Wybieram Nowy Jork

Wojciech Giebuta10.05.2016 08:14

Istnieje tysiąc powodów, dla których można wybrać się do Nowego Jorku. Chyba każdy z nas chciałby odwiedzić metropolię nad Hudsonem.

Ktoś marzy o spacerze po brooklyńskim moście, ktoś inny o tym, by odwiedzić miejsca znane z ulubionego serialu lub wyjechać na szczyt najwyższego wieżowca w Ameryce. Dla nas jednak głównym celem była słynna nowojorska opera.

Fot. shutterstock.com / S.BorisovMetropolitan Opera, zwana popularnie MET, to dziś bez wątpienia najlepszy teatr operowy na świecie. Nazwiska takich sław jak Placido Domingo, Anna Netrebko czy Jonas Kaufmann nigdy nie schodzą z koncertowych programów. Od kilku lat z dumą i radością na afiszach METu znajdujemy również polskie nazwiska – Aleksandry Kurzak, Piotra Beczały czy Mariusza Kwietnia. Czyż to nie wystarczający powód, by przelecieć przez Atlantyk?

Kaprys milionera
Nowojorską Operę ufundowało w 1883 roku trzech milionerów, którzy – niezadowoleni z lokalizacji miejsc, jakie przyznała im dyrekcja w starym teatrze – postanowili… wybudować własny teatr, gdzie dla trójki fundatorów zostaną zarezerwowane loże odpowiadające ich pozycji społecznej. Kaprys bogaczy w pierwszych latach działania przyniósł więcej strat niż utrzymanie wszystkich innych teatrów na wschodnim wybrzeżu. W końcu jednak nastąpił przełom. Z nową sceną na stałe związało się kilku wybitnych śpiewaków, w tym Enrico Caruso. I tak rozpoczęło się trwające do dziś pasmo sukcesów.
Fot. Wojciech GiebutaObecny gmach opery zlokalizowany w Lincoln Center powstał w latach sześćdziesiątych. Swoją nowoczesną architekturą i wystrojem wnętrz nawiązuje do najlepszych europejskich tradycji. Wielkie foyer z reprezentacyjnymi dwubiegowymi schodami przykrytymi czerwonym dywanem. Na ścianach monumentalne obrazy Marca Chagalla zamówione jeszcze do starej siedziby. Widownia mogąca pomieścić ponad cztery tysiące osób. Pięć pięter lóż i balkonów mieniących się purpurą i złotem. Wreszcie wybrzmiewa ostatni dzwonek. Żyrandole ozdobione tysiącami kryształów Swarovskiego wędrują do góry, by nie zasłaniać sceny widzom z najwyższej galerii. Podnosi się kurtyna i rozpoczyna się spektakl… Tym razem był to „Trubadur” Giuseppe Verdiego z niezwykłą Anną Netrebko w roli Leonory. Takich przedstawień, takich ról, długo się nie zapomina – wizyta w MET to coś co zapamiętuje się na całe życie.

Tu niemal wszystko jest MET
Począwszy od komunikacji publicznej, a na urzędzie burmistrza kończąc, wszystko tu nazywane jest MET. Również słynne Metropolitan Museum of Art, które jest drugim celem, dla którego warto odwiedzić Nowy Jork. Ten położony na skraju Central Parku monumentalny gmach w historycznym stylu to świetne miejsce dla Europejczyka, który zagubił się w głośnej, pełnej kontrastów, niezwykle dynamicznej metropolii. Tutaj – mimo ogromnej rzeszy odwiedzających – znajdziemy prawdziwy odpoczynek i wytchnienie. Wśród największych zbiorów sztuki w Stanach Zjednoczonych odnajdziemy galerię dawnych mistrzów – z Rembrandtem, Caravaggiem i Vermeerem na czele; liczącą kilkaset obrazów galerię francuskich impresjonistów, zbiory rzemiosła artystycznego, i tak dalej, i tak dalej.
Gdy wychodzących z muzeum znów przytłoczy nas hałas ulicy, koniecznie należy wstąpić choć na chwilę do Central Parku. Ten liczący ponad 340 hektarów obszar zieleni otoczony jest ze wszystkich stron wysokimi na kilkadziesiąt pięter apartamentowcami. Dookoła tętni życie miasta i świata, a w parku ćwierkają ptaki, w stawie pływają kaczki i żółwie, a po alejkach spacerują z psami lub biegają nowojorczycy. Wspaniały odpoczynek.

Gdzie to wino?
Fot. Wojciech GiebutaJednak jak na enologiczną wycieczkę przystało – nie może zabraknąć i wina. Mało kto zdaje sobie sprawę, że na terenie stanu Nowy Jork jest kilka regionów winiarskich na czele z położonym niemal na obrzeżach miasta Long Island. My wybraliśmy zupełnie inny region – Finger Lakes. To położona nad jeziorami cicha i spokojna kraina, przypominająca nieco nasze pojezierza – tylko zdecydowanie mniej zaludniona. Tak proszę Państwa – pół dnia drogi od centrum świata jakim jest NYC znaleźliśmy się w cichej, spokojnej, szczęśliwej, winem płynącej krainie.
Rozwój winiarstwa w tym regionie nastąpił niecałe 30 lat temu. Ten okres wystarczył jednak, by winiarze odkryli idealne odmiany i wypracowali sobie metody winifikacji odpowiadające dość trudnemu klimatowi. Dziś wina z Finger Lakes to przede wszystkim rieslingi – które z roku na rok udają się coraz lepiej. Owoce rodzą się na schodzących do jezior łagodnych stokach, a tutejsi winiarze doskonale umieją wykorzystać lokalne warunki, by stworzyć naprawdę ciekawe wina. Warto odwiedzić ten region – także dlatego, że potrzebujemy zaledwie dwóch dalszych godzin, by znaleźć się nad wodospadem Niagara – ale tej atrakcji chyba opisywać nie trzeba. Trzeba natomiast Niagarę zobaczyć – najbliższa okazja już w październiku.

Czas Wina nr 79

Zdjęcia

FB