Burza w kieliszku

 

Kilka miesięcy temu na moim forum JancisRobinson.com miała miejsce niewielka sprzeczka.

 

Chodziło – wierzcie lub nie – o to, czy degustatorom powinno się pozwolić na publikowanie recenzji najlepszych wytrawnych win niemieckich klasy grosses gewächs, zanim jeszcze w rok po zbiorach, pod koniec sierpnia, zostaną one oficjalnie zaprezentowane międzynarodowym mediom winiarskim.

Stowarzyszenie czołowych niemieckich producentów, VDP, oficjalny wyjątek robi tu dla tych, którzy piszą o nich w publikacjach wydawanych już po wyżej wymienionym terminie. Brak przyzwolenia wynika z przyczyn nader szlachetnych – VDP i najpoważniejsi niemieccy producenci uważają, iż są to wina zyskujące na długiej, powolnej fermentacji, przedłużonym dojrzewaniu i naturalnej stabilizacji zanim zostaną zabutelkowane.

Otóż wspomniany zakaz ma na celu uspokojenie producentów, by nie czuli presji czasowej zmuszającej ich do pokazywania win w pośpiechu. Prezes VDP Steffen Christmann zapewnił, iż temat dyskutowany jest wciąż w stowarzyszeniu, ale on sam jest zdania, iż pokazywanie win zbyt wcześnie po winobraniu nie przynosi im nic dobrego. I nawiązał do budzących kontrowersje oraz organizowanych zawsze na wiosnę degustacji en primeur(fr.) system sprzedaży stosowany głównie w Bordeaux i pra... (...) w Bordeaux.

Inni, w tym członek VDP i utalentowany producent grosses gewächs Klaus Peter Keller(niem.) piwnica (winiarska).W Niemczech jest prowadzona prze... (...), podkreślają, iż większość najlepszych niemieckich dostawców win próbuje ich jeszcze przed butelkowaniem i wypowiada się na ich temat w swoich artykułach. Dlaczego więc nie mogą tego robić inni dziennikarze winiarscy, nawet jeśli chodzi o niedokończone wina, pod warunkiem że jasno powiedzą, kiedy degustacja miała miejsce? Poproszone o skomentowanie powyższego spostrzeżenia VDP wolało zachować milczenie.

Mniej więcej w tym samym czasie doszło do przepychanki online na temat recenzji najnowszych roczników brunello di montalcino. James Suckling, mój kolega po fachu piszący do niedawna dla „Wine Spectator” i mieszkający głównie w Toskanii, wzbudził gniew i pogardę u swych kolegów, publikując swoje wyniki jeszcze przed oficjalną inauguracją tygodnia degustacji Anteprima, organizowanego w Toskanii.

Także i amerykańscy dziennikarze winiarscy rozwścieczyli swoich odpowiedników we Francji przedwczesnym podaniem recenzji bordoskich en primeur, korzystając w dużej mierze z wyników wczesnych, nadzwyczajnych degustacji, organizowanych we współpracy z niektórymi dostawcami. Wyniki takich osób jak Suckling czy James Molesworth ze „Spectatora” były dostępne na początku kwietnia, jeszcze przed rozpoczęciem oficjalnego tygodnia degustacji w Bordeaux, organizowanego przez Union des Grands Crus(fr.) zbiór, obszar uprawy, parcela, działka.Przeważnie n..., bordoski odpowiednik VDP. W zeszłym roku, w przededniu otwarcia tygodnia degustacji Michel Bettane – najsłynniejszy francuski dziennikarz winiarski – zagroził bojkotem przyszłych tego typu degustacji.

Rozpętała się burza w kieliszku, która z początkiem stycznia tego roku zaowocowała komunikatem dla dziennikarzy winiarskich. Jego autorem był Pierre-Anton Castéja, szef Joanne, jednego z liczących się negocjantów, utrzymujący, iż UGC w ogóle zabroniło mu prezentować dziennikarzom rocznik 2011. Było to prawdopodobnie sprytne posunięcie, żeby sprowokować nas do przeciwstawienia się UGC, co też zrobiliśmy, jako że degustacje u negocjantów są po prostu niezwykle użyteczne.

Ja sama uskuteczniłam osobisty bojkot bordoskich en primeur 2011. A to dzięki temu, że mój dzielny mąż Nick Lander, od 40 lat borykający się z wrzodziejącym zapaleniem jelita grubego, musiał w końcu w połowie marca przejść poważną operację, która pociągnęła za sobą surową rekonwalescencję. Kiedy się o tym dowiedzieliśmy, nie miałam innego wyboru, jak tylko zostać z nim w domu. Na bordoskie degustacje en primeur 2011 pojechała zamiast mnie moja znakomita asystentka, Master of Wine i niezwykle precyzyjna degustatorka Julia Harding, i oczywiście świetnie się spisała.

Choć ominęły mnie degustacje, byłam szczęśliwa, że mogę spędzić trochę czasu z Nickiem w tak ważnym momencie naszego życia, i zachwycona, że uniknę osobistego wkładu w bordoską kampanię sprzedażową. Ja naprawdę czuję, że ci z Bordeaux potrzebują nas jedynie dla swoich wyników, i to tylko dla tych dobrych, ponieważ obecnie stanowimy ważną część ich planu sprzedażowego. Zasmuciło mnie, kiedy usłyszałam, iż niektórzy w Bordeaux stwierdzili, że w pewien sposób ich zawiodłam i nie dopełniłam obowiązków służbowych, dając im kosza po raz pierwszy od 14 lat.

Niemniej wszystkie te zażarte spory dotyczące dat i recenzji win wydają mi się po prostu niedorzeczne. Uważam, że wina bordoskie prezentowane są o wiele za wcześnie. Większość z nich, a przynajmniej wina czerwone i białe słodkiewino o dużej zawartości cukru naturalnego lub dodanego.., powinny być otwierane po upływie przynajmniej 10 lat.

W każdym razie, czy się to komuś podoba, czy nie, żyjemy obecnie w epoce nieustannej komunikacji. Jadę na degustację i okazuje się, że ktoś przetwittował swoje opinie na jej temat, zanim jeszcze zdążyłam wrócić do domu. A czasem nawet jeszcze zanim na nią dojadę. Blogi i strony internetowe każdemu dają możliwość publikowania wrażeń w ciągu kilku godzin, niezależnie od terminów druku czy harmonogramów dystrybucji. Zakazy przestrzegane niegdyś przez wszystkich uczciwych dziennikarzy dziś są anachronizmem i świat winiarski będzie musiał przełknąć tę gorzką pigułkę.

Dowiedz się więcej na JancisRobinson.com

Tłumaczenie: Magdalena Mirecka-Liana