Winnica Windsoru

Jancis Robinson13.02.2017 09:46

To był absolutnie cudowny dzień późnego, angielskiego lata. Niebieskie niebo, a na nim puchate, białe chmury.

Delikatne pagórki i linia horyzontu znaczona gdzieniegdzie koronami stuletnich dębów. Spokojne miasteczko ze staroświeckim, ceglanym budynkiem poczty. Miejscowi siedzący przy drewnianych stołach w swoich idealnie wypielęgnowanych ogródkach, rokoszujący się poranną kawą w blasku słońca. I ciężko byłoby zgadnąć, że to dwudziesty pierwszy wiek, gdyby nie Donald Trump na pierwszych stronach gazet.

Odwiedzałam właśnie 2000-hektarowy Windsor Great Park otaczający zamek Windsor. Letnia rezydencja królowej znajduje się w niewielkiej odległości na zachód od Buckingham Palace. Kiedyś na terenach Windsor Great Park polował Wilhelm I Zdobywca, a królowa Wiktoria urządzała pikniki. Teraz terenem zarządza książę Edynburga, noszący również oficjalny tytuł strażnika parku, skrupulatnie egzekwując lokalnie obowiązujący nakaz ograniczenia prędkości do 38 mil na godzinę, do czego szczególną wagę w swoim nieszkodliwym dziwactwie przywiązuje książę Filip.

Przyjechałam, aby być świadkiem bardzo współczesnego w angielskiej rzeczywistości zjawiska, kiedy to winnica wypuszcza na rynek swój pierwszy rocznik. Winorośl uprawiano w Anglii od czasów średniowiecznych. Domesday Book wymienia trzydzieści osiem winnic. Nie zmienia to faktu, że era nowoczesnego winogrodnictwa rozpoczęła się tu zaledwie w połowie ubiegłego wieku, a mnie przez ostatnie trzy dekady ciężko było wykazywać entuzjazm dla tego projektu. Zbyt wielu producentów było zwykłymi hobbystami. Zbyt duży odsetek odmian stanowiły niemieckie krzyżówki, których jedyną zaletą była zdolność osiągnięcia odpowiedniego do fermentacji poziomu cukru w chłodnym klimacie. Wszystko to zmieniło się w latach 90. ubiegłego wieku, kiedy to para Amerykanów pod doradztwem francuskiego enologa udowodniła, jak wspaniały może być Nyetimber, wino musujące z Sussex.

Dziś, dzięki temu sukcesowi, wyższym temperaturom w lecie, potężnemu zastrzykowi kapitału, a wreszcie – doświadczeniu i ambicji, angielska produkcja winiarska przeszła ogromną przemianę. Muller-thurgau i huxelrebe zostały wyparte przez chardonnay i pinot noir. Najbardziej podziwiane wina robione są na wzór szampana, a zawierają około dwie trzecie odmian uprawianych na ponad 2000 hektarach angielskich winnic. Większość winnic znajduje się na południu kraju, ale dzięki ociepleniu klimatu winorośle zadomawiają się coraz chętniej na północy, daleko poza swoją walijską kolebką.

Wielu narzeka, że angielskie wina musujące są zbyt drogie. Ceny kształtują się od 25 do 35₤ za butelkę, czyli trzeba zapłacić mniej więcej tyle, ile za taniego szampana. Uzasadnieniem jest względnie młody wiek i niewielka skala większości angielskich przedsięwzięć winiarskich. Nie jestem szowinistką (przysięgam!), ale degustacja w ciemno, kiedy to wraz z grupą francuskich specjalistów mogliśmy porównać angielskie bąbelki do szampanów w zbliżonej cenie, udowodniła, że to nasze orzeźwiające, zawsze dobrze zrobione i długowieczne wino musujące potrafi się obronić.

Większość z poważnych inwestorów angielskiego rynku winiarskiego pochodzi spoza branży, ale czołowi propagatorzy narodowych bąbelków to państwo Laithwaite, Tony i Barbara, którzy od skromnych początków w roku 1969 zbudowali największy na świecie winiarski serwis zamówień wysyłkowych, obecnie dominujący na rynku brytyjskim, wspierający transakcje w USA, Australii, Nowej Zelandii i Hongkongu. Laithwaite’owie sprzedają angielskie wino musujące od rocznika ’93. Odegrali ogromną rolę w kształtowaniu pozycji Ridgeview, producenta z Sussex, który zdecydował się stworzyć specjalnie im dedykowaną etykietę wina musującego – South Ridge. Z okazji nadejścia nowego millennium Laithwaite’owie posadzili również własną małą winnicę w pobliżu siedziby firmy i centrum dystrybucyjnego w Theale, opodal Reading. Barbara ma własną winnicę Wyfold w pobliżu Henley, której dogląda razem ze współwłaścicielką, Cherry Thompson. Syn Laithwaite’ów, Henry, oraz jego żona są właścicielami winnicy Harrow & Hope.

Najbliższym jednak sercu Tonego Laithwaite’a przedsięwzięciem jest to najnowsze, w Windsor Great Park. Tony bawił się w tym parku jako dziecko i pamięta wyprawy po słodycze do sklepu w miasteczku. To właśnie on powitał mnie w ten słoneczny poranek na szczycie wzgórza z czterohektarową winnicą obsadzoną chardonnay, pinot noir i pinot meunier. Pomysł zrodził się, kiedy to Anne Linder od Laithwaite’ów wybrała się z butelką Theale z misją pojednawczą do niezadowolonego klienta. Zauważyła przy okazji, że fragmenty Wielkiego Parku to doskonałe obszary pod winnicę. Klient ów przedstawił ją wtedy strażnikowi parku, a reszta to historia. A raczej ciąg dalszy historii, bo grzebiąc w archiwach, Anne znalazła zapisy o dwunastowiecznych winnicach zamku Windsor.

Winiarski projekt cieszy się szczególnym wsparciem Royal Farms – dostarczy bowiem interesującego produktu, jaki będzie mógł pojawiać się na półkach sklepu Windsor Farm. Z tego powodu Laithwaite’owie mogli również wybrać działkę, południowy stok o nazwie Mezel Hill, gdzie na szczycie nadal znajdują się podupadłe budynki gospodarcze, z których, zgodnie z obietnicą Royal Farms, niedługo pozostanie jedynie urocze jezioro wśród starych dębów. U Tony’ego daje się wyczuć kiepsko skrywaną satysfakcję z faktu, że podczas gdy kwietniowe mrozy tego roku siały spustoszenie w winnicy Henry’ego, „jego własne” nasadzenia pozostały nietknięte. Winnica na Mezel Hill ma dość mokre podłoże, zwłaszcza u podnóża stoku. Przed nasadzeniami posłano próbkę gleby do laboratorium w Szampanii, nie zdradzając jej źródła pochodzenia. Gleba została oceniona jako odpowiednia do produkcji szampana. Stephen Skelton (Master of Wine) doradzał przy nasadzeniach. Sugerował osuszenie niektórych fragmentów działki, ale na sprawie zaważył pośpiech. Tak powstała winnica o jednej z największych gęstości nasadzeń w kraju, 6500 krzewów na hektar, z czego 55% to chardonnay.

Gdy pierwsze owoce dojrzały, kilka kiści posłanych zostało do Balmoral w Szkocji, gdzie królowa jak zwykle cieszyła się krótkimi wakacjami pod koniec lata. Tony zaproszony został na herbatę do Zamku Windsor z królową i księciem i wszedł w posiadanie najcenniejszej fotografii na swoim telefonie. „Zobacz – to ona! Śmieje się i drapie po plecach!”. (Ludzi zawsze dziwi, że rodzina królewska to zwykli śmiertelnicy).

Z pierwszego rocznika 2013 na rynek trafiło niespełna 2000 butelek, w cenie £34.99 za sztukę. Większość już została sprzedana przez Laithwaite’ów, Sunday Times Wine Club i sklep Windsor Farm. Jako członek Royal Household Wine Committee poruszę niebo i ziemię, aby to delikatne, prawdziwie dobre, produkowane w winiarni Ridgeview wino trafiło do królewskiej piwnicy.

Tłum. J. Boetzel

Czytaj więcej na JancisRobinson.com

Najnowsza książka Jancis Robinson Jak zostać znawcą wina w 24h do kupienia na www.sklep-szybko.pl/czas-wina

Czas Wina nr 85

Zdjęcia

Komentarze

essayblog / 20.02.2017 13:59

What an interesting story about a wine project! Useful and fascinating.

Twój komentarz
FB