„Białe” małżeństwo

Nie mogę powiedzieć, że dobrze poznałem Manfreda Ebenauera. Właściwie to wcale go nie poznałem. Kiedy przyjechaliśmy, wyszedł jedynie na chwilkę z piwnicy, by się przywitać.

– Dziś filtrujemy, jutro będziemy butelkować – dodał przepraszająco i zostawił nas w rękach swojej pięknej żony Marion oraz czujnego młodego labradora.

Mimo że w Weinviertel byłem tyle razy, nigdy nie trafiłem do Ebenauerów. Nie pokazywali się na imprezach winiarskich, targach, bo… ich jeszcze nie było. To znaczy byli, i to od bardzo dawnych czasów, ale byli inaczej, lokalnie, dla siebie i w miejscowych winiarniach. Dopiero, kiedy okazało się, że najmłodszy z nich ma inne plany co do rodzinnego wina, wszystko zaczęło się tu zmieniać, a nabrało huraganowego tempa, kiedy ten najmłodszy właśnie, czyli Manfred, spotkał Marion Ebner, a jeszcze dokładniej, kiedy w kościele w Poysdorf zabiły dzwony, a organista zgrał dla obojga marsza Mendelsohna, zaś wytwórnia zmieniła nazwę na bardziej partnerską – Ebner-Ebenauer.

Fot. Weingut Ebner Ebenauer– W przeciwieństwie do Manfreda nie pochodzę z rodziny o tradycjach winiarskich, ale od zawsze mnie to interesowało i już w średniej szkole wiedziałam, że będę robić winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...), dlatego też dalszą naukę kontynuowałam już w szkole winiarskiej – mówi Marion. – Jest prostsza droga – przerywam jej z uśmiechem. – Wyjść za winiarza, jak ty. – O, mój panie! – oburza się z uśmiechem Marion. – Wyobraź sobie, że zanim się pobraliśmy, ja robiłam lepiej oceniane wina niż Manfred! Na praktykach i tam, gdzie później pracowałam po studiach. Ale fakt, poznaliśmy się w szkole winiarskiej – chichocze winiarka.

Chętnie bym skonfrontował jej słowa z opinią Manfreda, ale on ciągle siedział w piwnicy, mimo bardzo już zaawansowanej pory i ciemności na zewnątrz. Zresztą – jakie to ma znacznie? Choć łatwo się domyślić, obserwując osobowość Marion, że do winiarskich sporów musi dochodzić, i to pewnie nierzadko. Bo też nieczęsto się zdarza, by w winiarskich rodzinach oboje małżonkowie zajmowało się wyrobem wina jednocześnie. Niemniej – co najważniejsze – winom wychodzi to na dobre. I to na bardzo dobre.

Nie tylko Helmut Knall, najlepiej zorientowany winiarski dziennikarz austriacki, polecał mi te odwiedziny, ale także parę odsłon w sieci mnie w tym utwierdziło. Zarówno Jancis Robinson, jak i David Schildknecht (oceniający wina dla „Wine Advocate” Roberta Parkera) nie szczędzą pochwał dla tej małej winiarni i umieszczają jej wina na weiviertelowskim szczycie.

Posesja Ebenauerów to dwupiętrowa kamieniczka w Poysdorf z dużą wiekową bramą. Za nią jest krótki korytarz i niewielki dziedziniec z małymi żółtymi kamieniczkami w różnym stanie, porośniętymi dziką winoroślą, zamieszkanymi przez wielopokoleniową rodzinę Ebenauerów. W różnym stanie, bo – jak łatwo zauważyć – kolejne domeczki powoli, pieczołowicie się odnawia. Pod jednym z nich jest winiarnia, zaś sala degustacyjna to niezwykle gustownie urządzony pokój jadalny w leżącej naprzeciwko kamieniczce małżeństwa. Przynajmniej do roboty nie mają daleko – przemknęło mi od razu przez myśl.

Młodzi zafascynowani są siedliskami, o co akurat w Austrii nie jest trudno, bo już chyba wszystkie parcele są tu wydzielone i opisane. Odziedziczyli 15 hektarów winnic Ebenauerów – w Austrii to sporo, w Weinviertel – raczej niewiele. Jednak oprócz skrajnie różnych siedlisk, dostali też sporą i jakże cenną dawkę starych krzewów, nawet ponadsześćdziesięcioletnich. Uszanowali tę spuściznę, pielęgnują wiekowe winorośle i dopiero, kiedy przestają rodzić, ostrożnie i z rozmysłem nasadzają nowe. Stąd na wielu ich etykietach określenie „Alte Reben” – stare winorośle.

Częściowo z uwagi na ten fakt robią niemal wyłącznie wina białe. Kilka dojrzewa w beczkach tyle, ile trzeba, ani dnia dłużej (dlatego Manfred właśnie tej nocy zasuwał do świtu, nie zważając na gości), inne obywają się bez tego. Z powodzeniem – młodzi eksportują już 70 procent swoich win! A wystartowali ledwie kilka lat temu. Wyłomem w palecie produktów jest ich pierwszy pinot noirjedna z najbardziej rozpowszechnionych i najstarszych czerwo... (...), którego pokosztowaliśmy tylko z beczki (jego czas jeszcze nie nadszedł). Wina słodkiewino o dużej zawartości cukru naturalnego lub dodanego.. botrytyzowane też nie są ich specjalnością – nie dopytałem dlaczego, pewnie z braku czasu i miejsca w piwnicy. Ale gdyby się za nie wzięli, pewnie przewartościowaliby austriacki i światowy top.

 

Więcej o winiarni Ebner-Ebenauer.