Wina, w których maczałem palce

Michał Bardel12.12.2017 12:49

Żaden to sekret, że wśród win, które degustujemy jako dziennikarze „Czasu Wina” podczas rozmaitych służbowych podróży, są i takie, które z czasem trafiają do portfolio siostrzanego Domu Wina.

Już to zachwycą się nimi nasi Czytelnicy, odnajdując je w którymś z naszych zestawów, już to my sami, zauroczeni takim, a nie innym winem, wiercimy dziurę w brzuchach kolegów importerów, bo sami byśmy chętnie zakupili korzystnie jeszcze kilka butelek.

Fot. Alicja DziuraPostanowiłem zatem stworzyć osobną kolekcję win, które w ostatnich latach trafiły do Domu Wina z większym lub mniejszym udziałem mojej skromnej osoby. Owo „maczanie palców” mogło mieć bowiem formy rozmaite.
Przy pacherenku, którego pijałem w Gaskonii do każdego posiłku, nie wyłączając śniadania, uparłem się jak muł, bo to jedno z najciekawszych słodkich win, jakie znam, i zupełnie nie szło wyobrazić sobie, że Dom Wina miałby go nie sprzedawać. Podobnie z Kernlingiem z Pałacu Mierzęcin. Zdumiała mnie i bardzo pozytywnie zaskoczyła ta rieslingopodobna krzyżówka, bo niemieckie jej wydania, których pokosztowałem byłem wcześniej, w ogóle do mnie nie przemawiały. Tej się udało.
Z chianti od Podere dell’Anselmo było zgoła inaczej. Ekscentrycznego Fabrizia zapamiętałem dobrze, kiedy wiele lat temu uczestniczyłem w sieneńskiej degustacji 100 najlepszych win Toskanii. W jego chianti najbardziej spodobało mi się to, że… zupełnie nie przypominało chianti. To była pewna wada. Jednak wadę tę z nawiązką rekompensował prosty fakt, że były przy tym… znakomite! Po pięciu latach przypomniałem sobie o nich, kiedy przypadkiem podsłuchałem, że poszukiwany jest nowy producent z Toskanii.
Biondi Santi i Bussola to jeszcze inna historia. Ich wina od dziecka uważałem za ikoniczne dla – odpowiednio – Toskanii i Veneto, ale z racji, że są piekielnie drogie, nie sądziłem, by ktokolwiek odważył się je sprowadzać do Polski. Raz kozie śmierć, pomyślałem, kiedy Paweł Gąsiorek w drodze na Vinitaly poprosił mnie, bym z każdego regionu północnych Włoch wybrał jednego świetnego producenta, bez względu na cenę. Myślałem, że żartuje. Wybrałem. Mówił poważnie.
Za wszystkie te butelki odpowiadam więc głową. Niech tylko komuś któreś nie zasmakuje, posypię głowę popiołem i pójdę w parcianym worku do Santiago de Compostela. Chyba że akurat będzie trzeba dopilnować składu nowego numeru – wtedy wyślę kogoś w zastępstwie.

Polecam zestaw 5 win:
Collection Plaimont Pacherenc du Vic-Bilh,
Biondi-Santi Braccale,
Chianti Montespertoli DOCG,
Tommaso Bussola Ripasso Superiore,
Kernling Pałac Mierzęcin.

Czas Wina nr 90

Zdjęcia

FB