Arytmia tradycji

Zastanawianie się, czy akurat obowiązuje rosyjskie embargo na wina gruzińskie, czy właśnie go nie ma, staje się już nudne. Trzeba by to śledzić na bieżąco, bo faktyczne działania mieszają się z setkami doniesień o jego domniemanym zniesieniu lub kolejnymi groźbami jego wprowadzenia.

Kiedy von Clausewitz twierdził, że wojna jest jedynie kontynuacją polityki innymi środkami, nie wiedział jeszcze, że na Kremlu doprowadzą do perfekcji jeszcze jedną, trzecią opcję – wojnę ekonomiczną z mniejszymi i gospodarczo zależnymi państwami, która rujnuje ich rynki. Zresztą opcji militarnej bynajmniej się nie wyrzekając.

Fot. Dorota RomanowskaTradycji eksportu gruzińskich win w zasadzie nie ma. Przynajmniej w kontekście 7–8 tysięcy lat historii miejscowego winiarstwa. Podobnie jak wyrobu win czerwonych i słodkich. Oba prądy pojawiły się raptem w XIX wieku, kiedy Gruzja była już całkowicie zależna od Rosji i wszystkie wysyłane „za granicę” wina trafiały na imperialny rynek. I tak się to „przeleżało” do czasów dzisiejszych – mała Gruzja, zarówno w czasach komunistycznych, jak i już jako niepodległe państwo, nie miała innych opcji eksportowych, jak tylko rynek rosyjski, kazachski, białoruski i ukraiński oraz – w związku z coraz częstszym ich zamykaniem – polski, czeski i szczątkowo zachodnioeuropejski. Jest jeszcze wentyl chiński, ale tam „lecą” wina luzem, bezimienne, sprzedawane nawet bez nazwy kraju pochodzenia, stołowa masówka, najczęściej w Kraju Środka używane – jak kiedyś u nas – do „montowania” miejscowych „specjałów”.

Doprowadza to do dramatycznej niekiedy arytmii jakościowej. Rynki wschodnie są niewymagające, więc w okresach poluźnienia barier jakość win gruzińskich wyraźnie spada – gwałtownie rośnie wydajność w winogradach, w winach pojawia się sztuczny cukier, wracają sprawdzone kołchozowe praktyki. Dotyczy to wszystkich producentów, bo takie praktyki pozwalają im przeżyć. Tylko małe, butikowe wytwórnie, mające już stałych odbiorców na Zachodzie są w stanie przeżyć, podobnie jak i najlepsi z wielkich, których stać zarówno na utrzymanie linii produkcyjnych w stylu zachodnim, jak i robienie win na rynki wschodnie, o „nieco” odmiennych parametrach. Uwolnienie się Gruzji od pętli tych zależności będzie bardzo trudne, bo ekonomia ma twarde zasady.

Co gorsza, rynek lokalny od tysięcy lat jest stabilny i zwiększenie sprzedaży u siebie jest niemożliwe. Żaden Gruzin nie kupi w kraju butelkowanego wina. Albo sam robi winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...), albo robi je szwagier lub kuzyn, a jeśli nie – dostanie je u chłopa lub z „bańki” na bazarze w Tbilisi, przy okazji zakupu warzyw lub owoców. Handel winem jest tu od zawsze całkowicie legalny, bo wino to naturalny produkt rolniczy i nikt się w to urzędowo nie wtrąca. W dodatku Gruzini od tysiącleci piją niemal wyłącznie wina białe, robione tradycyjnie w kwewri – porządne, eleganckie, w specyficznym stylu, stabilne biologicznie – czym doprowadzają do rozpaczy „oranżystów” (tych od win pomarańczowych), którym wydaje się, że przefermentowanie wina w glinianych doniczkach starczy, by stworzyć nową modę na wina naturalne w starożytnym stylu i naciągać na nie opętanych ideologią ekologiczną klientów.

Produkcja win w zachodnim stylu, w tankach i beczkach, oraz win czerwonych, to miejscowa nowość i stanowi dziś około jednej czwartej rynku. A i tak te proporcje są spowodowane tym, że spora ich część płynie do Rosji i republik postradzieckich oraz na zachód. Klasyczne, wspaniałe gruzińskie wina z kwewri są trudno akceptowalne dla przeciętnego, europejskiego konsumenta – trzeba nieco zaawansowanej wiedzy, by je docenić i… ocenić. Dlatego w ostatnich latach na międzynarodowych konkursach nie umieszcza się ich w kategoriach przeznaczonych dla wytrawnych win białych. Lądują w osobnej grupie, niekiedy razem z sherry fino, winami żółtymi czy wytrawnymi szamorodnymi tokajami. Nie wiem, czy to najlepsze rozwiązanie, bo gruzińskie wina to jednak osobna, wyjątkowa jakość. I warto, byśmy się wokół takich win „zakręcili”, miast czekać, aż Gruzini zmienią swoją wielotysiącletnią tradycję i dopasują się do naszych oczekiwań. Bo nie zmienią.