Żelazo i złoto
Wojciech Gogoliński / 09.03.2011 11:59
Do Murphys od ponad stu lat wszyscy przyjeżdżali wyłącznie po to, by kopać. Kautzowie, by robić wino, ale i oni wkrótce zaczęli ryć w ziemi, a dokładniej – wysadzać wnętrze wzgórza w swej posiadłości, aby trzymać tam beczki z winem.
Przez pół roku górnicy klęli jak szewcy: „to góra nie z kamienia, ale (...) z żelaza!”. I tak Kautz Vineyards zmieniły się w Ironstone Vineyards.
Joan Kautz spotykam jednak w Lodi, sporym mieście (wielkości połowy Wieliczki) na południe od Sacramento. Jej ojciec, wciąż aktywny, w 1948 zaczął uprawiać winorośl (skupować winnice) w tej okolicy. Dziś to jedna z największych w Stanach przetwórni winogron zaopatrująca w pulpę lub młode wino mniejsze winiarnie w całej Kalifornii.
Nad niedźwiedzim potokiem
Wytwórnią, zwaną Bear Creek, kieruje może 40-letni Craig Rous. Jest zagoniony – trwają przygotowania do zbiorów. Szybko pokazuje znane mi urządzenia, ale o rozmiarach, jakich nie widziałem w życiu.
– Mamy tu bardzo ułatwiający nam pracę system truckowy. Prasa przyjmuje zawartość jednego trucka, czyli 25 ton. Fermentator – 4 trucki, zbiorniki na wino – do 12 trucków. To bardzo ułatwia obliczenia – śmieje się.
– Nie przebieracie owoców na stołach selekcyjnych? – pytam podchwytliwie.
Craig śmieje się przez pięć minut.
– Stół selekcyjny na trucka, i pewnie setka osób za nim – Craig nie może przestać się zwijać ze śmiechu. – Czekaj – nagle poważnieje – wystarczy, że złożysz zamówienie, a w dwie godziny ustawimy sprzęt i przebierzemy ci owoce z dowolnej działki. To Ameryka – dodaje.
Sam doświadczenia zbierał jednak u... Roberta Mondaviego w Napa. Od chłopca myjącego szlauchy, po winemakera, kiedy skończył Davis. Po kilkunastu spędzonych tam latach wybrał jednak Bear Creek, lubi niezależność i bycie szefem. Ma też sporą działkę ze 100-letnimi zinami. Nie ma jednak czasu na robienie wina, więc dzierżawi ją... macierzystej firmie Ironstone.
Kupa kruszcu
W Murphys mieszka mniej niż tysiąc dusz, ale kiedyś było tu gwarno. To jeden z głównych ośrodków wydobywczych w czasach gorączki złota. Tutaj Kautzowie ulokowali swój drugi ośrodek, gdzie robią ekskluzywne i bardzo ekskluzywne wina. Choćby z winogron kupowanych od Craiga
Ale Ironstone w Murphys to jeden z największych... no właśnie co? Co znajduje się w tutejszych winiarniach? Ośrodków turystyczno-konferencyjno-rozrywkowo-rekreacyjnych? Niech i tak będzie. Sam amfiteatr, gdzie koncertują największe gwiazdy Stanów Zjednoczonych może pomieścić 6,5 tysiąca widzów.
Sale konferencyjne, koncertowe (ze starymi organami), restauracje, ogrody, strumyki, miejsca zabawy dla dzieci, sklepy, w tym... sklep, a jakże, jubilerski z precjozami. I to wcale niepusty, przychodzą tu tłumy choćby po to, by podziwiać obiekt godny tego miejsca. Kautzom udało się kupić na aukcji największą bryłę złota na świecie, znalezioną zresztą właśnie w Murphys. Waży... 14 kg i jest wystawiona wewnątrz ogromnego sejfu w pancernym akwarium.
Czy choćby to nie jest powodem, by tu zajrzeć? I pomyśleć, że w winiarniach kiedyś robiono wyłącznie wino.
O enturystyce w Kalifoni czytaj na: Kalifornia! Kalifornia!
O ludziach wina Złocistego Stanu czytaj na:
Czas Wina nr 41

