winiarnią rodzina Hoffmanów, również winogrodników z Europy…

Robiąc szybki rzut oka na cztery topowe wina Glaetzerów, zwrócimy uwagę, że każde z nich jest innym kupażem. Oczywiście podstawą jest shiraz, ale najlżejsze z win – Wallace – z celtyckim symbolem krzyża i ostu ze wzorem węzłów na etykiecie, jest kupażem z grenache. Shiraz daje temu winu kręgosłup, a grenache uzupełnia jego budowę, dodając miękkiej, żywej soczystości.

Bishop (od nazwiska rodowego matki), wino ze znakiem Wenus na etykiecie, symbolizującym energię kobiety, a zarazem piękność i łagodność, jest stuprocentowym shirazem. I jak mało które wino oddaje w pełni ekspresję doliny Barossa. Eleganckie, smukłe, świetnie zbudowane, z długim finiszem. Wspomniany znak Wenus pojawia się więc na pierwszym z trzech win odwołujących się do starożytnych wierzeń, w których to oznaczał życie i płodność.

Drugim winem w tej serii jest Glaetzer Anaperenna będące połączeniem dwóch odmian: shiraz i cabernet sauvignon. Jest to kupaż zmysłowy. Wino bardzo bogate w smaku, ale i wyrafinowane. Z bardzo długim i satysfakcjonującym wykończeniem. Symbol na etykiecie to egipski ankh. Historycznie symbolizował on wschód słońca, regenerację, odrastanie i odnawianie. Skąd zatem nazwa wina Anaperenna, będąca zarazem imieniem rzymskiej bogini nowego roku? Anna Perenna symbolizuje roczny cykl, „pełny rok”. Rzymianie uhonorowali Annę Perennę festiwalem odbywającym się przy pierwszym pełnym księżycu kalendarza rzymskiego.

I wreszcie Amon-Ra. Symbol winiarni, ukochane dziecko winiarza, ikona Barossy, wyrażająca pasję Ben Glaetzera do tworzenia win. Pełne, aromatyczne, wielowarstwowe i intensywne, ale wciąż eleganckie, stylowe i dokładnie wyważone. W mitologii egipskiej Amon-Ra uważany jest za króla wszystkich bogów. Jego świątynia była pierwszą, przy której założono monokulturową winnicę wytwarzającą wino dla wiernych.
Znak na etykiecie – wszechogarniające oko Horusa – to potężny egipski symbol ochrony. Składa się z sześciu części odpowiadających temu, co Egipcjanie uważali za sześć zmysłów: dotyk, smak, słyszenie, widzenie, zapach i myśl. Ben stworzył Amon-Ra Shiraz, aby odwołać się do nich wszystkich.

Ech, natrudził się nasz Ben nad wymyśleniem symboliki dla swoich win, podobnie jak trudzi się, by nie odebrano mu prawa do nazywania go gwiazdą wśród australijskich winiarzy. Zważywszy jednak na niezmienność walorów jego win, ich strukturę, moc, wrażenie, jakie robią na degustujących – zepchnięcie na margines na razie mu nie grozi.

Każdy, kto jest zakochany w nowoświatowych winach, a w szczególności kto miłuje shiraza i dolinę Barossa, powinien doświadczyć wina Amon-Ra. Niemniej jednak nie lada ambaras wywołały ostatnie oceny win Jamesa Hallidaya, który w Australian Wine Companion 2018 Edition nazwał winiarnię Bena „outstanding five star winery”, a z kolei Amon-Ra ocenił punkt niżej od Anaperenny ze znakiem ankh na etykiecie. Czyżby „Bóg Słońce”, czyli kupaż z cabsem, mógł wyprzeć sławę cudownego monovarietala-shiraza? Pozostawię to ocenie czytelników. Na koniec dodam tylko, że żadne z win z winiarni Glaetzer Barossa Valley nie uzyskało ocen poniżej 90 punktów, a wspomniana Anaperenna została ostatecznie oceniona na 96 punktów, podczas gdy Amon Ra na 95. Wina bliskie ideałowi…

Życzę miłych wrażeń z degustacji,
Artur Boruta

Zestaw 4 australijskich win:
Glaetzer Wallace Shiraz/Grenache,
Glaetzer Bishop Shiraz,
Glaetzer Anaperenna,
Glaetzer Amon-Ra.

Czas Wina nr 89

Zdjęcia

Twój komentarz
FB