Amarone and the Fine Wines of Verona, Michael Garner

Amarone and the fine wines of Verona

Amaronewłoskie czerwone wino DOCG z regionu Veneto (Włochy) produ... to jedno z najdziwniejszych win świata, a świadczy już o tym choćby sam tytuł opisywanej książki: Amarone and the Fine Wines of Verona. Czy ktoś by sięgnął szybko po tę pozycję, gdyby w tytuł wpleciono np. apelację Soavewłoskie białe DOC/DOCG z regionu Veneto produkowane z odmi... bądź Valpolicella  Czerwone wino włoskie DOC z regionu Veneto, produ...? Lub – nie daj Boże! – Lessini Durello? Choć właśnie to ostatnie szczyci się jeszcze rzymską tradycją.

Opisał je też w XVI wieku pewien arystokrata z Vicenzy, przy okazji wspominając o niedoli miejscowych kochanków, którą Szekspir później potraktował jako brudnopis przy tworzeniu Romea i Julii. Tyle że większość z nas nigdy białego lessini durello nie piła, bo to malutka i mało znana apelacjakontrolowana nazwa pochodzenia.., choć lokalnie nazywa się tamtejsze produkty winami Julii. Większość znanych win o taką reklamę nawet się nie otarła, a mimo to amarone znają niemal wszyscy i wszyscy są nim zachwyceni, choć żadnej historii nie posiada. Był wszak taki moment na początku lat 90. ubiegłego wieku, kiedy amarone mogło zabłysnąć w światłach rampy. Wtedy oto, kiedy na ekrany wchodził równie słynny co przerażający obraz Milczenie owiec. W książce Thomasa Harrisa, na podstawie której powstał scenariusz, wybitny smakosz-kanibal dr Hannibal Lecter (w filmie Anthony Hopkins) poleca agentce Starling (Jodie Foster) spróbowanie amarone z ludzką wątróbką. Niestety, autorzy scenariusza (a może i producent) zestrachali się, że nikt z widzów nie zrozumie tego zestawienia i napięcie siądzie, więc zamienili książkowe amarone na filmowe chianti. W końcu jedno i drugie włoskie, a o chianti na pewno każdy słyszał.

Zobacz wina z regionu Veneto!

Amarone jest wyrabiane z kupażu podsuszanych, czerwonych winogron, do czego specjaliści od PR próbują dorysować mu rzymskie korzenie. To kiepski pomysł, równy naukowemu udowodnieniu istnienia smoka wawelskiego, choć tego ostatniego strasznie lubię (amarone też). Winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) bowiem zrodziło się z przypadku pod koniec lat 30. ubiegłego wieku, bo ktoś zapomniał o pozostawionej beczce słodkiego recioto, które dofermentowało do końca. Choć i ta historia o pozostawieniu w zapomnieniu beczki bardzo drogiego wina też brzmi okropnie lukrowato, romantycznie i nijako. Dlaczego zatem amarone stało się równym graczem z brunello di montalcino i baroloczerwone wino włoskie DOCG z regionu Piemont, produkowane z...? No tego, do stu diabłów, nie wie nikt!

Michael Garner zna amarone na wylot – kiedyś mówiło się o takich „stary wyjadacz”, w bardzo pozytywnym tego określenia znaczeniu, jako o osobach, które własnym doświadczeniem zgłębiły jakąś materię. Garner po prostu przez ponad trzy dekady winem włoskim w Brexitanii handlował, a teraz publikuje w „Decanterze” i „notorycznie” ocenia wina włoskie na konkursach. Zwłaszcza te z północy, od Veneto (Wenecja Euganejska) po Piemont. Wcześniej napisał książkę o barolo, która przykuła moją uwagę świetnym podtytułem: Tar and Roses („Smoła i róże”), bowiem mam identyczne spostrzeżenia odnośnie do tego wina.

Michael Garner zna amarone na wylot – kiedyś mówiło się o takich „stary wyjadacz”, w bardzo pozytywnym tego określenia znaczeniu.

Choć Garner nieco reklamowo umieścił nazwę „amarone” w tytule, to faktycznie zajmuje się wszystkimi winami z okolic Werony, mniejszymi i większymi, ale główny nacisk kładzie na valpolicellę, soave, amarone i różne ich „pochodne”. Książka nie jest albumem, bo to typowe, niemal akademicko rzeczowe i staranne omówienie problemu. Jest to kolejny „zeszyt” wydawnictwa Indefinite Ideas z poważanego cyklu Classic Wine Library, która omawia winne produkcje od Austrii po Nową Zelandię i od Niemiec po Kalifornię. Na okładce mamy zaś godną szacunku, malutką w zasadzie, choć w starych zabudowaniach, rodzinną winiarnię Santa Maria Valverde. Mój kolega z Austrii Helmut Knall, kiedy dwa lata temu odwiedzaliśmy to miejsce, uznał ichniejsze amarone za najlepsze. Bezwzględnie jest tip-top.

Amarone lubią wszyscy, osobliwie zaś u nas, gdzie czerwone, gęste wina bardzo się poważa, zaś na lekkie białe niewielu zwraca uwagę. Kiedyś wysunąłem nawet wniosek, że gdyby wino owo (amarone) kosztowało, powiedzmy 20–30 złotych za butelkę, Polska byłaby największym konsumentem amarone na świecie. Niestety to, co dobre, kosztuje, i nie co dzień będzie nam dane go smakować, stąd dobrze się do tych rzadkich chwil przygotować. A autor tego dzieła prowadzi nas bezbłędnie…

Amarone and the Fine Wines of Verona
Michael Garner
Infinite Ideas 2018
Cena: 30 funtów