Boże, błogosław Afrykę!

Afryka jest magiczna! Żaden inny ląd nie oddziałuje na przybysza tak głęboko w sferze irracjonalnego, głębokiego przeżywania doznań jak ten kontynent.

Wiele razy zastanawiałem się, dlaczego tak jest. Niepowtarzalna przyroda, różnorodność krajobrazu, lokalne społeczności i ich problemy – jakże różne od europejskich i ważne zarazem – to wszystko składa się na nietypową aurę, w którą głęboko zanurzają się wszyscy przybywający na Czarny Ląd.

Każdy kraj jest inny, to oczywiste. I każdy jest ciekawy. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że niewielu Europejczyków zdaje sobie sprawę z sytuacji społecznej w poszczególnych zakątkach tego kontynentu. Prawdopodobnie jeszcze mniej osób ma pojęcie o najnowszej, burzliwej historii Afryki subsaharyjskiej. Można zadać pytanie: czy to dla nas, obywateli Starego Kontynentu, ma jakiekolwiek znaczenie? Przecież, jeśli patrzymy na Afrykę Południową przez pryzmat wiadomości w mediach i przyjemność kupowania tamtejszego wina, wszystko jest w porządku. Południowoafrykańskiego dobrego wina jest na rynku dużo. Czy potrzeba czegoś więcej, by się cieszyć jego smakiem?

Czarny smak wina

Ale winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) smakuje zgoła inaczej, gdy Afryki dotknie się samemu. Gdy ktoś znajdzie się wśród winnic należących do białych ludzi, a uprawianych przez rdzennych mieszkańców za parę dolarów dziennie. Gdy napotka się czarną, grubą niańkę z dziećmi robotników winnicy, która zamiast rodziców przez cały dzień zajmuje się ich wychowaniem. Gdy w końcu trafi się do slumsów dużego miasta, gdzie ubóstwo – eksponowane jako atrakcja turystyczna – zrobi na odwiedzającym przygnębiajace wrażenie…

Nie chcę dokonywać tutaj głębokiej analizy problemu lub rozstrzygać o racjach poszczególnych ras i grup społecznych. Ale nie ulega wątpliwości, że niewielu białych żyje w poczuciu pełnego bezpieczeństwa i integracji z całym „tęczowym narodem”. Wielu barykaduje się wieczorami w bogatych domach, otoczonych wysokim murem i drutem kolczastym pod napięciem, podczas gdy w tym samym czasie kolorowi mieszkańcy slumsów, wśród ruin bądź byle jak skleconych domów, piją uwarzone przez siebie jednoprocentowe piwo z prosa i wygotowują baranie głowy na rosół.

Czy to jedynie efekt niesprawiedliwości dziejowej? Warto przekonać się samemu, odwiedzając te miejsca. Dobrze też pamiętać, że najmłodszą z istniejących demokracji w Afryce jest właśnie RPA. Dzisiaj dopiero pierwsze pokolenie czarnych ludzi, urodzone na wolności, wkracza w dorosłe życie.

Słowa hymnu

W tym samym czasie trwa gdzieś jazzowy koncert, a ludzie raczą się wspaniałą kuchnią, z której słyną tamtejsze restauracje. Młody Rupert ogląda swoją kolekcję ferrari, jakiej nie powstydziłaby się nawet fabryka z Turynu, a młody Dornier, idąc w ślady słynnego dziadka, konstruktora lotniczego, dogląda instalacji winifikacyjnych w swojej winiarni, prawdopodobnie największej w tej części Gór Smoczych…

Afryka szokuje i angażuje w swoje sprawy z całą mocą. Wracając stamtąd, trudno szybko się otrząsnąć i wrócić do szarej codzienności. W głowie długo brzmią słowa hymnu śpiewane przez chór gospel na Przylądku Dobrej Nadziei: Nkosi Sikeleli Africa, Malup hakanyiswu phando lwayo – Boże, błogosław Afrykę, niech jej sława rozbrzmiewa na cały świat…