Cena a wartość wina

 

Dla kogoś, kto podobnie jak ja zawodowo zajmuje się degustacją, łatwo nie przejmować się ceną wina.

 

Zupełnie inaczej jest, gdy będąc zwykłym konsumentem, przyjdzie ci ocenić, czy warto płacić horrendalną cenę za butelkę jakiegoś znanego kultowego wina (odpowiedź prawdopodobnie brzmi „nie”), lub gdy porównujesz wartość dwóch różnych châteaux ewentualnie dwóch różnych roczników.

Abstrakcyjna ocena – można powiedzieć. Uchwycić priorytety i realne wartości jest zadaniem dużo trudniejszym. Gospodyni domowa zapyta: „Czy to uczciwe, że butelkatyp butelek o różnym kształcie, pojemności i kolorze, pr... wina kosztuje tyle co kurczak?”. Gdy jesteś na zakupach i próbujesz znaleźć najlepszego i najświeższego kurczaka na targu, masz to samo uczucie, co w sprawie wyboru do niego wina.

Cel jest prosty – gdy chcesz mieć na kolację dobrego kurczaka i popić go dobrym winem, nie poszukujesz w tym celu znanych symbolicznych marek win. Curnonsky – pierwszy francuski dziennikarz kulinarny (jego nazwisko jest grą słów od francuskiego car non – bo nie, z polskim „ski” na końcu) – sformułował prostą regułę: jedzenie powinno smakować tym, czym jest, i winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) również.

Wyobraź sobie: masz dwie butelkityp butelek o różnym kształcie, pojemności i kolorze, pr... wina. Jedną kupiłeś do wieczornego kurczaka – to powszechnie szanowane, ale niespecjalnie ambitne toskańskie chianti classico. Przez przypadek kosztowało cię tyle samo co kurczak. Przyjaciel, którego zaprosiłeś na kolację, przyniósł ci w prezencie urodzinowym inną butelkę – dziwnym trafem – też toskańskiego wina.

Urodzinowy prezent, specjalne wino – mógłbyś kupić za te same pieniądze przynajmniej pięć kurczaków i jeszcze starczyłoby ci na dobrą butelkę toskańskiej oliwy.

Otwierasz obie butelki i natychmiast uderza cię różnica między nimi. Ta druga jest wyższa, innego koloru (prawie czarna), ale przede wszystkim różnią się wagą. Droga butelka, pusta, waży tyle samo co ta pierwsza pełna. Rozlewasz po dwa kieliszki z każdej.

Tymczasem smakowity zapach kurczaka roznosi się po całym domu. To był dobry pomysł nafaszerować go świeżym rozmarynem. Sączysz chianti. Łączy się tak doskonale z ptakiem jak jego własny parujący sos, przyprawiając go owocową kwasowością, dodając mu blasku i szorstkości w przełyku. Twoje ślinianki pracują na najwyższych obrotach.

Bierzesz kawałek udka i podnosisz do ust drugi kieliszek. Caramba! – co za kolor! Chianti było granatowe z odcieniem czerwieni, ale to jest krwisto rubinowe. Caramba! – co za aromat! Prawdziwy wybuch słodkich jagód i zdecydowana sugestia czarnej kawy. Bierzesz pierwszy łyk i natychmiast zapominasz o kurczaku. Moc ferrari, obute w Gucci! Co to wino tutaj robi? Czy istnieje na świecie jedzenie stosowne do takiego wina? Najbardziej prawdopodobna odpowiedź jest: „nie”. Takie wino można tylko w zadziwieniu sączyć.

Gdy przestają limitować cię pieniądze, wydaje się, że nic już cię nie ogranicza. Więcej, mocniej, głośniej, szybciej – przestaje być życzeniem, staje się poleceniem. W chwili gdy stwierdzisz, że każdy twój kurczak musi być z truflami, w tym samym momencie eliminujesz dziewięćdziesiąt dziewięć procent przyjemności przy stole. W chwili gdy uznasz, że twoje wino musi być zawsze w tych ciężkich butelkach, pozostawiasz w zapomnieniu znakomitą część światowych win.

Czy ja zapłaciłbym równowartość pięciu kurczaków oraz butelki dobrej toskańskiej oliwy za butelkę wina? Z całą pewnością tak. Nawet równowartość stu kur w ekstremalnych przypadkach. Jakich? Takich jak w przypadku starych win, o których poznałem ciekawe opowieści, których historię czytałem. Win, które triumfalnie wyrażają specyficzne miejsce i czas.

Mówię „stare wino”, bo drogie wina nie są – bądź są bardzo rzadko – przeznaczone do szybkiej konsumpcji. Najdroższe składniki wina to te zanurzone w podmuchu dojrzałych owoców i unoszone tostowanym dębem. Ogłaszają swoją obecność, zachwycając twoje zmysły.

W trójwymiarowym świecie, w którym żyjemy, trzy wymiary wina to: owocowość, terroir i indywidualny charakter nadany przez winemakera. Ale wielkie wina mają swój czwarty wymiar. Ten wymiar to czas!

Tłumaczenie: Paweł Gąsiorek
Tekst jest fragmentem książki Wine – A Life Uncorked

O autorze czytaj w ABC wina pod hasłem: Johnson (Hugh Johnson)

Więcej fragmentów książki Wine – A Life Uncorked na: Towarzyski narkotyk, Koleżeński Klub Bordeaux