Zawiało na biało

Paweł Gąsiorek / 02.09.2011 10:58

Przez lata wyznawałem zasadę, zawierającą się w pytaniu: po co pić białe wina, skoro istnieją czerwone?

Pracowicie przyswajałem kolejną porcję tanin, które moja biedna wątroba musiała jakoś przerobić.Odkąd jednak doszedłem do wieku – jak to się wdzięcznie dziś nazywa: 40+, co w moim przypadku lepiej by było określić jako 50–, z coraz większą chęcią zacząłem penetrację białej strony wina.

Ostatnio jeżdżąc wraz z Wojtkiem Gogolińskim wczesną wiosną tego roku po Burgundii, z niemałym zdziwieniem doszliśmy do wspólnego wniosku: coś w nas pękło, coś się zmieniło – przeszliśmy na białą stronę wina. Nie znaczy to bynajmniej, byśmy przeżywali większe męki, próbując „pinonuary” w Nuits-Saint-Georges, ale jednak prawdziwym balsamem na nasze zbolałe dusze było chardonnay w Montrachet czy Meursault.

Świat gotowy jest zapłacić dzisiaj niewyobrażalnie wysokie kwoty za kultowe czerwone wina. Po Romanée-Conti ustawiają się kolejki. Ale by dołączyć do swojej piwniczki butelkę tego kultowego wina, trzeba pożegnać się z kilkunastoma tysiącami złotych. W tym samym czasie za najlepsze białe wina z Burgundii czy znad Renu nie zapłacimy więcej jak kilkaset euro.

Ale przecież nie zawsze tak było. Przez wieki to białe wina były najbardziej poszukiwane. Są bardziej uniwersalne, łatwiej je zestawiać z potrawami, łatwiej się je pije – również ze względu na niższą temperaturę podawania. Być może brakuje im tej magii, którą wyczuwa się w czerwonym winie. A może magia ta jest bardziej ukryta i wymaga od pijącego większej wrażliwości? A może po prostu dzisiejsi producenci niewystarczająco przykładają się do ich produkcji, skoro wszyscy tylko tęsknią za czerwonym?

Przyczyn zapewne jest wiele i nikt nie zna wszystkich odpowiedzi, ale skoro w przedziale wieku 40+/50– medycyna notuje wiele przypadków przechodzenia na białe, warto pomyśleć, co w tej sytuacji robić, gdzie iść, co kupować w tym nieznanym do niedawna lekko pogardzanym białym światku. Bo przecież po latach dogłębnych badań organoleptycznych nad czerwoną materią, nie rzucimy się na tanie chilijskie czy australijskie chardonnay. I w ogóle – w zglobalizowanym świecie, gdzie chardonnay było przez lata niekwestionowanym królem – kilka lat temu powstał ruch o nazwie „ABC” – skrót od angielskiego anything but chardonnay (wszystko tylko nie chardonnay). Światowy protest przeciwko zglobalizowanemu, lekko maślanemu i zawsze lekko dębowemu (przeważnie za sprawą drewnianych chipsów dodawanych do tanków) chardonnay. Logiczne zatem, że przedstawiciele klasy 40+/50-, zdobywcy czerwonych szczytów nie mogą dołączyć do tego towarzystwa. Co innego ambitne przedstawicielki tej odmiany (dlaczego o chardonnay piszę w rodzaju żeńskim?) z Burgundii, kalifornijskiej Sonomy czy chijskiej doliny Limarí, a może i Tasmanii. Czy wielcy czerwoni machos mogą pokłonić się przed banalnie prostolinijnymi sauvignon blanc z Nowej Zelandii? Chyba raczej polecą poszukać właściwego siedliska nad Loarą.

Ale dlaczegóż by mieli nie pójść dalej? Nie tylko czerwony świat pełen jest ambitnych wyzwań w odkrywaniu nieodkrytego. Jechać na Węgry? Już cesarzowa Maria-Teresa poznała uroki juhwarku, endemicznego szczepu porastającego stoki byłego wulkanu w Somló. Podobno nic nie działa bardziej prokreacyjnie niż stosowna dawka baraniego ogona (juhwark – po polsku „barani ogon").

Dobitnie udowodniła to cesarzowa, matka szesnaściorga potomków. Nieopodal, jadąc od Budapesztu, po drodze przejedzie się przez Badacsony. To kraina niezapomnianego szarego mnicha, szerzej znanego pod madziarską nazwą „szűrkebarát” (pinot gris). Z Węgier już tylko kawałek do innego skrawka c.k. monarchii. W południowym Tyrolu, zwanym z włoska Górną Adygą, znajdziecie matecznik gewürztraminera. Ta poważna, germańska, mocno męska nazwa ukrywa najbardziej damskie z poważnych białych win. Swoją pełną ekspresję znalazły w Alzacji, na stromych, kamienistych zboczach.

Wiele jest do odkrycia po białej stronie wina. Głowy do góry współbracia z klubu 40+/50–! Jeszcze wiele dróg do przebycia i wiele win do odkrycia przed nami.

Czas Wina nr 52

Zdjęcia

Twój komentarz