Angielskie wina nad Garonną, czyli średniowieczne dzieje Bordeaux

Przywykliśmy dziś traktować wina bordoskie jako szczególny przypadek win francuskich w ogóle, dla wielu przypadek wręcz modelowy. Ale nie zawsze tak było.

Choć kilkanaście wieków swojej historii Akwitania związała z Francją, związek ten miał pewną istotną przerwę: trzysta lat panowania angielskiego. A to właśnie wówczas narodziła się potęga Bordeaux.

Fot. ArchiwumChoć rzymska Burdigala już w starożytności odgrywała poważną rolę w handlu winem – szczególnie z daleką Irlandią – nie był to podówczas jeszcze rejon specjalnie winorodny. Grecki geograf Strabon jeszcze za panowania Augusta raportował cesarzowi, że nie ma tu właściwie żadnych winnic. Już jednak za Klaudiusza musiały się pojawić pierwsze burdigalskie winogrady: u Pliniusza Starszego znajdujemy bowiem wzmianki o miejscowych odmianach, głównie zaś o szczepie biturica, najpewniej zawleczonym z hiszpańskiej Riojy, dziś podejrzewanym o bliskie rodzinne związki a to z petit verdot, a to z cabernetem czy nawet carménère(hiszp. czarne liście) francuska odmiana czerwonych winogro... (...).
Musiały się pojawić, bo tak nakazuje zmysł handlowy. Po cóż spławiać wina z dalekiego Gaillac, skoro można je wytwarzać w pobliżu samego portu? Raz jeszcze w historii mieszkańcy Burdigali (wówczas już zwanej Bordeaux) zadadzą sobie to sakramentalne pytanie, a będzie to w XIII wieku, kiedy Akwitania i Gaskonia należeć już będą do korony angielskiej. Ale po kolei…
Mroczne wieki po upadku Rzymu to dla winnic Akwitanii okres kolejnych srogich najazdów. Przyjdą Goci, Wandale i Wizygoci, przyjdą Frankowie, Baskowie, Saraceni i znów Frankowie. Wikingowie przyjdą aż trzy razy, wreszcie po 870 roku nastanie kompletnie już czarna dziura w historii tego regionu. Trudno uwierzyć, ale winnice przetrwają ten okrutny czas końca starożytności i młodego średniowiecza. Stracą jednak na znaczeniu, odkąd w La Rochelle, w XII wieku, pojawi się nowy potężny port handlowy, który w ogromnej mierze przejmie dotychczasową funkcję Bordeaux. Tu się na chwilę zatrzymajmy.

Jak akwitańskie Bordeaux stało się na chwilę częścią Francji
W 1126 roku Bordeaux wciąż należy do zależnego od Karolingów księstwa Akwitanii. Właśnie umiera tutejszy książę Wilhelm IX, zapamiętany jako pierwszy trubadur i obiekt dwóch poważnych ekskomunik (za podatki i za porwanie pewnej wicehrabiny, żony swojego wasala). Jego syn, dla odmiany zwany Świętym, wkrótce opowie się po niewłaściwej stronie podczas kolejnej papieskiej schizmy (poprze antypapieża Anakleta II) i by odkupić swe winy, wyruszy w 1137 roku do Composteli, pozostawiając pod opieką króla Francji Ludwika VI Grubego swą najstarszą córkę Eleonorę. Z podróży książę nigdy już nie powróci, zostanie najpewniej otruty, tym samym zaś jego córka stanie się księżną Akwitanii, a Ludwik Gruby wykaże się niezwykłym refleksem, naprędce aranżując jej zamążpójście z własnym, choć nieletnim jeszcze, synem Ludwikiem VII. W ten oto sposób ogromny region Akwitanii (wraz z Gaskonią, Poitou i Owernią) został naturalnie i uroczyście przyłączony do korony francuskiej.

Jak francuskie Bordeaux stało się na chwilę częścią Anglii
Podczas zaślubin w katedrze św. Andrzeja w Bordeaux Ludwik VII Młody był – jako się rzekło – bardzo młody, bo miał zaledwie szesnaście lat. W dodatku od dziecka sposobiony był raczej do życia klasztornego, trudno się więc dziwić, iż nie sprostał oczekiwaniom ledwie o rok od niego starszej Eleonory – kobiety żywiołowej, wnuczki słynnej, uprowadzonej przez Wilhelma Trubadura wicehrabiny zwanej La Dangerosa („Niebezpieczna”). Eleonora wytrzymała z nim co prawda aż 15 lat, następnie jednak, korzystając z protekcji Bernarda z Clairvaux, doprowadziła do uroczystego rozwodu w tejże samej katedrze, w której wzięli ślub. Już bowiem parę miesięcy wcześniej wpadł jej w oko osiemnastoletni Henryk z Plantagenetów, hrabia Andegawenii.
Fot. ArchiwumPozbywszy się tedy rozmodlonego Ludwika, ledwo dwa miesiące później poślubiła Andegaweńczyka. Nie minął kolejny rok, a Henryk – po śmierci ojca – odziedziczył Andegawenię, Turenię i Maine. Nie minął kolejny rok, a z wybrzeża francuskiego uderzył na Anglię. W trybie dyplomatycznym bardziej niż militarnym wynegocjował sobie prawo do tronu angielskiego po śmierci króla Stefana. Znów nie minął rok, a król Stefan rozstał się ze światem – Eleonora, po piętnastu latach urzędowania jako królowa Francji, stała się teraz królową Anglii. Co prawda Henryk, zasiadając na tronie angielskim, nie znał tamtejszego języka, nie przeszkodziło mu to jednak. Na długie lata władcy Anglii mieli się teraz posługiwać płynną francuszczyzną.

Angielskie wina z… Bordeaux
Pierwsze dekady angielskiej epoki w dziejach Bordeaux nie poprawiły jednak sytuacji regionu. Wciąż głównym portem pozostawała bliższa Londynu Roszela, a Henryk zdecydowanie więcej uwagi poświęcał lepiej sobie znanemu wybrzeżu u ujścia Loary. Na wyspy wciąż płynęły kiepskie białe wina z Poitou. Dopiero po śmierci Henryka, kiedy na skutek powikłanej wojny domowej (prawdziwie domowej, bo toczyła się właściwie między królem a jego żoną Eleonorą sprzymierzoną z synami) na tronie zasiadł Ryszard I Lwie Serce, Bordeaux zyskało status królewskiej rezydencji w Akwitanii. Ryszard był nie tylko wielkim rycerzem i świetnym poetą – bodaj jako pierwszy z władców Anglii poznał się na winie bordoskim i wprowadził je do zamkowych piwnic. Całkowicie związany z kulturą francuską zbyt rzadko jednak odwiedzał zimną i deszczową Anglię, by stworzyć prawdziwą więź handlową łączącą wyspy z portem w Bordeaux – „najchętniej sprzedałbym ten cały Londyn – mawiał ponoć – gdyby go tylko kto chciał kupić”.
Tym, który ostatecznie zrównał handlowe przywileje Bordeaux z hołubionymi przez swoich poprzedników północnymi regionami, był Jan bez Ziemi, władca tragiczny, wybrany w głosowaniu magazynu historycznego BBC „najgorszym Brytyjczykiem” XIII wieku. Nie miejsce tu na złośliwą litanię wielu nieudolnych posunięć króla Jana (żaden władca angielski już nigdy nie przyjął tego imienia za swoje) – w jednym bowiem posunięciu król Jan przysłużył się Bordeaux bardziej niż wszyscy jego poprzednicy: zwolnił miejscowych handlarzy z podatku od eksportu (tzw. grand coutume), otwierając tamtejszy port dla szerokiego świata. Więcej w tym co prawda było zmyślności i uporu miejscowych notabli, ale fakt jest faktem. Niestety, już kilka miesięcy później król uległ gwałtownym protestom Roszeli i tamtejszych kupców także zwolnił z podatku. Już wkrótce jednak kupcy z Bordeaux mieli odnieść ostatecznym tryumf nad swoimi konkurentami z Poitou. Za pomocą oręża.
Nie ruszyli na szczęście do bratobójczej walki. Los uśmiechnął się do mieszczan w Bordeaux, kiedy w 1224 roku udało im się odeprzeć nieprzyjacielskie ataki i bohatersko obronić miasto (wyczekujące przez wiele miesięcy na posiłki), trwając wiernie przy koronie angielskiej w czasie, gdy kolejne miasta i zamki na północy (w tym La Rochelle) bez walki otwierały bramy przed wojskami Ludwika VIII Lwa, nowego króla Francji.

Police des vins
Fot. ArchiwumMyliłby się jednak ten, kto uważałby, że dzięki owym ścisłym związkom handlowym Bordeaux z Koroną Angielską, wywalczonym (dosłownie) w XIII wieku przez rycerskich mieszczan, do Londynu popłyną statki wypełnione bordoskim winem. Statki płynęły, owszem, lecz wypełnione ładunkiem wina z Bergerac, Gaillac, Cahorsfrancuskie, wyłącznie czerwone wino klasy AOP z Regionu P... (...) czy innych rejonów Gaskonii. Mapa ówczesnego regionu winiarskiego o nazwie Bordeaux wciąż była bowiem dość pustawa. Istniał właściwie jeden poważny okręg – było to Graves na południe od samego miasta. Nieco wina produkowano także po drugiej stronie Garonny, w Bourg i Blaye. Bordeaux, niemal jak za czasów Strabona, istniało wówczas jako ważny port, jeszcze nie jako poważny producent wina.
Nie upłynęło wiele lat, nim obrotni kupcy zmienili ten stan rzeczy. Pomogły im w tym specjalne ustawy handlowe – znane jako police des vins – przykład bezwzględnej zmowy handlowej tolerowanej nie tylko z dalekiej perspektywy londyńskiego tronu, ale jeszcze długo po wojnie stuletniej, kiedy Bordeaux znów wróciło do Francji. Na czym zmowa polegała? Ano na tym, by zabronić spławiania Garonną win langwedockich w określonych tygodniach i miesiącach, uniemożliwić lub co najmniej utrudnić kupcom spoza Bordeaux przechowywanie win, których nie udało się załadować na statki floty angielskiej (tu pierwszeństwo mieli zawsze kupcy z Bordeaux), skomplikować sprzedaż tych win na miejscowym rynku itd. Winiarzom spoza Bordeaux przysługiwały nawet odmienne beczki – mniej trwałeokreślenie degustacyjne określające trwałość zapachów... (...) i mniej odporne od baryłek bordoskich. Przez wieki działała więc w Bordeaux ustawa o jawnie dyskryminującym charakterze. W takich warunkach kiep ten, co nie zabrał się do zasadzenia winorośli jak najbliżej obleganego portu (jednym z najbardziej przedsiębiorczych okazał się arcybiskup Bordeaux, przyszły papież Klemens V, zakładając w Pessac w 1300 roku istniejące do dziś Château Pape Clement).

Jak angielskie Bordeaux znowu stało się francuskie
Około stuletni okres bordoskiego prosperity pod panowaniem angielskim przerwała dopiero ostatnia, podobnie długo trwająca wojna (1337–1453). Jest niewątpliwym chichotem historii, że to właśnie wojska francuskie mają na sumieniu zniszczenie potężnego areału bordoskich winogradów zarówno w jej pierwszych latach, jak i w ostatnich, w 1438 roku, kiedy wkroczyły tryumfalnie do Gaskonii. Bordeaux poddało się ostatecznie w 1453 roku. Po niemal dokładnie 300 latach angielskiego panowania miasto wróciło do Francji.
A jednak właśnie przez te 300 lat Bordeaux z ważnego portu urosło do rangi potężnego ośrodka winiarskiego. Nie w takim, rzecz jasna, kształcie, w jakim dziś go postrzegamy. Potężne czerwone kupaże to pomysł o wiele późniejszych wieków. W czasach, kiedy rodziła się potęga Bordeaux (jeszcze bez Médoc, ten okręg powstał na osuszonych przez Holendrów bagnach dopiero w XVII wieku), tamtejsze wina były białe lub ciemnoróżowe. Te ostatnie zwano clairets (vinum clarum) i produkowano je ze wspólnie fermentujących białych i czerwonych owoców. Stąd wywodzi się angielski termin claret oznaczający klasyczne winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) bordoskie (dziś jego desygnatem są oczywiście wina głęboko czerwone, choć pozostała jeszcze w Bordeaux niewielka liczba producentów wytwarzających owe historyczne różowe clairets).
Klarety to tylko jeden z wielu śladów historycznych związków Anglii z Bordeaux. Wielka część winiarskich rodów, które założyły swoje winnice w XIV wieku w Bordeaux, przybyła do Akwitanii właśnie z wysp. Owe 300 lat angielskich wpływów zaowocowało także jednym z najsilniejszych (i często nadzwyczajnie zabawnych) antagonizmów w historii wina: wojną Bordeaux z Burgundią. Jednym z jej podskórnych wymiarów jest przecież prosty fakt, że długowieczna obecność angielskich kupców w Bordeaux uczyniła ten region nader podatnym na nowinki religijne okresu reformacji, podczas gdy budowana rękami cystersów Burgundia pozostawała zawsze bastionem katolicyzmu. Łatwo stąd wyciągnąć wnioski na temat tego, z którym z tych winiarskich gigantów rewolucja francuska obeszła się łagodniej, a z którym surowiej. Nie wiem, jak Państwo, ale zawsze kiedy stawiam obok siebie butelkę porządnego burgunda i równie znakomitego bordeaux, wyobraźnia każe się w tej pierwszej dopatrzyć radosnego brzuchatego biskupa, w drugiej zaś sztywnego kalwińskiego pastora.