Co piją panowie?

Zupełnie przypadkowo zdarzyło mi się wziąć udział w rozmowie handlowej.

Poproszony o wsparcie miałem pomóc przekonać lokalnego podkrakowskiego właściciela domu weselnego, by więcej swojej troski i uwagi zaczął poświęcać winom.

Zaczęło się sympatycznie – jak to w naszej branży bywa. „Rezerwacje mamy do końca 2017 roku, wszystkie soboty” – z dumą stwierdził nasz rozmówca. Obiekt pięknie położony na brzegu szumiącej rzeki – miejsce wymarzone na wesela, nic dziwnego zatem, że świetnie prosperuje i setki młodych par myśli o tym, by właśnie tu rozpocząć wspólne pożycie.

Potem już były tylko schody.

– Panie, ja w ogóle nie dostarczam alkoholi na wesele, to jest po stronie młodej pary – stwierdził nasz rozmówca. Zacząłem budować w myśli jakieś obronne szańce i spytałem, dlaczego tak łatwo pozbawia się jako restaurator niezłej marży na alkoholu. – Bo naród, panie, przyzwyczajony alkohol na wesele przywozić samemu. Jakbym się na to nie zgadzał, ludzie zaczęliby szukać lokalu gdzie indziej. – Pogawędziliśmy zatem dłuższą chwilę na temat przyzwyczajeń naszego narodu: jak to zwyczajowo za wesele płaci rodzina panny młodej i jak to pan młody dostarcza wódkę i obrączki. A przecież czasy się zmieniły – relacje cen rynkowych wywróciły tę koncepcję do góry nogami. Wódka w Polsce tania, złoto – pomimo wielu podwyżek – też. Gdyby zastosować ten schemat do współczesności, parytet udziału stron byłby mocno zachwiany. Ale w narodzie żyje i ma się dobrze chęć dostarczania własnej wódki i alkoholu na weselne hulanki.

W myśli przygotowywałem sobie cały czas nową argumentację. – A szampana na toast dostarcza pan czy młodzi? – nieśmiało zagadnąłem. – Szampana dostarczam ja, to jest w cenie konsumpcji – z dumą przyznał nasz rozmówca. „No to go mam” – pomyślałem. – W takim razie mamy dla pana naprawdę dobrą propozycję: hiszpańska cavahiszpańskie białe lub różowe wino musujące klasy DO pro... (...), metoda tradycyjnametoda stosowana przy produkcji win musujących, nawiązują... (...), czyli robiona tak jak prawdziwe szampany, do wyboru wytrawna i półwytrawna, no i do tego świetna cena. – To znaczy ile? – z zainteresowaniem zapytał nasz rozmówca. – Hurtowa poniżej 20 zł – powiedziałem – a przy większych odbiorach możemy nawet jeszcze kilka procent upuścić. – Na twarzy naszego rozmówcy ujrzałem niedowierzanie połączone z zakłopotaniem. – Dwadzieścia złotych? – zapytał. – Przecież ja kupuję szampany w hurtowni po osiem. – No i jakie one są? – zapytałem. – Panie, przecież tego i tak nikt nie pije. Ludzie zamoczą usta i odstawiają. – Wcale im się nie dziwię – przyznałem. – A pan by to wypił? – No oczywiście, że nie, ale ja zresztą winka w ogóle nie piję.

Mój plan i nadzieja padły. Resztką sił zagadnąłem jeszcze, co w takim razie przywożą sobie do konsumpcji młode pary. – Wina bardzo mało schodzi – przyznał nasz rozmówca. – Czyli naród ciągle pije wódkę – zagadnąłem. – No, nie, proszę pana. Naród teraz to już zupełnie inna kultura, wódki coraz mniej. Głównie to drinki piją, no i whisky. Whisky teraz bardzo popularna. – A co piją do obiadu – drążyłem temat – bo normalnie, na Zachodzie, to ludzie raczej winonapój uzyskiwany na drodze całkowitej lub częściowej fer... (...) piją. – No nie, wina nie piją. Te drinki piją, no i whisky. Wina, panie, to bardzo mało schodzi, przeważnie jakieś cztery–pięć butelek przez całe wesele. Jakieś – wie pan – ciocie, starsze panie. Bo przecież panowie winka nie piją.

Uznałem się za ostatecznie pokonanego. Czułem się tak, jak musiał się czuć Robert Lewandowski po przegranym meczu z Niemcami. Bardzo się starałem i nic. Stwierdziłem głosem cichym i pokonanym, że znam kilku, którzy winko jednak piją.

Rozmówcy nie przekonaliśmy, wina sprzedać się nie udało. Otwarte jednak pozostało pytanie: co piją panowie?