Zamknięci w zamkach
Wojciech Giebuta / 02.09.2011 20:32
Bordeaux onieśmiela z dwóch powodów. Po pierwsze odstraszają zawiłe systemy tutejszych klasyfikacji, których do końca nie rozumieją nawet Francuzi. Po drugie region nad Żyrondą wydaje się odległy i hermetyczny, châteaux niedostępne, zamknięte przed zwykłymi śmiertelnikami.
Przedarcie się przez klasyfikacje zajęło mi kilka nocy, przebicie się przez zamknięte bramy bordoskich pałaców wymaga znacznie więcej czasu i zaangażowania.
Kraina nad Żyrondą i Dordogne różni się znacznie od innych regionów winiarskich na świecie. Poza niewielkimi pagórkami teren jest zupełnie płaski. Żadnych dolin, przełomów rzek, czy stoków o południowo-wschodniej ekspozycji. Płasko jak na Żuławach. Jadąc przez Médoc, przez dziesiątki kilometrów mijamy po obu stronach drogi winnice. Jedynie co jakiś czas, przejeżdżamy przez niewielką wieś lub miasteczko, które często sprawiają wrażenie zapomnianych i opuszczonych. Żadnych kawiarni, restauracji czy winiarni. Czasami zdarzy się jakiś hotelik lub sklep z winami.
I gdyby nie nazwy tych miejscowości, które znamy z etykiet słynnych win – trudno byłoby odgadnąć, że wokół takich miejscowości jak Saint-Estèphe, Pauillac czy Saint-Julien rodzą się legendarne wina. Na próżno szukać drogowskazów i tablic informacyjnych.
Biada ci przygodny enoturysto, który połakomiłeś się na wielkie nazwy! Bez dobrej mapy niemal niczego nie znajdziesz. Trzeba wiedzieć, że mijając Margaux, należy skręcić w lewo w drogę wśród winnic i przejeżdżając obok gotyckiego kościoła, kierować się w stronę majaczącej w oddali grupy platanów. Wśród nich stoi najsłynniejsza chyba bordoska posiadłość – Château Margaux. Każdemu, kto choć trochę interesuje się winem, zabije mocniej serce, gdy tylko zbliży się do krat ogrodzenia. No właśnie… do bramy i więcej ani kroku. Zdjęcie z daleka i na tym koniec, bo na ogół jest zamknięta.
Tam, gdzie rosną platany
Podczas jednej z podroży udało nam się uzyskać zaproszenie na degustację w tym słynnym miejscu. Dumni jak pawie, stawiliśmy się przed słynną bramą czekając, aż ziści się nasze marzenie, otworzą się dla nas podwoje i przejdziemy platanową aleją do pałacu. Nic z tego.
Podejmująca nas przewodniczka przeprowadziła nas wzdłuż ogrodzenia i dalej boczną furtką wprowadziła do oficyn, w których dziś urządzone są sale do przyjmowania gości. Jakże duże było nasze zdziwienie, gdy okazało się, że pałac jest traktowany jako prywatna posiadłość, włącznie ze słynną wysadzaną platanami aleją i zarezerwowany jest jedynie dla właścicieli oraz ich gości. My zobaczyliśmy tylko piwnice. No właściwie to nie t y l k o, ale – aż piwnice! Miejsce, gdzie w równo ułożonych barriques dojrzewa słynne wino.
Wizyta w tej oraz w innych słynnych posiadłościach nieco zbiła nas z tropu. Tutejszych winiarzy zaczęliśmy postrzegać jako bufonów, którzy nie pofatygują się ani trochę, aby umożliwić pasjonatom zwiedzenie swoich historycznych posiadłości. Na szczęście to podejście coraz bardziej się zmienia.
Podczas kolejnych wizyt w tym regionie napotykam na coraz większą życzliwość i otwarcie. Coraz częściej można osobiście spotkać się z właścicielem lub enologiem w winiarni. Tak jak w innych miejscach na świecie można zwiedzić winiarnie, piwnice i pałac, który zazwyczaj jest wizytówką wina – użyczając mu swojego wizerunku i nazwy.
Z wieżami lub bez
Pałace bywają różne. Czasem są rozbudowanymi rezydencjami wznoszonymi przez kilka pokoleń i łączącymi w sobie wiele stylów architektonicznych. Innym razem są zwykłymi wiejskimi posiadłościami – ot, tylko dwa piętra, jedna lub dwie wieże i tyle. Wiele z nich jest nadal rozbudowywanych. Tak jest na przykład z Château Pichon-Longueville-Baron. Gdy nowy właściciel przejął posiadłość – powiększył siedzibę, dobudowując dwa supernowoczesne skrzydła harmonijnie łączące się z klasycyzującym pałacem.
Gdy już uda nam się odnaleźć takie gościnne château, koniecznie skorzystajmy z okazji. Posiadłości te zawsze robią wielkie wrażenie. Wchodząc do tych mających czasem po kilkaset lat pałaców, można poczuć wielowiekową tradycję, ciągłość pokoleń, dbałość o najdrobniejsze szczegóły oraz niepowtarzalna elegancję – czyli wszystko to, co cechuje dobre bordoskie wina.
Czas Wina nr 52

