Zamieszkać w quincie
Wojciech Giebuta / 04.11.2010 20:12
O tym, by wyprowadzić się z pędzącego, głośnego i pełnego stresów miasta, myśli niemal każdy, kto choć przez kilka lat w takim miejscu pomieszkał. Nie raz przychodzi nam na myśl, by rzucić dotychczasowe życie i wynieść się gdzieś, gdzie czas biegnie wolniej, a świat jest dużo spokojniejszy i prostszy.
Wielu o tym marzy, ale tylko niektórym się to udaje.
Jest ciepłe lipcowe popołudnie. Senhora Maria Cremilde Amaral siada na tarasie przed domem, który wybudował dziadek jej męża. Zaczyna opowiadać. - Kiedyś pracowałam w międzynarodowej firmie farmaceutycznej. Ale to było dawno. Teraz najważniejsze są dla nas spokój, nasz dom oraz wino, które tu powstaje - mówi z
uśmiechem. Na ogrodowym stoliku pojawia się zeszłoroczne Encruzado, białe wino, jedno z kilku, które powstają w Quinta da Fata.
Nossa senhora da Fata
Piękny ponadstuletni budynek ozdobiony granitowymi kolumnami kryje w sobie salon pełen rodzinnych pamiątek. Na piętrze urządzono starymi meblami pokoje dla gości, których jest coraz więcej. Rano budzi mnie szczekanie psów. Otwieram okno i… nie mogę się nadziwić pięknu otaczającego mnie świata.
Gdzieś w oddali góry, bliżej miasteczko. Słychać dźwięk dzwonu ogłaszającego poranek. Wokół domu piękny ogród, w którym hortensje są tak wielkie i tak niebieskie, że aż wydają się nieprawdziwe. Pośród żywopłotów i cyprysów co krok można napotkać kamienny stół lub ławeczkę wykładaną azulejos - ozdobnymi płytkami ceramicznymi, z których słynie Portugalia.
Nossa senhora da Fata, bo tak nazywana jest przez gości odwiedzających jej dom, prowadzi gospodarstwo twardą ręką. Gdy podczas kolacji, wykazując się brakiem ogłady, zająłem miejsce u szczytu stołu, choć byłem gościem, zostałem bezpardonowo przegoniony z miejsca zarezerwowanego dla pani domu. Goście gośćmi, ale porządek musi być - zawołała senhora - w tym domu od trzech pokoleń żona siedzi u szczytu stołu, naprzeciwko męża.
Kolację jemy w jadalni pełnej bibelotów i rodzinnych pamiątek. Na stole stare posrebrzane sztućce, porcelana i kieliszki z kolorowego szkła, które mama pani Marii dostała w prezencie ślubnym. Nie daj Bóg, żeby coś się stłukło.
Maria i Eurico Amaral mieszkali w wielu miastach Europy, pracując dla dużych korporacji. W pewnym momencie uznali, że pora wrócić do domu, w rodzinne strony pana Eurica, który odziedziczył po ojcu starą posiadłość otoczoną winnicami. Dziś gospodarują na niecałych siedmiu hektarach winogradu i gajów oliwnych.
W winiarni pomaga im António Narciso, młody enolog, dla którego - podobnie jak w przypadku właścicieli - rocznik 2003 był pierwszym samodzielnie zrobionym winem. Było to pierwsze wino stworzone w Quinta da Fata od wielu lat. - To był nasz ogromny sukces - wspomina dumnie senhora Maria - do dziś mamy jeszcze kilkanaście butelek z tamtego roku. I choć te późniejsze wina są lepsze, my do tego pierwszego czujemy szczególny sentyment.
Baron z Nelas
António Narciso współpracuje również z położną nieopodal winnicą Quinta Santo Antonio do Serrado. Tu także spotkałem kogoś, kto zrezygnował z wielkiego świata, sprzedał swoją firmę (portugalskie przedstawicielstwo słynnych zakładów optycznych Carl Zeiss) i osiedlił się w posiadłości należącej od trzech pokoleń do jego rodziny.
W salonie wisi XIX-wieczne zdjęcie przedstawiające dwóch dżentelmenów wybierających się na polowanie. - To mój pradziadek z kuzynem - opowiada nam właściciel. - Pradziadek był dziedzicem okolicznych ziem. Już wtedy robiono tu wino. Później wszystko podupadło - opowiada. - Ja zaś byłem właścicielem dużej firmy handlowej. Na starość postanowiłem wrócić do quinty. Teraz, tak jak przed laty, powstaje tu wino - z dumą prezentuje butelkę Tourigi Nacional z herbem swojej rodziny na etykiecie.
Wina da quinta - podobnie jak z bordoskie châteaux - powstają wyłącznie z owoców zbieranych w winnicach należących do posiadłości. Winiarze chcący robić więcej wina, muszą korzystać z pomocy okolicznych rolników. Tak jest w Quinta do Cerrado, gdzie właścicielka skupuje winogrona od okolicznych plantatorów. Często są to rolnicy od lat związani z posiadłością. Z takich właśnie winogron powstaje wino Príncipe do Dão.
Większość tutejszych winiarni oferuje przede wszystkim wina mieszane z czterech podstawowych szczepów, ale ambicją wielu enologów jest tworzenie win jednoodmianowych. Coraz częściej więc w Dão można spróbować jednoszczepowej tourigi lub alfrocheiro. Wiele z nich to ciekawe propozycje, jednak - według mnie - najciekawsze w regionie są wina kupażowane.
Nie tylko najmniejsi
Rozwój tej części Portugalii przyciąga wielu inwestorów. Wśród pierwszych była firma FTP wines, która kupiła tu oraz w położonym na północy Douro kilka posiadłości. W jednej z nich - Quinta do Serrado - powstaje jedno z lepszych win, które miałem okazję skosztować w okolicy - Touriga Nacional z 2007 roku.
Nie wszystkie wina z Dão powstają w niewielkich quintach. Zdecydowana większość rodzi się w dużych, pamiętających jeszcze minione czasy kooperatywach. Aż 60 procent powierzchni wszystkich winnic w apelacji jest pod kontrolą UDECA - kooperatywy produkującej ponad 3-4 miliony litrów wina rocznie. W błędzie jest ten, kto myśli, że przy tak dużej produkcji trudno utrzymać jakość. Tutejsze tourigi to ścisła czołówka win z regionu.
Moją szczególną uwagę zwróciło natomiast tutejsze białe wino - Dom Divino, które najpierw zachwyca niezwykle mocnym i łatwym do wyczucia aromatem świeżych brzoskwiń i moreli - by po chwili otworzyć bukiet, który porównać można do nowoświatowego sauvignon blanc.
Mija kolejny dzień naszego pobytu w Portugalii. Zmęczeni, ale pełni wrażeń wracamy na nocleg. Gdzieś w miasteczku słychać dzwon wzywający na wieczorną modlitwę. Zachodzące słońce oświetla ciepłym światłem ozdobiony azulejos stary dom. Senhora da Fata zasiada z mężem w wygodnych wiklinowych fotelach. Na stole stoi już otwarta butelka reservy - wina, z którego są dumni i którym niebawem nas poczęstują.
Czas Wina nr 47

