Z widokiem na Afrykę

Dorota Romanowska29.01.2018 16:31

Sycylijski projekt Gruppo Farnese jest już dziesięciolatkiem. Bez przesady można stwierdzić, że bardzo dobrze rozwijającym się „dzieckiem”, w którym „ojcowie” niebezpodstawnie od początku pokładali całkiem spore nadzieje.

Zdobywając dla siebie coraz większe połacie rozrzuconych po południowej części Półwyspu Apenińskiego terytoriów, wcześniej czy później musieli dotrzeć ze swym biznesem i tu, czyli na największą wyspę Morza Śródziemnego; zupełnie wyjątkową, prawdziwie niepowtarzalną. Pod względem administracyjnym Sycylia stanowi jeden z dwudziestu regionów Zjednoczonych Włoch, ale przyznano jej specjalny status (posiada szerokie kompetencje ustawodawcze i wykonawcze). A już na pewno nie pozwala się wtłoczyć w absolutnie żadne ramy; zbyt bujną posiada przeszłość. Winiarską, ale nie tylko. Zresztą teraźniejszość jest nie mniej barwna i nie każdemu udaje się odnaleźć tu swoje miejsce. Ale jak się okazuje, czasami wystarczy dostosować się do panujących zwyczajów, by spokojnie robić swoje i, co udowodnił przykład Farnese, odnosić sukcesy.

fot. archiwum Gruppo FarneseWłaściwy wybór
Najpierw trzeba było zdecydować się na miejsce działania – wszak Sycylia to pokaźnych rozmiarów wyspa; by dotrzeć z zachodu na jej wschodnie wybrzeże, trzeba pokonać dystans mniej więcej 280 kilometrów, z północy na południe – niemal sto. Tradycyjnie za winiarskie zagłębie uważana była część zachodnia, tam ulokowała swe siedziby większość producentów. Tym samym i wzrok pracowników Gruppo Farnese nie bez przyczyny spoczął na zielonych wzgórzach łagodnie wznoszących się w bezpośrednim sąsiedztwie miasteczka Sambuca i krystalicznie czystych wód jeziora Arancio. Uprawiana tu z dala od centrów przemysłowych winorośl korzysta na całego z dobroczynnego wpływu jeziora dającego możliwość nawadniania, a także z powiewów wiatru podczas gorącego, sycylijskiego lata. W takich warunkach winogrona uprawiane na wysokości od 300 do 600 metrów n.p.m. dojrzewają w spokoju, kumulując w sobie tak pożądane bogactwo aromatów i smaków. Panujący tu mikroklimat okazuje się doskonały zarówno dla lokalnych, jak i międzynarodowych odmian winorośli. Stąd już naprawdę tylko niewielki krok do Afryki…

Idea współpracy
Kolejnym etapem działań były poszukiwania odpowiedniego partnera, najlepiej takiego mocno zakorzenionego w lokalnych realiach i związanego z tradycją wyspy. Długo nie trzeba było się rozglądać; nad samym jeziorem siedzibę miała Cantine Cellaro – największa spółdzielnia w prowincji Agrigento, przerabiająca winogrona pochodzące z ponad tysiąca hektarów winnic. Podpisano stosowne dokumenty i zabrano się do pracy. Zaczęto od skrupulatnej klasyfikacji winogradów będących w rękach lokalnych winogrodników, dostosowując poszczególne siedliska do wymagań konkretnych szczepów winorośli. Choć uprawia się tu wiele różnych odmian, pierwszeństwo mają lokalne takie jak nero d’avola i nerello mascalese. To właśnie na winach powstających z tych dwóch szczepów prowadzonych było i jest najwięcej eksperymentów dotyczących zarówno samego procesu winifikacji, jak i późniejszego dojrzewania win.
Od zarania współpracy z Cantine Cellaro było jasne, że Gruppo Farnese zajmie się marketingiem i dystrybucją wszystkich win przeznaczonych na eksport, stanowiących obecnie 96 procent całej produkcji, a spółdzielnia jako taka tylko rynkiem rodzimym. Najważniejszą jednak kwestią było zatrudnienie właściwego, znającego się na rzeczy, doświadczonego winemakera, który byłby odpowiedzialny za powstające na Sycylii wina Farnese. Wiadomo było, że tutejszą produkcję nadzorował będzie Filippo Baccalaro – doświadczony winiarz i jednocześnie jeden ze wspólników grupy, ale przecież potrzebny był ktoś będący na stałe na miejscu. Właściciele Farnese jakoś nie bardzo widzieli w tej roli dotychczasowego, zatrudnionego w spółdzielni, enologa. Minęło trochę czasu i do Cantine Cellaro zawitał Giuseppe Alfano Burruano (na zdjęciu po lewej). Oczywiście jego poprzednik nadal pracuje w winiarni, jako że w tak małej gminie jak Sambuca di Sicilia przybysz z zewnątrz nie może zatrudnić „swojego” pracownika, pozbawiając pracy jego poprzednika. Na Sycylii takie praktyki są zupełnie niewyobrażalne, a z tutejszymi prawidłami trzeba się liczyć, jak się chce działać w tej niewątpliwie urodziwej, ale charakteryzującej się dość mroczną przeszłością krainie.

Strzał w dziesiątkę
Giuseppe pod wieloma względami był kandydatem idealnym – urodzony i wychowany na Sycylii w rodzinie o mocno zakorzenionych tradycjach winiarskich, wykształcony w kierunku enologicznym i z bogatym doświadczeniem zawodowym zebranym na różnych kontynentach. W tym celu po skończeniu studiów wyruszył na podbój winiarskiego świata – dwa lata spędził w Marlborough w Nowej Zelandii, rok w Australii, kolejne dwa lata w Kalifornii i Kanadzie, by powrócić do Europy i na jakiś czas osiąść w Prowansji. Pomimo przebywania w bardzo odległych nieraz miejscach, co roku wracał do Włoch, ze szczególnym uwzględnieniem Toskanii i Sycylii, by wykorzystywać zdobyte w świecie doświadczenie na ojczystej ziemi. Koniec końców, a dla Gruppo Farnese najwyraźniej zrządzeniem losu, zdecydował się powrócić na Sycylię. A firma potrzebowała dokładnie kogoś takiego jak on; otwartego, rzutkiego winemakera nieobawiającego się winiarskich eksperymentów, któremu leży na sercu pokazanie światu potencjału drzemiącego w endemicznych sycylijskich szczepach takich jak grillo czy nero d’avola. Wziąwszy pod uwagę, że głównym założeniem grupy jest produkcja win na rynki zagraniczne, Giuseppe ze swym bogatym międzynarodowym doświadczeniem wydaje się jak najbardziej właściwym człowiekiem na właściwym miejscu. A przecież o to, zarówno w biznesie, jak i tak zwanym codziennym życiu, niezmiennie wszystkim chodzi.

Czas Wina nr 89

Zdjęcia

FB