The Hills of Chianti, Piero Antinori

pod tytułem Siedem flaszek, siedem wieków… tekst ukazał się w „CW” nr 94, sierpień – wrzesień 2018 | prenumerata

The Hills of Chianti, Piero Antinori recenzja
Piero Antinori, The Hills of Chianti, 2014 | okładka: books.google.pl

Podobnych do The Hills of Chianti książek powstało już kilka, w tym ta bodaj najsłynniejsza – 101 Wines to try before you die, czyli w skrócie czego należy spróbować, zanim wybierzemy się na tamten świat, czy też moja ulubiona autorstwa Oza Clarke’a – The History of Wine in 100 Bottles, w której autor – rzecz jasna w przenośni – opowiada historię wina z perspektywy najsłynniejszych butelek. Takie ujęcie tematu jest bardzo atrakcyjne. Podobny zresztą cykl co najmniej od roku prowadzi magazyn „Decanter”, pokazując najsłynniejsze flaszki z ostatnich dekad, które narobiły sporo szumu, choć często są to wina, o których nawet nie słyszeliśmy.

Wybory Antinoriego

Piero Antinori wybrał podobną drogę, ale świadczy o tym tylko lakoniczna wzmianka w podtytule. Nie ma tego tropu nawet w tytule włoskiego oryginału – Il profumo del Chianti: Storia di una famiglia di vinattieri („Zapach chianti. Historia rodziny winiarzy”), który w ogóle kieruje nas ku najsłynniejszemu (przynajmniej w teorii) regionowi Toskanii, a zresztą i całych Włoch także.
Dopisałem to ostatnie zdanie z wahaniem, bowiem to właśnie autor The Hills of Chianti obalił ten stereotyp, pokazując, że inne niż chianti classico wina mogą być znacznie lepsze. Doprowadziło to do ponad trzydziestoletniego konfliktu z Consorzio Chianti Classico, choć Antinori ciągle robił to winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...), i to w najlepszym wydaniu.

Czytaj wywiady z Piero Antinorim, Człowiekiem Roku 2018 magazynu „Czas Wina”: Winiarze nie chodzą na skróty oraz W rodzinnej sieci.

Jednak o tym wszystkim piszemy w innych tekstach – skupmy się na książce. Owe siedem win odzwierciedla siedem wieków, które rodzina poświęciła na doskonalenie sztuki winiarskiej. To także liczba symboliczna i szczęśliwa, ale bardzo luźno związana z losami rodziny. Wybory Antinoriego są zarówno oczywiste, jak i zupełnie nieoczekiwane. Są tu oczywiście Tignanello– (Antinori Tignanello) włoskie czerwone wino stołowe (v... czy Solaia– toskańskie wino klasy IGT Toscana produkowane przez Ten..., o których czytaliśmy i uczyliśmy się, nawet jeśli nigdy nie staliśmy w pobliżu otwartych butelek. Ale skąd tu np. Mezzo Braccio Monteloro czy Cervaro della Sala? Powodu pojawienia się wina Antica Napa Valley można się domyślać (rozbudowa firmy za oceanem), ale już Montenisa Brut(fr.) bardzo wytrawne.Określenie stosowane wyłącznie do w... (...) Roséfrancuski termin określający wino różowe, który zrobił... (...) zaskakuje.

Stąd Piero Antinori od razu w spisie treści wyjaśnia swoje wybory i tak przy tym ostatnim dodaje poetycko „Sowing the Future”, co można przełożyć jako „Przyszły plon”. Czytając ten początkowy fragment książki, od razu znajdujemy zamysł autora – jego dzieło to nie memuary ani nawet nie saga rodzinna, której akcja zaczyna się w średniowieczu i trwa do dziś. To luźno pojawiające się fakty, czasem bardzo ważne, które jednak sami musimy nanizać sobie na nitkę, połączyć w całość, także po to, by odnaleźć motywacje, które stały za jego decyzjami, decyzjami jego ojca i dziadka, a także kuzyna, Maria Incisy della Rocchetta.

„Szampan” z Chianti

Spójrzmy więc na ten pierwszy rozdział o Montenisa Brut Rosé. Nigdy nie zdarzyło mi się skojarzyć nazwiska Antinori z winem musującym, zresztą nie tylko chyba mnie. Tymczasem to jeden z najciekawszych epizodów rodzinnych ostatniego wieku. Za ich produkcję zabrał się już bowiem dziadek autora, także Piero, który stanowczo twierdził, że Toskania musi mieć swojego szampana. W 1904 roku powstało coś, co nazwano Gran Spumante Marchese Antinori lub Cordon Rouge (z uwagi na etykietę), a najczęściej – „szampanem z Chianti”. Pili go królowie Włoch, członkowie rządu, jego miłośnikiem był także słynny kompozytor Giacomo Puccini, który w 1914 roku wystosował specjalny list z podziękowaniem do dziadka Piero.

Jednak pewnego dnia kilka lat później w ciągu paru godzin w powietrze wyleciało siedem tysięcy butelek tego wina – kanonada trwała kilka godzin! Słychać ją było w całej okolicy, co przypomniało ludziom o zakończonej niedawno I wojnie światowej. Ojciec Piera próbował kontynuować z pewnymi sukcesami wysiłki dziadka („My, Antinori, nie poddajemy się nigdy”), jednak pomysł na poważną produkcję powrócił dopiero, kiedy za sprawę wzięły się córki Piero Antinoriego. Wówczas w latach 90. ubiegłego wieku nową wytwórnię ulokowano we Franciacorcie.

Dalej autor wyjaśnia, dlaczego właśnie córki zajęły się tym projektem, że ma to związek z ich dzieciństwem, opisuje, jak w wieku jeszcze wczesnoszkolnym zrobiły swoje pierwsze wino i zaprojektowały etykiety, jak… Ale tego Państwu już nie opowiem, by nie odbierać przyjemności z całej lektury, która właśnie się tak plecie. Z boku wygląda to na jedno wikipedyczne hasło, że Piero Antinori podjął oficjalną decyzję o rozbudowie firmy o wina z Franciacorty. Prawda jest jednak zupełnie inna: wpływ na to miała i rodzinna historia z eksplozją w tle, i zainteresowanie córek, a także to, że jako dziewczynki były one tak żywe jak bąbelki w winie musującym…

 

The Hills of Chianti, Piero Antinori recenzja

The Hills of Chianti.
The Story of a Tuscan Winemaking Family
in Seven Bottles

Piero Antinori
Rizzoli Ex Libris, New York 2014
Cena: ok. 20 dolarów (amazon.com)