Bez miłosierdzia

Wywiad z Piotrem Mucharskim, zastępcą redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”.

Wojciech Giebuta, Wojciech Gogoliński: Twoje pierwsze winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...). Ale nie wypite na ławce przed studniówką ani „wino gronowe” z byłej Piwnicy Win Importowanych. Takie, które po raz pierwszy Cię zastanowiło i sprawiło, że zainteresowałeś się winem w ogóle?

Piotr Mucharski: Początek lat dziewięćdziesiątych. Wybraliśmy się z grupką znajomych do Toskanii, w podróż malarsko-kulturalno-kulinarną: Florencja, Montepulcianowłoska odmiana czerwonych winogron uprawianych głównie w ... (...), Montalcino, San Gimignano, Volterra i okolice tych miejscowości. Przez cały dzień ganialiśmy po muzeach i katedrach, a wieczorem siadaliśmy do kolacji, dzieląc się opowieściami – o tym, co się widziało, i… winami.
Każdy miał obowiązek coś „ustrzelić” podczas dnia i były to same odkrycia – często wina niekomercyjne z jakichś małych winniczek czy klasztorów. Masa wrażeń… Nawet mój kolega, który był całkowitym abstynentem, został koneserem win. Od tego czasu jestem we Włoszech co roku.

Toskania i…
… i dalej Toskania. Z czasem w dół, aż po Neapol. Ostatnio zakochałem się w Sycylii. Byłem tam kilka razy. Zjechałem ją wzdłuż i wszerz. Kraina obfitości. Cóż za wina, cóż za kuchnia, jacy ludzie, no i te pejzaże.

Rys. A. ZarębaCo kupujesz do kolacji z żoną? Najpierw ustalacie menu?
U nas podział jest prosty i klarowny – żona gotuje, ja zajmuję się winem. Ustalamy plan gry. Moja żona gotuje fantastycznie, ale należy do szkoły kucharzy improwizatorów i choć efekt jest zawsze cudowny, nie wiadomo dokładnie, co znajdzie się finalmente na talerzu. Jeśli wychodzi, że konieczne będzie białe z Adygi, to wiadomo, że dla bezpieczeństwa muszę kupić także butelkę czerwonego Shiraza z RPA, bo a nuż…

Czym się kierujesz, idąc z winem do znajomych na spotkanie?
Zdrowym rozsądkiem, zachowaniem powagi sytuacji, własnego bezpieczeństwa i możliwości smakowych gospodarzy. Jeśli wiem, że nie są zbyt wybredni, wybieram wino ze średniej półki, by ich nie „urazić”. Moja „równowaga moralna” zostałaby zachwiana, gdybym na takie spotkanie przyniósł coś wybitnego, a oni pili to szklankami.
Dla winomanów szukam czegoś ekstra, ale niekoniecznie drogiego. Gdy towarzystwo jest mi mniej znane i nie wiem, czy kumają, czy docenią, wybieram coś neutralnego. Jakiegoś miękkiego chilijczyka do 50 zł, który znawców nie odstręczy, a dla niedzielnych winomanów nie będzie zbyt „kwaśny” ani „cierpki”.

Robisz z bliskimi znajomymi specjalne spotkania winiarskie?

Oczywiście, uwielbiamy je!

Mają jakiś temat przewodni?
Nie. Ale mają myśl przewodnią – wygrywa ten uczestnik, który najbardziej zaskoczy pozostałych. I nie chodzi tu o najdroższe wina świata. Raczej o wina z wyjazdów lub nieodkryte perełki z polskich sklepów.

Radzilibyśmy Ci poszukać sponsora na takie spotkania.

Mam licealną koleżankę w Szwajcarii, która kilka razy w roku podsyła mi kartonik win. Jej mąż zbierał wina masowo, głównie burgundy, był ich znawcą. Pod jej domem znajduje się bunkier pełen butelek. W domu trzymał najlepsze, nawet w łazienkach, bo już nie miał miejsca.
Małgosia zwykła mnie uprzedzać: „Piotrze, potrzymaj te wina pięć lat, potem wymienisz je na samochód”. Walczyłem, by do tego doprowadzić, ale nigdy mi się nie udało. Smutne!

Ależ! Znamy to uczucie!
Kiedy do „Tygodnika Powszechnego” dociera przesyłka ze Szwajcarii, cała redakcja zgrzyta zębami.

Chrześcijańskie miłosierdzie nie ma tu zastosowania?
Absolutnie nie!

Co „zadajesz” w dzień powszedni?
Raczej Nowy Światpopularne, zbiorcze określenie pozaeuropejskich państw win..., to bezpieczny wybór, trudno się pomylić. Zresztą ćwiczę to od wielu lat. Po co kupować chianti za 30–40 zł, kiedy wiadomo a priori, że są niepijalne. Mam kilku swoich faworytów z Chile i tego się trzymam.
Oczywiście niedzielny lub świąteczny obiad to znacznie poważniejsze wyzwanie. Wtedy pozwalam sobie na nieco ekstrawagancji, w dobrym tonie rzecz jasna. Może coś z Górnej Adygi albo z Apulii. Jest tego trochę w sklepikach winiarskich. Trzeba poszukać.

Byłeś w Indiach, lubisz kuchnię hinduską, a tej nie po drodze z winem.
Tak, to pewien szkopuł. I nic na to nie poradzę. Już sam pobyt w knajpce hinduskiej, nawet jeśli nic nie jesz, nie pozwala na degustację win. Feeria zapachów, przypraw, korzeni, i to w większości zupełnie u nas nieznanych na co dzień, nie nastraja do picia wina.
Także potrawy na talerzu to takie cuvée(fr.) zawartość kadzi, zestaw wina, wino kupażowane.Termi... (...) zapachowo-smakowe. Cóż, ze smutkiem, ale w takich wypadkach staram się abstynować.

Inne wina europejskie?
Francuskie mało mnie interesują – mam uraz pokoleniowy, bo zaczynałem pić wino na początku lat 90. Straszne rzeczy do nas wtedy wysyłali za straszne pieniądze. W porównaniu z włoskimi to przerost formy nad jakością i fatalna relacja cena – jakość. Jeśli już musiałbym sięgać po tamtejsze wina, szukałbym ich w Langwedocji lub Prowansji. Są mniej zmanieryzowane.
Półwysep Iberyjski bardzo mnie pociąga, zwłaszcza Portugalia. Choć kiedy tam byłem, to zapamiętałem tylko wina białe…

Fot. G. MakaraJak to białe? Portugalia to kraj głównie win…
Wiem, wiem – ja jednak poruszałem się po takich obszarach, gdzie bezpieczniej było sięgać po wina białe, czerwone były kiepskie. Zwłaszcza że żywiliśmy się w nadmorskich knajpkach i opychali rybami oraz owocami morza. Lokalne czerwone do tego nie pasowały zarówno jakością, jak i charakterem.
Znam nieco wina katalońskie, bo uwielbiam Barcelonę. Tam odkryłem cavę, której jestem wiernym wielbicielem, zwłaszcza w porównaniu z szampanem, którego nie rozumiem, a szczególnie jego cen w relacji choćby z cavą właśnie. No chyba, że jestem w Szwajcarii…
Podróże to zawsze jest kompromis – albo pojechać gdzieś, albo do Włoch. A spora część tego kraju po latach kojarzy mi się z konkretnymi miejscami, spotkaniami, ludźmi, przeżyciami i winami właśnie. Lubię wracać do takich miejsc.

Jakieś plany, gdzie następny wyjazd?
Chcielibyście pewnie usłyszeć nazwę jakiegoś kraju winiarskiego. I tak będzie. Konstantynopol!

Hę? Nie pomyliłeś stron świata?
Objechałem ostatnio pół Europy z Normanem Davisem. W 50. rocznicę jego licealnej wariackiej podróży jeepem z kolegami. Na początku lat pięćdziesiątych kupili od likwidujących swoją bazę Amerykanów willisa za sto funtów i w skautowskich mundurach z krótkimi spodenkami i czerwonymi beretami ruszyli przez powojenną Europę. Cudem przekroczyli żelazną kurtynę i dotarli aż do Istambułu. Przygód mieli co niemiara. Ale nie o tym chciałem mówić. To miasto mnie zachwyciło. I powiem Wam coś jeszcze – z lubością piłem wino tureckie!

Ależ Piotrze! Pomyłuj…
Wiem, wiem, pozwólcie mi jednak na coś bez apelacji za to z widokiem na Bosfor… Oczywiście ciągnie do Włoch. Ale waham się, gdzie. W Toskanii – czyli w środku świata – nie byłem już od kilku lat. I trochę się boję powrotu do starych zakamarków, chyba że późną jesienią, kiedy jest tam pustawo. Ciągnie mnie też w dół włoskiego buta, gdzie nigdy nie byłem. Zawsze dojeżdżałem najwyżej do Neapolu i wracałem lub przeprawiałem się na Sycylię. Być może więc wyląduję w Kampanii lub Apulii. Wina mają OK…

Celnicy już nie mają czego szukać w Twoich bagażach. Nieprawdaż?
Istotnie, to paradoksalne. Przed wejściem do Unii przywoziłem masę wina z takich wojaży. Teraz, kiedy już można – znacznie mniej. W Polsce jest już tyle wybitnych win, że nie warto dźwigać.

 

Piotr Mucharski jest zastępcą redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”. Od 1996 r. przez 11 lat prowadził z Katarzyną Janowską w Programie 1 TVP cykle autorskich programów: Rozmowy na koniec wieku, Rozmowy na nowy wiek i Rozmowy na czasie. Laureat Nagrody Dziennikarskiej im. Dariusza Fikusa oraz Wiktora za najlepszy program telewizyjny w 2001 r. W młodości piłkarz ręczny, obecnie – pasjonat muzyki barokowej, kuchni hinduskiej, piłki nożnej i Włoch, dokąd jeździ przynajmniej raz w roku – ostatnio zarażony Sycylią.